… i inne przysmaki

Pewien złośliwiec zaproponował mi, żebym nazwała blog tak, jak zespół Big Cyc jedną z płyt, czyli „Golonka, flaki i inne przysmaki”. Dzisiejszy wpis każe mi zastanowić się poważnie nad tą ewentualnością.

Mianowicie: zaprosiliśmy Stasiów na kolejny obiad filmowy. Rytuał jest taki: wybieramy któryś z lubianych przez nas filmów, a ja przygotowuję menu filmowe, pasujące do obrazu. Filmy nie muszą być arcydziełami. Swoją drogą, wśród samych arcydzieł byłoby chyba nieciekawie i skąd byśmy wiedzieli, że to są dzieła genialne, bez porównania z tymi gorszymi.

Na smętny koniec października wybraliśmy polską komedię z lat sześćdziesiątych. To „Małżeństwo z rozsądku”. Reżyserował ją Stanisław Bareja. Jest to błahy filmik, który ma jednak, według mnie, to „coś”. Tym czymś jest trafiony obraz czasów, w których powstał. Jakkolwiek pewną sztuczność odczuwam, to wiele z tego, co na ekranie, pamiętam. Choćby obraz staromiejskiej Warszawy… Porusza we mnie czułe struny. A „warsiaskie” ciuchy? Nieprawdziwe!?…

Komediowa rola młodziutkiego Daniela Olbrychskiego rozczula. Nieco zbyt … starsza jest wobec niego Ela Czyżewska, ówczesna ulubienica ekranu. Ale za to ma masę wdzięku. Cudne role odgrywają jako jej rodzice, handlujący na ciuchach „prywaciarze”, Hanka Bielicka i Bolesław Płotnicki. Jest szczupły Bogdan Łazuka, także nie całkiem dopasowany wiekiem, jako playboy z
przedwojennym, hrabiowskim sznytem. No i cudna postać kolejnego „prywaciarza” (żyjącego z podbieranej w sprytny sposób „państwowej” przędzy) stworzona przez Bogusława Kobielę! A Jarema Stępowski? A sceny z ASP? A taniec przy udziale Krystyny Mazurówny i niezapomnianego solisty z Teatru Wielkiego Gerarda Wilka? A kuplety śpiewane przez Tadeusza Chyłę?… Piosenek jest kilka, niektóre bardzo wpadające w ucho, do tego z tekstami Agnieszki Osieckiej. Pojawia się wreszcie w jednej ze scen i sam reżyser (jak Hitchcock lubił mignąć na swoich filmach).

Czy warto poświęcić czas i obejrzeć? Jakkolwiek dzisiaj niektórych ramotka może rozczarować (z góry zaznaczam: nie jest to arcydzieło sztuki filmowej, nie do takiego Barei jesteśmy przyzwyczajeni), to znajdą się tacy, których rozbawi, a może nawet wzruszy, choćby nostalgicznie. Lub pomoże w nieco innym niż stereotypowe spojrzeniu na PRL.

Ale, ale, a menu obiadu? No dobrze. Zdecydowanie w stylu „i inne przysmaki”.  Oczywiście bazarowe. Na przystawkę zimne nóżki w galarecie. Flaki po warszawsku z pulpetamy. Zamiast golonki „Big Cyca” – pyzy, takie jak na bazarze Różyckiego. Z ziemniaków gotowanych zmieszanych z tartymi, surowymi. Tylko na deser wyłom stylistyczny. Miała być szarlotka ursynowska, ale zapomniałam o jabłkach… Będzie więc crème
brûlée.
W PRL-u nie do dostania, nawet jako „wyrób z importu” (kto dzisiaj czuje, co to znaczyło…). Teraz pomyślałam, że mogłam zrobić wuzetkę. Cóż, tym razem, choć z Bareją na ekranie, jeszcze nie zawalczę o Srebrną Patelnię.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s