68. wpis

Alina Kwapisz-Kulińska – 11/06/2011 7:25

Modne obecnie powieści kryminalne szwedzkich autorów, oprócz mrocznej atmosfery i wymyślnych zbrodni, opisują codzienne zwyczaje naszych sąsiadów zza Bałtyku. W przeczytanej przez mnie ostatnio książce Camilli Läckberg pt. „Ofiara losu” (użyłabym raczej liczby mnogiej, ofiara losu była niejedna) policjanci na okrągło zajadają się bułeczkami cynamonowymi. To przypomniało mi, że chyba i u Astrid Lindgren gdzieś o nich czytałam. Opisy kawy podawanej razem z takimi bułeczkami i innymi ciastami oraz ciasteczkami zresztą też, zachęcił mnie do poszukania opisu i przepisu. A wreszcie do wykonania sobotniej porcji ciasta do kawy lub herbaty.

Kanelbullar to właśnie te bułeczki (kanel – cynamon). Mają podobno nawet swój dzień w Szwecji (4 października). Podobno są popularne w tym kraju od czasów po I wojnie światowej, gdy Szwedzi zaczęli się bogacić i żyć lepiej. Zwyczajem stało się zapraszanie na kawę i talerz własnych wypieków, często jeszcze ciepłych (obecnie można je podgrzać w mikrofalówce).

Upieczone przez mnie nie wyglądały tak urodziwie jak wszystkie inne, które można obejrzeć w internecie (do tego przywykłam i ja, i moi domownicy, żarty z tego chyba im się nigdy nie znudzą). Ale były (i jeszcze są) bardzo smaczne. Zrobiłam je z ciasta drożdżowego zagniecionego z mąki (proporcje były „na oko”, na początek były 3–4 szklanki), dwóch szklanek mleka, pół szklanki cukru, pół kostki masła i paczki drożdży (42 g). Drożdże trzymam zamrożone, pod odmrożeniu są jak świeże.

Masło rozpuszcza się, miesza z zimnym mlekiem a letnią mieszaniną zalewa się albo tylko drożdże z cukrem i odrobiną mąki (na tzw. rozczyn; gdy wyrośnie, łączy się z całością składników) albo wszystkie składniki ciasta od razu. I tak właśnie zrobiłam. Zagniotłam dość luźne ciasto dodając do niego szczyptę soli, jajko oraz roztarty w moździerzu i przetarty przez sitko kardamon. Ostatni dodatek nie jest konieczny, można dać wanilię, ale ponieważ ziarna kardamonu mam, użyłam ich (25 sztuk). Można dać też kardamon sproszkowany, ale takiego nie stosuję, bo szybko wietrzeje.

Gdy ciasto zagniotłam, przykryłam je ściereczką i… wyszłam na spacer do Ogrodu Saskiego. Po powrocie ciasto wyrosło pięknie. Dodałam do niego tyle mąki, aby dawało się rozwałkować i nie przyklejało do dłoni. Przygotowałam cynamonowe nadzienie: drugą połówkę kostki masła roztarłam z cukrem i 2 łyżkami cynamonu. Proporcji cukru nie daję, bo w zasadzie są dowolne, wedle smaku. Do tego dodałam resztkę cynamonowego miodu, który już od dawna zalegał mi półkę.

W przepisach, które czytałam, jest mowa, że z podobnych proporcji wychodzi bardzo dużo bułeczek (nawet 60!), w każdym razie ciasto dzieli się na dwa kawałki. Zrobiłam to. Na jeden wywałkowany prostokąt ciasta nałożyłam farsz. Zwinęłam ciasto wedle dłuższego boku i pokroiłam na grube na ok. 3 cm plastry. Ułożyłam je w dwóch foremkach na muffiny i w 3 papierowych foremkach w kształcie babeczek. W sumie było 15.

Co z drugą połową ciasta? Można wykonać bułeczki jak wyżej i je zamrozić. Ponieważ jednak miałam ładne owoce, które bardzo lubimy, ciasto włożyłam do okrągłej foremki (silikonowa, bez smarowania więc i innych przygotowań), na nie położyłam truskawki, drylowane czereśnie i paski moreli.

I bułeczki, i ciasto posmarowałam na koniec jajkiem rozbitym z 2 łyżkami wody, posypałam rozgniecionymi 2 kostkami cukru (powinien być gruby kryształ lub tzw. cukier lodowy) oraz płatkami migdałów.

Wszystko razem piekłam w 200 stopniach C, przy czym bułeczki wyjęłam wcześniej, gdzieś po 15-20 minutach. Czy były smaczne? Bardzo. Ciasto też.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s