Znowu dieta: wariant jesienny

Do mojej kolekcji cudownych sposobów na odchudzanie, wyszukanych w starych gazetach, dokładam kolejny. To dieta Jadwigi Smosarskiej, gwiazdy przedwojennego kina. Pani przystojnej i eleganckiej także w późniejszym czasie życia (zdjęcia do porównania). Jej propozycje na zachowanie szczupłej sylwetki w roku 1968 opisał tygodnik „Stolica”.

Jest to rodzaj nie tylko diety, ale wręcz kuracji, którą pani Smosarska przeprowadziła aż w Szwajcarii. Trwała sześć tygodni, słu-żąc nie tylko zachowaniu pięknej sylwetki, ale i poprawie ogólnego samopoczucia.

W toku tej kuracji przez sześć tygodni jada się rano: płatki owsiane na odciąganym [a więc chudym] mleku, nie słodzone i bez masła, owoce, minimalną ilość razowego chleba.

Na obiad, po większej ilości owoców na pierwsze (albo na pół go-dziny przed obiadem) gotowaną rybę z jarzynami. Na kolację to samo! Nie liczę niewielkiej ilości czarnej kawy, sałat czy soków owocowych.

Ponadto: nie wolno jeść cielęciny (jest to tak zwane mięso niedojrzałe, bar-dzo niezdrowe), co w naszych wa-runkach nie sprawi nam specjalnego kłopotu [cudny wtręt: cielęciny w sklepach PRL-u się nie uświadczyło, jej jedynym źródłem była tzw. baba z mięsem, dojeżdżająca do stolicy z okolic, roznosząca cielęcinę po domach; było to nielegalne, ale władza raczej na ten proceder  przymykała oko]. Wieprzowina, jako najbardziej kaloryczna, nie jest również wskazana. trzeba jeść zatem chudą wołowinę i okrojona z tłuszczu baraninę, najlepiej gotowane. Kurę nie częściej niż raz na miesiąc.

Autorka notki podpisana Maria nazywa te wskazówki teorią – wia-domo, w PRL-u jadło się raczej to, co się miało, niż to, co sobie wybrano – i zastanawia się, jak u nas zorganizować dietę jak najmniej kłopotliwą. Dostosowaną do naszego życia i kieszeni.

Podaje takie zasady:

1. Jeść zawsze regularnie o tej samej porze, najwyżej z odchyleniem półgodzinnym.

2. Nie jeść obiadu po 16.30 a n i c po 20-ej.

3. Zastąpić pieczywo płatkami dietetycznymi a masło zredukować do 1,5 deka dziennie.

Pić rano i wieczorem skrzyp z dziurawcem, na czczo i przed snem, co nam wyleczy wątrobę i „ścieni” nas w pasie.

Dalej autorka zachęca, aby ułożyć sobie menu śniadań i kolacji, bo obiad będziemy jeść normalnie, nie przesadzając oczywiście z kar-toflami i kluskami. Pozwala także rano pić (do wyboru): mleko od-ciągane, zabarwione kawą lub herbatą, jogurt lub kefir, zioła, sok z cytryny i łyżkę miodu w gorącej wodzie.

Z kolei jeść zezwala: jedno jajko, 20 dkg chudego sera (może być roztarty z oliwą), gotowaną jarzynę na zimno, pomidory, jeden pła-tek dietetyczny lub kawałek pumpernikla

O dziesiątej w pracy t y l k o jabłko. Przed obiadem znowu owoc, ogórek, pół główki sałaty, dwa pomidory. Tyle, żeby zabić głód i nie rzucać się np. na kopytka. Na kolacje poleca wszelkie gotowane ryby.

Jest i zakaz: nie należy jeść wcale słodyczy  w znaczeniu ciastek i cukierków. Zakaz obejmuje i alkohol.

Autorka ręczy, że tylko pierwszy tydzień diety znosi się ciężko. Potem ma się satysfakcję patrząc na koleżanki zajadające się bułami z masłem i tłustą wędliną. No i poprawia się samoocenę, co wpływa znakomicie na samopoczucie.

Je też uważam, że zawsze warto mieć dobre samopoczucie! Zwłaszcza, gdy nadchodzą jesienne chłody i szarugi, a te kopytka tak smakują. Aż strach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s