Kari krewetkowe

Rozgrzewamy się nadal – w oczekiwaniu na przyjście wiosny. Nic tak nie rozgrzewa, jak pikantny smak Azji. Wszystkie przyprawy z tamtych stron są u nas dostępne. Skorzystajmy z tego. Zaopatrujemy się albo w specjalistycznych sklepach z „Kuchniami Świata”, albo w sklepikach z orientalną żywnością, albo w hipermarketach, które zwykle mają specjalne działy z egzotyką.

Zajrzałam do znakomitej książki pt. „Łatwa kuchnia tajska”, której autorem jest Ken Holm. Zawiera czterdzieści przepisów na potrawy tej kuchni, zaliczanej do najlepszych na świecie. Zawsze to, oczywiście, rzecz smaku. Kari należy do sztandarowych jej potraw. Podam najpierw przepis Autora, jako autentyczny, a potem opiszę, jak kari przyrządziłam ja. W książce stosowana jest nazwa „curry”, ale spolszczam ją, by natrętnie nie kojarzyła się z przyprawą indyjską, sprowadzoną do Europy przez Anglików, a może nawet wręcz przez nich utworzoną.

 

Oto przepis oryginalny Kena Holma. Podaję go z krótkim wprowadzeniem autorskim (tłum. Anna Gren):

Czerwone curry z krewetek

Gaeng Phed Ghoong to smakowita wersja klasycznej tajskiej potrawy. Kiedy sos będzie gotowy, krewetki usmażą się w ciągu kilku minut. Podawać z ryżem ugotowanym na parze. Dla 4 osób.

1 1/2 łyżki oleju roślinnego

3 łyżki grubo posiekanego czosnku

2 łyżki szalotki w cienkich plasterkach

2 łyżeczki nasion kminu

1 łyżeczka pasty krewetkowej

1 1/2 łyżki tajskiej czerwonej pasty curry

400 ml mleka kokosowego z puszki

1 łyżka sosu rybnego (nam pla) lub jasnego sosu sojowego

2 łyżeczki cukru, mała garść posiekanych świeżych liści tajskiej lub zwyczajnej bazylii

4 liście kaffiru lub 1 łyżka posiekanej skórki limonki

450 g surowych krewetek, obranych, bez wnętrzności

garść świeżych liści kolendry

1. Rozgrzać na dużym ogniu wok albo sporą patelnię i wlać olej. Kiedy tłuszcz będzie gorący, wrzucić czosnek, szalotkę oraz nasiona kminu o smażyć 5 minut, mieszając, aż składniki będą dobrze wysmażone. Dodać pastę krewetkową oraz pastę curry i smażyć 2 minuty, mieszając.

2. Dodać mleko kokosowe, sos rybny lub sojowy, cukier, liście bazylii oraz liście kaffiru lub skórkę limonki. Zmniejszyć ogień i dusić 5 minut.

3. Wrzucić krewetki i dusić 5 minut, mieszając od czasu do czasu. Dodać liście kolendry, zamieszać dokładnie składniki i podawać.

 

Zaznaczę, że potrawę przygotowuje się błyskawicznie. Przyszliśmy późno do domu i musiałam się uwijać, co potrwało chyba ze 20 minut. Najdłużej, jak to w kuchniach azjatyckich, trwa siekanie składników, które stanowią warzywno-przyprawowy podkład dania. Szybko się je obsmaża, zalewa mleczkiem kokosowym i na końcu krótko zagotowuje w nich krewetki. Ponieważ dyżurne wyjęłam z zamrażalnika, przelałam je wrzącą wodą i pozbawiłam ogonków. Ich zagotowaniew sosie trwa potem tylko kilka minut, wręcz nie powinny dusić się długo.

 

Ponieważ skończyły mi się liście limonki kaffir, wzięłam tę przyprawę w wersji sproszkowanej. Zastosowałam zaś widoczne na zdjęciu: liście curry, pastę tamaryndowca, a na końcu kilka kropli oleju sezamowego. Na zdjęciu nie pokazałam, choć ich użyłam, sosu rybnego, mleczka kokosowego, pasty krewetkowej i czerwonego curry. Dwie pierwsze przyprawy dostałam w sklepie z żywnością azjatycką. Znajduje się taki blisko mojego bazaru, czyli tego z okolic Hali Mirowskiej. Można w nim dostać nawet świeże warzywa i zioła.

Przygotowując podkład warzywny nie ograniczyłam się do cebuli i czosnku. Skroiłam jedną marchewkę, gałązkę selera naciowego i trzy papryczki chili (nie były z tych ostrych). Po prostu lubimy warzywa.

Potrawa jest właściwie sosem albo nawet zupą z zanurzonymi krewetkami i warzywami. Lubię, gdy są one twardawe. Dlatego potrawę szykuje się tuż przed podaniem, w woku wnosi na stół i stawia na podgrzewaczu. Podaje się do niej i pałeczki lub widelec, i łyżki.

Aha, ponieważ papryczki nie były pikantne, doprawiłam sos kilkoma kroplami sosu z papryki jolokia, należącej do najbardziej ostrych na świecie. Potrawa zrobiła się ostra piekielnie i potem do wieczora gasiliśmy pragnienie różnymi płynami. Rozgrzaliśmy się bardzo, ale nie ponad miarę. Zwłaszcza że ostrość złagodziłam świeżością i owocowym smakiem surówki.

 

Składały się na nią: liście zwykłej sałaty, pokrojony miąższ pomarańczy (sok zbiera się i dodaje do zaprawy) oraz plasterki truskawek. Sałatę zaprawiłam olejem z orzechów i octem ryżowym; wystarcza kilka jego kropli. Na koniec poszedł czarny pieprz, świeżo mielony. Kto lubi, może dodać łyżeczkę cukru. Stylowo by było dać papaję, owoc najbardziej tajski. Może następnym razem się w nią zaopatrzę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s