Nic zdrowego, coś dobrego

Gdy przed wiekami (dosłownie, w poprzednim wieku i to wcale nie tuż przy jego końcu!) byłam w Budapeszcie, trafiłam do winiarni, mieszczącej się w jakiejś malowniczej piwnicy. Oprócz jej wystroju, na który składały się wielkie beczki z winem (wskazywało się, na które ma się ochotę),no i samego wina, zachwycił mnie dodatek podany do niego. Na…