Mały kogutek na sposób szybki i prosty

Francja ma znakomity drób. Przykro mi pisać, ale u nas kultura sprzedawania i przyrządzania drobiu, mimo przecież znakomitych tradycji staropolskich, jest niższa niż tutejsza. Szkoda. Może kiedyś i do niej dojdziemy (czy wrócimy?), choćby za sprawą drobiu z małych prywatnych hodowli, a nie tego bladego, bez wyrazu, z tych wielkich drobiowych ferm.

Francuski dryg do drobiu nie dziwi. Przecież ambicją jednego z największych, a na pewno najciekawych królów Francji, było, aby każdy Francuz w niedzielę miał kurę w garnku. (Czyż to aby nie szesnastowieczny odpowiednik ciepłej wody w kranie?…). Kura, kogut, w ogóle drób. To zawsze mocny punkt francuskiej kuchni. A jak pięknie się prezentuje na targu, a nawet w supermarkecie.

Już dawno chciałam kupić i przyrządzić kogutka, czyli małego kurczaka, którego opis spotkałam u Anieli czyli Neli Rubinsztajnowej (zm. 2001; nawiasem, w maju odbyło się pochowanie urny z jej prochami w grobie rodzinnym na Powązkach), żony króla życia, pianisty, Artura. (Uwaga dla purystów: nie widzę nic złego w polskiej wersji nazwiska pisanego z angielska lub niemiecka Rubinstein). Ona warszawianka, on łodzianin. Przeżyli ze sobą prawie całe długie życie; od ślubu w roku 1932. W końcówce życia i po śmierci jednak rozłączeni… ale nie plotkujmy.

Wróćmy do naszego drobiu. Pani Nela, nazywam ją familiarnie, bo przecież sama o sobie tak pisała, wspomniała kupowanego przez siebie w Paryżu małego kogutka zwanego poussin. U nas nigdzie tak młodego drobiu nie spotkałam. I wreszcie jakoś mój wzrok padł na ladę z drobiem (zawsze lubię oglądać we Francji drób, wygląda jak u malarskich mistrzów martwych natur) i zobaczyłam takiego ptaszka. Tu jest sprzedawany pod nazwą coquelet. A że nie sposób żyć samymi rybami, postanowiłam go kupić i przyrządzić.

Warunki campingowe nie pozwalają na pieczenie ani żadne wymyślności. W jednym z kupionych tu pism kulinarnych znalazłam receptę z wykorzystaniem kuchenki mikrofalowej, którą mamy w domku, ale jednak mikrofali używam tylko do podgrzewania. Ptaszka więc usmażyłam.

Natarłam go najpierw przyprawami i olejem słonecznikowym. Nic skomplikowanego: zioła prowansalskie wzmocnione pokruszonym liściem laurowym i solą. Tak przygotowany, czekał w lodówce na powrót z plaży. Na zdjęciu widać chyba rozmiar ptaszka (ważył pół kilo) i sposób jego uformowania do sprzedaży.

Smażył się błyskawicznie na tymże rozgrzanym oleju. Po osmażeniu z obu stron (warto tuszkę trochę rozpłaszczyć i docisnąć), patelnię przykryłam pokrywką, aby się dosmażył. Ale nie przesadzajmy z tym, aby kogutek nie wysechł.

Co do niego podać? Tutejsze doskonałe pomidory z dodatkiem oliwek marynowanych razem z cebulkami. Oczywiście oliwki też tutejsze, z targu w Le Grau d’Agde. Można je skropić oliwą, można popieprzyć. Soli nie warto dawać, bo oliwki są słone.

Aż szkoda, że tak piękne wakacje muszą się skończyć. Ale przynajmniej lato się właściwie zaczyna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s