Alina Kwapisz-Kulińska – 22/06/2011 10:17
Pierwszy pełny dzień lata zasługuje na szczególny posiłek. My urządziliśmy sobie więc letni obiad. Porę roku warto podkreślić smakami! A jak smakuje początek lata? Szparagami (jeszcze są). Dlatego wymyśliłam risotto ze szparagami. Z ryżu carnaroli, jak należy. Wszystko sobie przygotowałam, oczyściłam szparagi, cielęcinę pokroiłam w małe kawałeczki, posiekałam do niej szalotkę, natkę i szałwię. Zieleninę i cebulkę wrzuciłam na rozgrzaną oliwę, chwilę później trafiło na nią mięso. Gdy straciło surowość, posypałam je przyprawami: były to posiekane drobno liście laurowe (przywiezione z Sycylii) oraz ziarna kopru włoskiego (pochodzenie ro samo). Po chwili lekkiego obsmażania z mieszaniem wlałam do garnka bulion warzywny i garnek zakryłam (aha, był to szybkowar). Przed podaniem sos doprawiłam śmietaną.
Gdy mięso się dusiło, a rozgrzaną oliwę wrzuciłam ryż. Lekko go podzłociłam, a gdy już każde ziarenko było w niej obtoczone i nabrało złotej przezroczystości, dałam na patelnię spory haust wina. Tego, które będzie podane do obiadu. To białe, wytrawne Vermentino z Sardynii. Gdy ryż chłonął wino, ja obok wstawiłam szparagi. Szparagi zielone, intensywniejsze w smaku od białych, a przy tym bez zdrewniałych łodyg. Nie mam specjalnego garnka do gotowania szparagów na stojąco, ale ponieważ wiedziałam, że chcę i tak ich łodygi dodać do risotta, odkroiłam je w jednej trzeciej. Tym samym ich wiązka zmieściła się w garnku i dała postawić tak, aby łepki wystawały ponad powierzchnię wody (osolonej i osłodzonej 2 kostkami cukru). Razem z wiązką gotowały się i odkrojone łodygi.
Mięso się dusiło, szparagi się gotowały, a ja podlałam ryż kolejnym haustem wina. Po pewnym czasie zaczęłam traktować go także wodą spod szparagów. Łodygi szparagów wyjęłam, gdy już miękły i podkrojone na kawałki dodałam do risotta.
Teraz wszystko na patelni przemieszałam. Gdy risotto wchłaniało płyn, ale ziarenka były jeszcze twardawe, dodawałam do nich wywar spod szparagów. Miękkie wymieszałam tuż przed podaniem z kawałeczkami masła, a potem ze startym serem pecorino (może i lepszy by był parmezan czy grana padano, ale ich nie miałam).
I już. Wino wprost z lodówki trafiło na stół razem z patelnią risotta, salaterką z duszonym mięsem (przybrałam je liśćmi szałwii) i szparagami. Do nich dodałam tartą bułkę zrumienioną w maśle, a więc podałam je à la polonaise, po polsku. A obiad właściwie był włoski. I pogoda jak we Włoszech. Vermentino di Sardegna dość intensywne w smaku, bardzo owocowe (jakby jabłkowe), znakomicie pasowało do risotta, którego smaku dodatek pecorino nie zdołał zepsuć, a nawet go wzbogacił.