Film, który obejrzałam, można polecić wielu osobom. A na pewno miłośnikom sztuki kulinarnej i dobrej kuchni. Polski tytuł „Niebo w gębie” zastąpił, chyba lepszy, francuski „Les saveurs du Palais”. Choć nie jest to szczyt filmowej sztuki, da się obejrzeć bez przykrości. Miły wieczór w kinie pobudzi apetyt do zjedzenia dobrej kolacji. Kto się więc odchudza, a nie ma silnej woli, niech sobie wyjście do kina daruje. Ale wszystkich pozostałych zachęcam. To bowiem kolejna produkcja fabularno-kulinarna. A potrawy są dokładnie i nieźle pokazane. Film opowiada o karierze kucharki prezydenta Francji. Zważywszy na to, że Paryż bywa nazywany kulinarną stolicą świata (a przynajmniej Europy) posada to nie byle jaka.

Historia inspirowana przeżyciami prawdziwej postaci, kucharki prezydenta Mitteranda, jest przedstawiona może zbyt schematycznie dla wytrawnych kinomanów, ale zarazem zawiera rys prawdziwego życia. Chyba każdy z nas zetknął się z kłodami rzucanymi pod nogi, z zawodową zawiścią kolegów, z surową oceną własnych dokonań. Samo życie. Tu dotyczy kucharki.
Bohaterka filmu (podoba mi się rola grającej ją aktorki Catherine Frot, jakkolwiek scenariusz nie dał jej szans pokazania gębi postaci) jest kobietą samotną. Także zawodowo. Porusza się po świecie mężczyzn (o jej życiu osobistym nie wiadomo nic, wygląda, że go nie ma). Przegrywa z nimi, ale zarazem, w innym wymiarze, wygrywa.
Film toczy się równolegle na dwóch planach: w wytwornej, choć ziejącej chłodem kuchni Pałacu Elizejskiego, oraz w skromnej kuchni i jadalni – by nie rzec stołówce – Stacji Badawczej na wyspie położonej obok Antarktydy (nie wiedziałam, że Francja takie terytoria posiada). W Pałacu kuchnie są dwie, pani kucharka obejmuje jedną, konkretnie prywatną kuchnię prezydenta Republiki, w której historyczne, miedziane rondle są codziennie polerowane przez półtorej godziny. Za ten zaszczyt bywa nazywana panią du Barry i sekowana przez kucharzy z dużej, centralnej kuchni Pałacu (poglądowo pokazany mobbing). Oni gotują – na ile można się zorientować – w sposób także scentralizowany, perfekcyjny, ale właściwie bezosobowy. Ona prowadzi regionalną kuchnię prawdziwie francuską (pochodzi z rejonu Dordogne, czyli Périgord, nie dziwi więc namiętne używanie przez nią prawdziwków i trufli), dopasowaną zresztą do kulinarnych gustów prezydenta. Ten ceni kuchnię tradycyjną, czerpiącą z dawnych książek kucharskich, taką kuchnię babuni. No i konflikt gotowy. Nie opisuję go, oczywiście, bo może ktoś z czytających na film się wybierze. Dość powiedzieć, że potrawy pokazywane w filmie są inspirujące (kapusta faszerowana łososiem, tort Saint-Honoré z zagadkowym kremem babuni; dziwiła mnie chowder, zupa bądź co bądź amerykańska, ale może to kwestia tłumaczenia, może szło o którąś z bardziej francuskich zup rybnych).
Pałacowa biurokracja, a zwłaszcza księgowość, niszczy ten indywidualny wymiar kuchni. Błyszczy on za to w dwójnasób wśród oddalonych do kraju pracowników stacji podantarktycznej. Panią kucharkę otacza tam sympatia, po początkowej nieufności, spowodowanej jej nieco chłodnym obejściem. Tak czy siak, znajduje w świecie surowej i pięknej przyrody spokój i uznanie. No i nieźle zarabia. Tak, aby odłożyć pieniądze na kupienie ziemi w Nowej Zelandii, gdzie chce założyć uprawę trufli. Ten wyjazd, zdrada Francji, nie jest jasno umotywowany. Ale mniejsza z tym. Życzymy bohaterce powodzenia.
Akurat w dniu wyjścia do kina przygotowałam danie bardzo francuskie. To cykoria na ciepło. Podawana na surowo, jako sałata, jakoś się u nas zadomowiła, ale na ciepło podaje się ją bardzo rzadko. Może warto w nowym roku to zmienić?

Cykoria z orzechami po mojemu
kilka cykorii
garść włoskich orzechów
tymianek
oliwa
sól
Cykorie oczyścić z liści zwiędniętych lub uszkodzonych. Z każdej wyciąć głąb. Aby się nie rozpadły podczas duszenia, można je obwiązać nicią kuchenną (patrz: zdjęcie niżej). Pod każdą nić można włożyć gałązkę tymianku. Jeżeli nici brak, tymianek po prostu wyłożyć obok duszących się warzyw. Na patelni rozgrzać olej, obsmażyć cykorie z każdej strony, posolić lekko. Przykryć patelnię pokrywką, cykorię dusić 15–30 minut. Czas zależy do tego, czy wolimy warzywa miękkie, czy twardsze. Gdyby cykoria nie puściła dość soku, można kapnąć nieco wody lub białego wina. Pod koniec duszenia dorzucić wyłuskane orzechy.

To wszystko. Orzechy i zioła można dać inne. A może dodać nieco rodzynków? Ich słodycz może zrównoważyć gorzkawy smak cykorii. Tę gorycz nie wszyscy lubią, ale dla smakoszy jest intrygująca. Niektóre przepisy zalecają duszenie cykorii w większej ilości wywaru warzywnego lub drobiowego. Moim zdaniem nie jest to potrzebne. Ale: de gustibus…