O rzepie i surówkach

Obiecałam wrócić do opisania rzepy, wracam więc, bo właśnie kupiłam rzepę czarną. Jej smak oczywiście przypomina rzepę białą, ale jest od niej – przynajmniej ta, którą mam – ostrzejsza i nieco mniej soczysta.

Ale najpierw: poczytajmy nieco o sałatkach i surówkach. Na nasze stoły trafiły późno. W wieku XVIII surowe warzywa uważano za szkodliwe dla człowieka. I taki pogląd głęboko wbił się w świadomość, pokutuje do dziś, zwłaszcza u niektórych żywieniowych tradycjonalistów. Ale już wiek XIX stał się łaskawszy dla zdrowia. Warzywa, początkowo w postaci surowych sałat, najpierw trafiły do wyrafinowanych podniebień wyższych warstw. Były drogie, bo specjalnie uprawiane, ich przyrządzanie wymagało sporo zachodu. Ale już w wieku XX stały się codziennością na stołach. Początkowo obieranie, siekanie i krojenie warzyw załatwiały tzw. podkuchenne. Ale już przed wojną zaczęto się posługiwać różnymi początkowo mechanicznymi, a potem elektrycznymi „robotami”. Krajem surówek już przed wojną stała się Ameryka. Oczywiście mam na myśli „to słynne USA, kochany kraj, na ziemi raj”, jak śpiewano u nas w latach 40., w rytm swinga.

To tam w sklepach pojawiły się dziesiątki sosów do sałat i surówek. Ułatwiły one przyzwyczajenie się do warzyw niegotowanych. Rychło stało się tak, że bez tych sosów kuchnia amerykańskiej gospodyni by się mogła zawalić! Opisuje je Teresa Hołówka w dowcipnej książeczce o własnych doświadczeniach amerykańskich pt. „Delicje ciotki Dee”. Kto jej nie zna, niech po nią sięgnie, przy czym nie jest to książka kucharska. Te sosy to m.in. „Tysiąc Wysp, Francuskie Przybranie, Niebieski Ser – to popularne sosy do sałaty, bez której nie może się obejść żaden posiłek. Tubylcy sądzą, że używa się tego w każdym zakątku kuli ziemskiej”. I używa, za sprawą globalizacji. Choć u nas oferta sosów i dressingów jest uboższa.

Ale sięgnijmy po opis, jak Amerykanie pochłaniają wielkie ilości warzyw, wrzucając do wózków w supermarketach stosy „jarzyn kolorowych, wymytych, błyszczących, popakowanych w różnej wielkości porcje z wagą i ceną”. Samych sałat jest zwykle kilkanaście rodzajów, a są także różnego rodzaju warzywa liściaste, np. szpinak, szczaw czy zioła, jest świeża rzeżucha, są różne kiełki, poszatkowana kapusta, seler naciowy, marchew, rzepa. „W domu włącza się rozdrabniacz, wysypuje wszystko na olbrzymią michę (powinna być z drewna), posypuje krutonami (gotowymi maleńkimi grzankami) i zalewa którymś z kilkudziesięciu robionych przemysłowo sosów”. Sałata gotowa. Tak jest przecież już i u nas! Mamy warzywa, niekiedy już pokrojone. Mamy warzywa do pokrojenia, a w domu roboty. Mamy gotowe sosy, a nawet gotowe grzanki, z francuska nazywane krutonami (croûtons). Czy po nie sięgamy codziennie?

Jeszcze jeden zwyczaj z Ameryki, który polecam. Warzywa w postaci surówki można podawać na przystawkę. Jako tzw. appetizer. Autorka ślicznej książeczki pt. „Alfabet smakosza”, amerykańska dwudziestowieczna dziennikarka Mary F. K. Fisher, nazywa to zwyczajem kalifornijskim. A tłumaczy szacunkiem dla dobrego wina, które będzie podawane do dalszych potraw. Sałata, często przyprawiana sosem z octem lub cytryną, smak wina by popsuła. Lepiej więc podać ją przed posiłkiem, dla zaostrzenia smaku i dla zdrowia. Dobra idea!

Proponuję tak podać np. surówkę z czarnej rzepy. Mnóstwo zdrowia. A smak? Według mnie godny polecenia.

Surówka z czarnej rzepy po mojemu

2 czarne rzepy

2 jabłka z czerwoną skórką

cebulka dymka

garść orzechów laskowych

olej najlepiej z orzechów

ocet balsamico, najlepiej kremowy

sól, pieprz, nieco cukru do smaku

Rzepę obrać, zetrzeć na tarce lub w mikserze. Podobnie zetrzeć jabłka razem ze skórką. Dymkę, czyli cebulę ze szczypiorem, posiekać. Część szczypioru odłożyć. Wymieszać rzepę z jabłkami i dymką, skropić olejem. Dodać orzechy. Sałatkę posypać zostawionym szczypiorem, dekoracyjnie skropić octem balsamico.

Kto się bał czarnej rzepy, niech się bać przestanie. Z dodatkiem orzechów laskowych lub innych – można je uprużyć na suchej patelni, będą smaczniejsze – jest nie tylko zdrowa, ale i bardzo smaczna. Zamiast oleju można wziąć jogurt. Zamiast balsamico (choć świetnie wygląda!), sok z cytryny. Można dodać garść posiekanej natki lub świeże zioła, np. miętę albo kolendrę, tymianek albo bazylię. Surówki są wygodne także dlatego, że można je dopasować do swego smaku i domowych zapasów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s