Kupiłam tak gdzieś z 70 deka. Pięknej, pomarańczowej dyni. Zupa z dyni jest pyszna i jakoś tak… radosna. Jak ją ugotować?
Jest to zawsze bardzo proste. Idea taka: rozgotować, rozgnieść, doprawić. Trwa to krótko.
Zupa z dyni była znana dobrze w kuchni staropolskiej. Dynia, nazywana banią (tak mówiła moja babcia!), należy wszak do warzyw u nas zadomowionych. Sięgnęłam więc do książek o gospodarstwie też zadomowionych u nas, w Polsce, na początku wieku XX, a w każdym razie w pierwszej jego ćwiartce, a nawet połowie.
Marta Norkowska wydała swoją książkę w roku 1902, potem była wielokrotnie wznawiana. Alina Gniewkowska miała to „szczęście”, że przeżyła dwie wojny: pierwszą książkę wydała w grudniu roku 1917 w Kijowie, kolejne jej wydanie, sygnowane jako VI poprawione, wyszło w roku 1947 (Wydawnictwo Eugeniusza Kuthana Warszawa Kraków); trafiło zresztą do mnie via emigracyjny Londyn… Oba wydania Gniewkowskiej są bardzo ciekawym świadectwem swoich czasów. Autorka miała świadomość, że podaje sposoby na prowadzenie domu w czasach nienormalnych, trudnych, okołowojennych. Chciałabym kiedyś tę książkę, i jej obie edycje, opisać dokładniej.
Na razie: mamy dynię. Jakie obie panie podają przepisy na zupę dyniową?
Marta Norkowska w książce „Najnowsza kuchnia wytworna i
gospodarska” pisze tak:
Na 4–6 osób – 2–3 f. dojrzałej dyni, obrać, pokrajać i rozgotować w kwarcie wrzącej wody z łyżeczką soli. Przetrzeć przez sito, masę przetartą wymieszać z 2 kwartami mleka, dodać 4 gorzkie migdały, obrane i drobno posiekane, kawałek cynamonu i łyżkę cukru, zagotować i podać z ryżem oddzielnie ugotowanym. Zupa ta również bardzo smaczna z jabłkami, z których 4–5 należy obrać, pokrajać i razem z dynią rozgotować – wtenczas cukru dać więcej.

U Aliny Gniewkowskiej jest to Zupa z bani
2 kilo bani pokrajać na drobne kawałki, zalać odrobiną wody, gdyż bania i tak z siebie sok puści. Po ugotowaniu banię przefasować przez durszlak, rozprowadzić mlekiem do odpowiedniej gęstości, trochę posolić i pocukrzyć do smaku. Do tej zupy ugotować zaciereczki albo drobniutkie kluseczki. Można też włożyć i kaszą jaglaną, poprzednio ugotować. Niektórzy kaszą zasypują wprost na zupę, ale wtedy strasznie pryska, tak że łatwo można sobie twarz poparzyć.
Po zapoznaniu się z tymi źródłami, ugotowałam oczywiście po swojemu. Na dwa sposoby, stosownie do gustów domowników. To nie sztuka, wystarczy po rozgotowaniu rozlać przecier w dwa rondelki i oddzielnie doprawić (patrz: pierwsze zdjęcie).
Gotuje się najpierw tak samo: dynię się obiera, kroi w kostkę, zalewa małą ilością wody, lekko soli i czeka aż kostki zmiękną. Miękkie trzeba ew. przestudzić i zmiksować. Potem rozprowadza się zupę mlekiem. Cały sekret w przyprawach.
Pierwszą zupę dosłodziłam, posypałam cynamonem i miałkimi goździkami.
Drugą posoliłam, przyprawiłam chili z limonką, dodatkowo szczyptą cayenne, proszkiem kolendry i z ziela angielskiego. Na końcu wrzuciłam dwa listki limonki kaffir. Ta wersja była pikantna i rozgrzewająca,
Przyprawy radzę dobierać samodzielnie. Orientalną zupę z dyni można rozprowadzić mlekiem kokosowym. Jej wariantów jest nieskończona ilość: z imbirem, z rozmarynem, z dodatkiem świeżej papryki. Albo na słodko: nie tylko z jabłkami, który to wariant bardzo poddaję pod rozwagę. Aha, zagęszczą zupę ziemniaki pokrojone w kostki, ugotowane wraz z dynią. Pięknie jej robi na wygląd artystycznie rozprowadzony w spiralę kleks śmietany. Kto liczy kalorie, z ziemniaków i śmietany oczywiście zrezygnuje. Bez szkody dla smaku.