Rum, będziemy pić szklankami rum…

… na jeszcze większy gwar, na jeszcze większy szum. Słowa przedwojennej piosenki pasują, jak ulał, do klimatu jednego z lepszych polskich filmów powojennych. To „Prawo i pięść” w reżyserii Edwarda Skórzewskiego, według minipowieści Józefa Hena „Toast”. Ze zdjęciami Jerzego Lipmana i muzyką Krzysztofa Komedy. Najbardziej znana jest piosenka przewodnia filmu: „Nim wstanie dzień”, do słów Agnieszki Osieckiej, wspaniale zaśpiewana przez Edmunda Fettinga.

Fetting w filmie nie gra. Zobaczymy plejadę innych sław polskiego aktorstwa. Główną rolę sprawiedliwego rewolwerowca gra aktor-intelektualista – Gustaw Holoubek (1923–2008). W latach 60. – a film miał premierę w roku 1964 – był w szczytowej formie, która miała go nie opuszczać przez kolejne lata wieku XX, aż po XXI. Obraz jest przykładem szczytowych i dzisiaj legendarnych osiągnięć polskiej szkoły filmowej. Zilustruję go plakatem Waldemara Świerzego, który był jednym z tych grafików, którzy z kolei stworzyli tak szczególne artystyczne zjawisko, jakim była polska szkoła plakatu, zwłaszcza filmowego.

Film zrealizowano w konwencji westernu. Jest więc jeden przeciw wszystkim. Nie zdradzę, czy znajdzie sojuszników, czy pozostanie do końca sam. Może ktoś filmu jeszcze nie widział. Towarzyszą mu na planie: Zofia Mrozowska, wtedy królowa wśród polskich aktorek (może ustępująca czasem miejsca na tronie Aleksandrze Śląskiej), młodziutka Ewa Wiśniewska, wspaniała Hanna Skarżanka (to ona śpiewa o tych alkoholach…). A z aktorów, bardzo męskich, są: Ryszard Pietruski, Zdzisław Maklakiewicz, Wiesław Gołas. Dla ich gry warto obejrzeć ten film, a wymieniłam tylko tych grających role pierwszoplanowe.

Obok narastającego napięcia zakończonego strzelaniną, w każdym porządnym westernie nie może zabraknąć sceny z saloonu. Jego rolę w filmie pełni pusty hotel, a raczej jego restauracja. Puste, jak całe miasto opuszczone przez Niemców. Zajmujący je ludzie są pielgrzymami do Nowego Świata, opuszczającymi swoją wojenną przeszłość: z obozami, partyzantką, okupacyjną demoralizacją. Są jak amerykańscy pionierzy, zaczynający nowe życie. I jak w westernie, niektórzy z nich są bandytami, korzystającymi z chwili, gdy nie istnieje jeszcze tytułowe prawo, gdy panuje pięść. Inni są „zwyczajnymi ludźmi”, zdolnymi i do przymykania oczu na bezprawie (przecież zaraz minie!), i do walki z nim. Pod warunkiem, że ktoś wystąpi pierwszy. Tym pierwszym jest, oczywiście, Holoubek, filmowy Andrzej Kenig, ratujący swoje człowieczeństwo po doświadczeniach obozu koncentracyjnego. Wygra? Zostawiam to domysłom.

Scena w hotelu (świetna rola niemieckiego kelnera, pozostałego w mieście, wiecznie i malowniczo pijanego), a raczej w jego restauracji, nie może się obejść bez alkoholu. Płynie strugą. Jest i fortepian, nie może więc zabraknąć piosenki. Wygrywa ją i śpiewa posągowa Hanna Skarżanka (1917–1992). Znakomicie dobrana pijacka piosenka nie jest napisana specjalnie dla filmu. Pochodzi z przedwojennej rewii. Z muzyką Władysława Dana-Daniłowskiego (tak, tak, tego od przedwojennego zespołu rewelersów, zwanego Chórem Dana; miał bardzo ciekawy życiorys – był synem pisarza Gustawa Daniłowskiego, uczestnikiem wojny z bolszewikami z roku 1920 i III powstania śląskiego, wykształconym w Paryżu muzykiem, a po ukończeniu warszawskiego wydziału prawa – urzędnikiem przedwojennego MSZ!). Do słów Juliana Tuwima. Ten wybitny poeta, mistrz słowa polskiego, pisał nie tylko wiersze. Współpracował także z przedwojennymi kabaretami, w tym najbardziej znanym „Qui pro quo”. Szlagiery, jak wtedy nazywano przeboje, pisał dla nich pod pseudonimem; a miał ich ze czterdzieści! Wykonywały je czołowe gwiazdy polskiej estrady. Stworzył arcydzieła gatunku. Czy są zebrane? Przyznam, że nie wiem. Znany jest natomiast powszechnie „Słownik pijacki” stworzony przez Tuwima. Do dziś aktualny i zabawny!

Poeta nie stronił od alkoholu. Miał to szczęście, że w odróżnieniu od Władysława Broniewskiego czy Konstantego Gałczyńskiego nie dopadł go alkoholizm. Alkohol opisywał ze znawstwem, ale i dowcipem. Pił dla humoru, po prostu – „na jeszcze większy szum”. Przeczytajmy cały tekst piosenki ograniczonej w filmie do kilku fragmentów, żałując, że nie słyszmy głosu Hanny Skarżanki.

Piłem, kto mówi, że nie piłem.
Butelkę wytrąbiłem, a przedtem dwie butelki.
Czuję, kto mówi, że nie czuję,
Łeb szumi i paruje, świat toczy się jak bąk.

Whisky! Kto mówi, że nie whisky?
l cóż, pijackie pyski, co teraz będziem pić?
Rum będziemy pić szklankami, rum,
Na jeszcze większy wir, na jeszcze większy szum,
Rum będziemy pić, przeklęty rum,
Aż przyjdzie świt i sen, śmiertelny kum.

Koniak, a może by tak koniak,
Bijący młotem w skroniach, pachnący, szczerozłoty.
Złoty, i cóż to, że on złoty,
Gdy kipi krew z tęsknoty, a w ziemi złota dość.

Wino, tym winem rzeki płyną,
Niech dzieci piją wino, od wina tylko splin.
Gin będziemy pić, morderczy gin.
Niech skały przerwie nam, niech płonie czarci syn.
Gin będziemy pić, morderczy gin,
Znam łotra, dobrze znam, od samych chrzcin.

Jutro znów będzie źle i smutno,
Znów zmierzchem w dal okrutną tęskniące spojrzą oczy.
W dali znów zorza się zapali,
A wtedy bracie nalej i pij przez całą noc.

Whisky, a może by tak whisky,
Znam bestię od kołyski, lecz niezły jest i rum.
Rum będziemy pić, piekielny rum,
A potem whisky znów na jeszcze większy szum.

Gin, będziemy pili z rumem gin,
A potem whisky znów i klinem klin
.

Straszne, prawda? Klinów i aż takich strug alkoholu zdecydowanie nie polecam. Umiarkowany szum, no, może szumek, czemu nie? Sprzyjają mu koktajle. Alkohole rozcieńczone sokami. Ale i w ich spożywaniu zdecydowanie lepiej (kac!) i zdrowiej zachować umiar.

A więc – „okrutny” rum. Jak pisze Rob Chirico, amerykański autor książeczki o koktajlach, którą często tu cytuję: „Wiele odmian i różnych rodzajów rumu świetnie pasuje do niezliczonych kombinacji koktajli”. Rum, wyrabiany z trzciny cukrowej na Karaibach, zachwycił amerykańskich kolonistów. „Rum był mieszany z gorącą wodą, melasą, cydrem, niemal ze wszystkim innym, a różne formy mieszanek rumowych były pite od rana do wieczora”.  (…) „Prawdziwe apogeum koktajle rumowe osiągnęły w Hawanie, gdzie twórczość takich barmanów, jak Constantino Ribailagua z Le Floridita, niepodzielnie rządził rum”. Pokochały je także restauracje chińskie, promujące rozmaite kuchnie egzotyczne, w tym polinezyjską. Rum pasował do nich jak ulał. No i rumowe koktajle. Kiedy je pić? Autor tak definiuje „odpowiednią porę”: „Zmrożone owocowe koktajle na bazie rumu są bazą dla parnych letnich miesięcy, ale istnieje wystarczająco dużo przepisów i wariantów, które mogą doprowadzić nas do tego, że pewnego dnia skreślimy w kalendarzu kilka dni z rzędu”. Oby nie!

Wybieram jeden koktajl, nastawiam film „Prawo i pięść”, zasiadam w fotelu. Domowy barman przyrządził nam koktajl z bogatej kolekcji Roba Chirico. Przepis podaję wiernie, jako cytat. Aha, zacznijmy od wyciśnięcia soku z pomarańczy! Rum i sok z pomarańczy to podstawa wielu klasycznych koktajli. Charakterystyczna buteleczka gorzkiej jak lekarstwo angostury – na zdjęciu z lewej strony.

Flirting with the Sandpiper

45 ml białego rumu

90 ml świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy

10 kropki angostura bitters

1 łyżeczka wiśniowej brandy

Wstrząśnij w shakerze rum, sok pomarańczowy i angosturę z lodem, a następnie przelej do uprzednio schłodzonej szklanki typu highball. Polej wiśniową brandy.

Jedno nasze odstępstwo wynikało z pewnego braku w barku: zamiast wiśniowej brandy wzięliśmy kirsch. Drugie z chęci udekorowania: do koktajlu wrzuciłam po zielonej wisience.

Koktajlu, który zacytuję niżej, nie zrobiliśmy, ale poważnie się nad nim zastanawialiśmy. Uznaliśmy, że jest za słodki, no i nie mieliśmy rumu kokosowego. Można go zapewne przygotować i z innego, ale wtedy, gdy się ma ochotę na… deser.

A Day at the Beach

30 ml rumu koksowego

15 ml amaretto

120 ml świeżego soku z pomarańczy

15 ml grenadyny

klin ananasa i wisienka koktajlowa

Wstrząśnij w shakerze rum kokosowy, amaretto i sok pomarańczowy z lodem. Wsyp lód do uprzednio schłodzonej szklanki typu highball, polej grenadyną, a następnie udekoruj klinem ananasa i wisienką koktajlową.

Koktajle na rumie są jak uosobienie lata, o czym świadczą nawet ich nazwy. Rum nie płynie w nich szeroką strugą, ale jak się zastanowić – pijemy go szklankami. Oczywiście, koktajlowymi. Delektując się złotymi czasami polskiej szkoły filmowej i geniuszem Juliana Tuwima oraz Agnieszki Osieckiej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s