Ku zabawie, choć mają leczyć

Urok starych książek kucharskich rzuca na kolana. Ta wydana w roku 1838 w Wilnie (przed 174 laty, może Mićkiewiczowska Maryla z niej korzystała…) zauroczyła mnie szczególnie, począwszy od rozbudowanego tytułu, w którym autor (a może raczej wydawca – Józef Zawadzki, którego „nakładem i drukiem” pozycja się ukazała) chciał powiedzieć od razu wszystko. „Rządna Gospodyni we względzie Kuchni i Śpiżarni. Dzieło dla początkujących Gospodyń i Dwornic miasteczkowych i wieyskich ułożone przez Karolinę Eleonorę Grebitz. Tom pierwszy zawierający naukę jasną i gruntowną sporządzania, bez wszelkich uprzednich wiadomości, tannych, smakowitych i wabiących oko, rozmaitych gatunków naywybornieyszych potraw, ciast, komputów, kremów, galaret, marynat, marmeladów, soków, gorących i zimnych napojów i likierów”. Książkę tłumaczył Walenty Szacfajer, jako podano reklamiarsko, także tłumacz „Medycyny dla Ludu Wieyskiego”.

Z niej chcę podać na początek, bo pewnie do niej jeszcze wrócę, dwa przepisy. Czy ktoś kiedyś po nie sięgnie? Tu mam wątpliwości, ale bez najmniejszych wątpliwości wiem, że lektura ich może rozbawić. A w końcu w zaśnieżony dzień (za oknem sypie coś białego!) odrobina humoru się przyda. Oto dwie nalewki. Szczególne już z nazwy.

 

Bierze się rzymskiego rumianku, bzowego kwiatu, mięty kędzierzawey, każdego po garści, pomarańczowych skórek 1 1/2 łóta, jałowcowych jagód i korzenia aierowego po 1 łócie, anyżu, kopru włoskiego i kminu, każdego po 1/2 łóta, iagód bobkowych 1/2 łóta, aronowego ziela 1/4 łóta. Wszystko to kraie się, tłucze i zalewa 7 kwartami dobrey wódki i trochą wody, przepędza się przez alembik, potem gotuie się 1/2 funta cukru z 1/2 kwarta wody, a gdy wystygnie, miesza się razem.

 Czemu łót pisano nie przez u otwarte – nie wiem. Aier to ajer czyli tatarak. Aronowe ziele to, wedle słownika XVII-wiecznej polszczyzny, rdest wężownik, nazywany także obocznie: wężownikiem czerwonym, gadowym zielem lub gaiową miodunką. Ile miał łut? Gdy będąc dziecięciem szukałam informacji w przedwojennej encyklopedii Arcta, znalazłam odesłanie: 32 część funta. Przy funcie zaś było na pisane: 32 łuty. I rób, co chcesz, bo nie było wtedy internetu. Teraz bez trudu dowiemy się, ze łut to ok. 13 gramów.

 

Jeden łót dzierewianki, 1 łót korzenia kozłka (Valeriana), 1 łót korzenia gencyany i 2 łóty dzięgielu, zgruba przetłuczone, zalewają się 1 kwartą wódki, trzyma się 3 dni w ciepłem mieyscu, a potem filtruie się.

Za działanie drugiej nalewki nie odpowiadam (pierwszej zresztą też)! Dzierewianka to ludowe określenie na pięciornik kurze ziele, występuje u Orzeszkowej, która utrzymuje, że wódka z niej, na korzeń nalana leczy od poruszenia; nie wnikam na jaki korzeń i jakie poruszenia leczy (podobno zresztą pięciornik leczył biegunki); wiele tłumaczy łacińska nazwa ziela: Potentilla erecta. Reszta ziół chyba dosyć znana.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s