Mały placyk przed kościołem św. Jana w Wilnie natłoczony po brzegi. Stoją rzędem stragany uginające się pod stosami obwarzanków, zwanych smorgońskimi, pochodzącymi z miasteczka Smorgonie, z tych samych Smorgoń, które się wsławiły ongiś niedźwiedzią akademią. Obwarzanki te – „cukrowe”, „waniliowe”, „suszki”, „z czarnuszką” – są niezbędnym atrybutem każdego wileńskiego kiermaszu. Nazywają je również „kaziukami”, gdyż…
Tag: książki kucharskie
Obiad więcej niż wytworny
Takiego obiadu zapewne ani nie ugotujemy, ani nigdy nie zjemy. Poczytajmy więc o nim. W końcu jest niedziela. Przypominam, że zgodnie ze styczniowym postanowieniem będę raz w miesiącu opisywała obiady proponowane w bardzo starej książce kucharskiej napisanej przez Helenę Mołochowiec. Ta rosyjska księga była bardzo popularna na polskich Kresach, powszechnie ją wykorzystywano nie tylko od…
Krągły rok zamknięty
Będzie właściwie o poezji, nie o kuchni, chociaż… Kto czytał ten blog co najmniej od dwóch miesięcy, ten wie, że każdemu miesiącowi towarzyszy wiersz Iwaszkiewicza z tomu wydanego przez niego w roku 1967 – „Krągły rok”. Wiersze pisał poeta siedemdziesięcioletni. Jakkolwiek podczas całego roku wraca do niego młodość z jej odczuwaniem świata, to towarzyszy mu…
Zimny bufet przedwojenny
Dokończenie propozycji Marii Disslowej i Elżbiety Kiewanarskiej; dowiemy się z nich, jak przyjmowano gości, co i jak im podawano na przyjęciu typu „zimny bufet”. Tłumaczenie oczywiste i dla nas: Przy licznych wieczornych zebraniach, chociażby nawet środki gospodarzy pozwalały na urządzenie gorącej, siedzącej kolacji, dużo dogodniejszem jest zawsze urządzenie zimnego bufetu. W pełni to zdanie podzielam,…
Karnawałowe przyjęcie à la lata 30.
Na zamówienie Bożenki przedstawię, jak proponowała przyjmować gości Maria Disslowa, autorka popularnej przed wojną książki kucharskiej. Opisywałam ją już tutaj. Ponieważ przygotowała ją do druku poznanianka Elżbieta Kiewnarska (korzystam z reprintu z książki wydanej w roku bodajże 1929), a ona, jako „Pani Elżbieta”, współpracowała z pismem kobiecym „Bluszcz”, właśnie stamtąd znam jej porady, podane też…
Legumina Franza Kafki
Co jadał Franz Kafka? Wiadomo, że nie jadał dużo, współcześnie widzi się w nim anorektyka. Od czasu, gdy mógł decydować o sobie, był wegetarianinem. Było to zupełnie niezrozumiałe dla jego ojca, pochodzącego z rodu rzeźników. W listach do narzeczonej, Felicji, która tak jak i matka martwiła się jego niejedzeniem, meldował tak: Ja jem trzy razy…
Ku zabawie, choć mają leczyć
Urok starych książek kucharskich rzuca na kolana. Ta wydana w roku 1838 w Wilnie (przed 174 laty, może Mićkiewiczowska Maryla z niej korzystała…) zauroczyła mnie szczególnie, począwszy od rozbudowanego tytułu, w którym autor (a może raczej wydawca – Józef Zawadzki, którego „nakładem i drukiem” pozycja się ukazała) chciał powiedzieć od razu wszystko. „Rządna Gospodyni we…
Do zimnego bufetu, coś fałszywego
… na szwedzki stół. Gdy mamy przed sobą przyjęcie karnawałowe, gdy urządzamy jubileusze, urodziny (gratulacje, gratulacje!), imieniny, gdy chcemy podać coś szczególnego, proponuję to coś wybrać z kuchni polskiej. Nazywa się intrygująco fałszywy łosoś z cielęciny pochodzi z książki kucharskiej Marii Monatowej. Już wiele razy o niej pisałam. Przyznam, że chociaż na przepisie wiele razy…
Nie dla psa
Że jest nie dla psa, mówiono dawniej, uważając że ją za produkt lubiany, często jedzony, może nie wykwintny, ale solidnie zaspakajający apetyty. Była nieodzownym składnikiem bigosu (podawano go po staropolsku przed zupą, na początek obiad składającego się potem z pieczeni, drobiu, zwierzyny, pasztetów itd.). Gotowano ją do sutego barszczu. Dziewiętnastowieczny historyk i archeolog Cezary Biernacki…
Styczniowy obiad: menu wytworne z 1929
Gdy wracałam ze szkoły, jeszcze podstawowej, w domu nikogo nie było. Odgrzewałam zupę zostawioną przez mamę, robiłam sobie kanapki i często – stawiałam przed nosem, na stole (no tak, wydało się, czytałam przy jedzeniu!) książkę kucharską mojej mamy. Jak mi po latach opowiedziała, dostała ją od znajomego, któremu się bardzo podobała. Nie był to mój tata,…
Kochajmy sałaty!
Zielenina w naszym kraju, podobno od czasów królowej Bony, była w pogardzie. Pewnie i królowa Maria Ludwika, małżonka Władysława IV i Jana Kazimierza, i Marysieńka Sobieska napotykały trudności w jej wprowadzaniu na stoły; a, jako Francuzki, takie dajmy na to sałaty kochały. Może dlatego, z tej nienawiści do zielonego, kontusze i pasy słuckie opasywały solidne…
Bigos bez kapusty
Przed wiekami pod nazwą „bigos” w Polsce była znana inna potrawa niż ta, którą zmiatamy z talerzy podczas zimowych obiadów. Ślad jej pozostał w powiedzeniu: posiekać kogoś na bigos. Zdaje się, że tak siekano wrogów w Sienkiewiczowskiej trylogii. Bo było to po prostu mięso pokrojone, w odróżnieniu od pieczeni, w drobne kawałki i podduszone. Oto…