Taki mamy zwyczaj, że u nas w domu organizujemy wieczór wyborczy. Czekamy z miłymi gośćmi, tymi samymi od lat, na pierwsze dane, emocjonujemy się, cieszymy lub smucimy. Tak było i wczoraj.
Oczywiście emocjom towarzyszyła kolacja. W tym roku wymyśliłam menu, które miało nie absorbować gospodyni (mnie) ani zanadto nie pochłaniać uwagi gościom.
Sięgali więc po gotowe co nieco zaproponowane przez mnie i popijali je starannie dobranymi winami (Asiu i Szymku, dziękujemy, zachowaliśmy wasze wyborne wina francuskie na dzisiaj).
Oto menu: na stole stanęła deska z babeczkami z kruchego ciasta (wypiekłam sama, ale można kupić gotowe) wypełnionymi na różne sposoby. Były to jakby kanapki. Jedne w stylu hiszpańskim: z chorizo i oliwkami oraz z hiszpańską szynką serano i papryką opieczoną i zamarynowaną w oleju. Inne w stylu francuskim (do powyżej wzmiankowanych win bordoskich) był wypełnione pasztetem z gęsiej wątróbki z marynowaną gruszką i borówkami na liściu cykorii. Kolejne były z pastą krabową i ogórkiem świeżym na sałacie. Oraz z pastą tuńczykową z kuleczkami miechunki… No, takie różne, z tych właśnie składników.
Potem podałam na ciepło do miseczek klasycznego strogonowa. Cienkie paseczki polędwicy wołowej trzeba omączyć lekko i w małych porcjach obsmażyć krótko na patelni. Mają być lekko różowe, a więc niedosmażone w środku. To ważne, aby pozostały miękkie. Na końcu dokładamy do patelni utartą cebulę (w sklepie węgierskim – w W-wie na Saskiej Kępie – można kupić taką
cebulę w tubce, jest b. przydatna). Obsmażone paseczki mięsa odkłada się do rondelka, gdy już są wszystkie, podlewa się wywarem mięsnym lub po prostu wodą, dolewając też sos powstały po rozprowadzenia wodą i zagotowaniu oraz wymieszaniu tego, co pozostało na patelni po smażeniu mięsa. Ta czynność, ukochana przez kuchnię francuską, nazywa się deglasowaniem.
Całość mięsa zagotowujemy, sos przyprawiamy. Klasyczna wersja zakłada tylko dodatek gęstej śmietany. Można jej jednak nie dawać, a sos doprawić do smaku koncentratem pomidorowym lub łyżką musztardy. Tu można poeksperymentować. W restauracjach spotyka się strogonowa z pieczarkami. To jest nieporozumienie stworzone przez sprytnych restauratorów w celu rozmnożenia dania. Oczywiście mięso może być duszone z pieczarkami, tylko nie nazywajmy go
wtedy beauf Strogonoff. Muszę przyznać, że po ogłoszeniu pierwszej prognozy wyborczej, pałaszowało się to ciepłe danko wyjątkowo miło. Z bagietkami, specjalnie kupionymi po południu przy Nowym Świecie…
A do wesołego szampana z Alzacji, już na koniec wieczoru, była klasyczna sałatka owocowa. Z truskawek, śliwek, brzoskwiń, ananasa, mango, pomarańczy i grejfruta. Przybrana listkami melisy, polana likierem marschino (bez cukru, postawiłam go obok). Obok postawiłam ubitą śmietanę na słodko (chociaż mało słodko) oraz deskę serów. Wszyscy sięgali po śmietanę. Sery zostały nam na dzisiaj.
PS Tę kolację przygotowywałam czekając na wyborcze wyniki. Słuchałam sobie koncertów Vivaldiego, siekałam, smażyłam, doprawiałam, ubijałam, a potem szykowałam stół. Nie denerwowałam się więc szczególnie. Gorąco polecam: fajnie czekać na wyniki w dobranym towarzystwie, przy smacznej kolacyjce i dobrych winach. Na koniec – zbiorowe zdjęcie z lampkami szampana.