O barach mlecznych i ryżu

dnia

Wczoraj przy okazji spaceru po Starym i Nowym Mieście przypominałyśmy sobie – moja Przyjaciółka i ja – tutejsze bary mleczne. Takie prawdziwe, bez dań z mięsa. Z kefirem i zsiadłym mlekiem w specyficznych kubkach z grubej szarej ceramiki, z plackami  ziemniaczanymi, z kaszą gryczaną z pieczarkami, z zupami mlecznymi (czy ktoś je jadał?), z gamą zup jarskich, sznyclami jarskimi ze zmielonych warzyw (Przyjaciółka się rozmarzyła), kawą mleczną i bułką murarką z żółtym serem, z daniami z ryżu i licznymi naleśnikami. Naleśniki uwielbiałam ja.

Od czasu do czasu moja Mama wręczała mi 10 zł i po szkole mogłam iść na samodzielny obiad w barze mlecznym. Chodziłam najchętniej do takiego, którego już nie ma: przy ul. Piwnej. Tam zwykle wybierałam właśnie któreś z naleśników (kosztowały chyba z 6 zł), a za resztę mogłam sobie kupić któreś z „moich” pism: „Poznaj świat” lub „Mówią wieki”. Miałam oczywiście ulubione: były to naleśniki z dżemem, polane śmietaną i posypane cukrem. Takiej potrawy u mnie w domu nie podawano. A smakowała bosko. Niekiedy wymieniałam ją na czerwony barszczyk z krokietem, który zresztą także był zwiniętym naleśnikiem. Smak tych potraw, jak Proustowska magdalenka, przenosi mnie w lata 60.

Wśród potraw barowych były liczne dania z ryżem. Jedno z nich niedawno przyrządziłam dla mojej Mamy i smakowało jej nadzwyczajnie. Może dlatego, że proste, że przenoszące w czas dzieciństwa, że ma jakiś urok czasów minionych? To po prostu ryż z owocami, dobrą śmietaną i cukrem (najlepiej pudrem; polecam młynek z takim cukrem!). Potrawa znakomita i dla dzieci, i dla ludzi starszych. Może być, do maślanki, jogurtu, kefiru lub kwaśnego mleka, daniem obiadowym. Idealnym na upały! Może być leguminą podaną na deser. Mało kto nią wzgardzi.

Ryż w PRL-u był nienadzwyczajny – to eufemizm – nie dawało się go ugotować na sypko, zwykle się rozgotowywał mimo wielu różnych sposób gotowania. To nic, w daniu z owocami taki właśnie był najlepszy! A na dokładkę dwa historyczne przepisy z roku 1960. Jeden jest na słodko, drugi to propozycja niezwykle awangardowa jak na swoje czasy, ryż z papryką, oczywiście bułgarską, którą „rzucano” wtedy w sierpniu. Oba przepisy pochodzą z tygodnika „Stolica”:

 

Inne bary mleczne, pozostałe w mojej pamięci, to oczywiście Karaluch przy Uniwerku, ten z Nowego Światu (istnieje, ale są dania mięsne) i ten za Barbakanem, nadal działający, choć oczywiście też w formie bardzo zmodernizowanej. To tu, gdy z moimi przyjaciółmi mieliśmy resztki pieniędzy po pewnej balandze z roku 1974, jedno z nas zamówiło sznycel jarski, a drugie kotlet jarski. Otrzymaliśmy tę samą burą zawartość, tyle że o innym kształcie. Miał rację mój ówczesny chłopak, który zamówił, jak zawsze, kaszę gryczaną. To była potrawa najpewniejsza, nie do zepsucia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s