Skromny codzienny obiad

W kryzysowych latach trzydziestych XX wieku redaktorki ukazującego się w Warszawie tygodnika kobiecego „Bluszcz” wymyśliły, aby się do czasów dostosować, zamieszczać porady proponujące, krok po kroku, gotowanie obiadów tanich, wartościowych, codziennych. Czyż takie porady nie są ciekawe i dzisiaj? Wprawdzie odeszliśmy już od podawania na co dzień pełnych obiadów, składających się obowiązkowo z zupy, tzw. drugiego dania i deseru, nazywanego wtedy leguminą. Ale kryzysu zaczynamy doświadczać. Zapoznajmy się więc z przykładem filozofii obiadowej z roku 1931. Zachowuję pisownię oryginału. Aha, autorką tekstu jest Elżbieta Kiewnarska, czyli Pani Elżbieta.  A może to ona była pomysłodawczynią tych tanich obiadów dla inteligencji pracującej, bo to pojęcie wymyślono już przed wojną. Jej społecznikowskie pasje by na to wskazywały.

Na wielokrotną prośbę czytelniczek: podawania przepisów potraw tanich, a łatwych do wykonania, nadających się do codziennego użytku pracującej inteligencji, najgorzej dziś uposażonej warstwy społecznej, ­– rozpoczynamy szereg jadłospisów wraz z odnośnemi wskazówkami co do ich wykonania. Będą to jednak nie pojedyncze dania, a całe obiady lub kolacje, gdyż nieraz, użytkując jeden i ten sam materjał, lub pozostałe resztki, możemy go doskonale wyzyskać i wykonać prawdziwie oszczędne, a jednak smaczne potrawy. Jadłospisy będą ułożone w taki sposób, aby w skład ich wchodziły owoce, a także jarzyny lub sałaty, obfitujące w witaminy. Proporcje będą zawsze obliczone na pięć osób, czyli na przeciętną rodzinę, składającą się z rodziców, dwojga dzieci i służącej, czy innej pomocnicy domowej.

Czterdzieści deka nietlustego, wędzonego boczku nastawić w dwóch litrach wody z włoszczyzną, jak na rosół. Pól kilo szczawiu przebrać, opłókać [tak wtedy pisano], sparzyć wrzątkiem, usiekać, wrzucić na gotowy smak z wędzonki, zagotować w nim. Półkwaterek śmietany rozbić z pół szklanką (lub nieco mniej) mąki, wlać do zupy, raz zagotować. Boczek pokrajać na pięć równych porcyjek i położyć na talerzach, nalewając zupę. Można dodać do tej zupy po jajku ugotowanem na twardo (na osobę).

Z dwóch jaj i półtorej szklanki mąki, łyżeczki soli i wody upiec kilkanaście cienkich naleśników. Pół kilo grubej hreczanej kaszy sparzyć trzykrotnie większą ilością wody, zagotować na blasze, dodać dziesięć deka drobno pokrajanej słoniny, wstawić w piec, aby się wypiekła. Formę tortową wysmarować masłem, wysypać bułeczką, wyłożyć naleśnikami. Układać warstwami kaszę i naleśniki. Ostatni powinien być naleśnik. Po wierzchu skropić masłem i upiec w dobrze gorącym piecu. Wyrzucić na półmisek i podawać gorące. Można podać w sosjerce topioną słoninkę czystą, lub przesmażoną z cebulą. Jeśli są w domu jakiebądź [tak!] resztki mięsa, usiekać je drobno i dodać do kaszy przed przekładaniem naleśników.

Pół kilo rabarbarum [tak nazywano rabarbar] oczyścić z włókien i pokrajać w kostkę, rozmiaru włoskiego orzecha. Dwadzieścia pięć deka cukru zagotować z dwiema szklankami wody, do wrzącego syropu włożyć rabarbarum i natychmiast odstawić na brzeg blachy. Kompot powinien się gotować wolno, aby kawałki nie rozpadły się w gotowaniu. Dla zapachu włożyć trochę skórki, skrajanej z cytryny. Gdy rabarbarum zmięknie, co następuje bardzo prędko, przelać na salaterkę i ostudzić. Chcąc, żeby syrop byt bardziej zawiesisty, rozbić deserową łyżkę kartoflanej mąki z pół szklanką wody, wlać do gotowego kompotu i raz zagotować.

Zupa szczawiowa – zwłaszcza, gdy szczawiu sami nazbieramy; pokażmy dzieciom jak wygląda! – w upał pyszna. Choć może nie na wędzonce? Ciekawe zaś bardzo owe naleśniki z kaszą, prawda? Może jednak niekoniecznie ze słoniną… A staroświecki kompot z rabarbaru, czy nas nie zaczaruje? Podany sam lub jako kisiel. Obiady trzydaniowe rzadko dzisiaj stawiamy na stoły, może podczas rodzinnych spotkań bardziej uroczystych lub takich spotkań z przyjaciółmi. Dlatego moje propozycje na niewymyślny codzienny obiad ograniczam do jednego dania. Codzienne obiady nie muszą być jednakowe, każde danie, nawet takie, które gotujemy od lat, da się odmienić dzięki przyprawom i całkiem nowym dodatkom.

Pierś indyka w sosie pomidorowym po mojemu

pierś indyka
boczek wędzony krojony drobno
passata pomidorowa (przecier pomidorowy)
zioła świeże lub suszone
przyprawa pikantna typu włoskiego
1–2 ząbki czosnku
sól, pieprz lub papryka sypka
oliwa

Mięso natrzeć ziołami, skropić oliwą, lekko posolić, odstawić na kwadrans lub dłużej (można to zrobić poprzedniego dnia i trzymać w lodówce). Mięso indyka pokroić w kostkę. Na patelni do duszenia potraw podgrzać 2 łyżki oliwy, zasmażyć w niej boczek, dodać mięso, smażyć mieszając aż się lekko przyrumieni. Na końcu wmieszać posiekany czosnek (kto lubi, daje więcej niż 2 ząbki).

Zrumienione mięso zalać passatą pomidorową, jeśli trzeba dolać nieco wody, przyprawić włoską przyprawą, solą i pieprzem lub papryką. Dusić aż mięso zmięknie. Podawać z gotowanymi ziemniakami, kaszami makaronem, ryżem lub tylko z pieczywem.

Ten rodzaj „gulaszu” jest uniwersalną podstawą obiadów bardziej urozmaiconych. Może podać go jako wypełnienie chlebków pita?

Pita wypełniona mięsem duszonym po mojemu

chlebki pita
mięso duszone jak wyżej
sałata
jogurt typu bałkańskiego lub greckiego

Chlebki podgrzać, jak wskazano na opakowaniu. Nadkroić. Sałatę pokroić w paski.

Chlebki wypełnić mięsem z małą ilością sosu oraz sałatą. Z wierzchu polać sosem, wyłożyć na każdy porcję jogurtu. Jeść na ciepło.

Do kolejnego dania także użyjemy gotowego produktu. Tym razem będzie to rodzaj pizzy – pinsa. Kupiłam ją na wypróbowanie w jednym z dyskontów i ten rodzaj rzymskiej pizzy bardzo mi posmakował. Zdjęcie z rzymskiej ulicy (fot. JK), pinsa obecna w restauracyjnym menu.

Pinsa od tradycyjnej pizzy różni się tym, że jej ciasto ma lżejsze. Jak wyczytałam w klasycznym przepisie, do mąki pszennej dodaje się ryżową i sojową.

Pinsa z dodatkami po mojemu

gotowa pinsa
papryka świeża
duży pomidor lub 2–4 małe pomidorki
duże kapary
oliwki czarne,
oliwa
burrata lub mozzarella
świeże zioła
sól, pieprz lub papryka sypka

Warzywa drobno pokroić. Ciasto skropić oliwą, rozłożyć na nim pokrojone warzywa i oliwki. Ponownie skropić oliwą.

Podgrzewać w mocno nagrzanym piekarniku 5 minut (lub jak napisano na opakowaniu). Dołożyć ser i kapary, podgrzewać jeszcze 2 minuty, aż ser się rozpłynie. Przed podaniem posypać świeżo skrojonymi ziołami.

Tę pinsę przyrządzimy w kwadrans. W tym czasie zmieści się otworzenia wina i nalanie go do kieliszków. To znakomita potrawa do podania nie tylko na obiad, ale i podczas improwizowanej kolacji z przyjaciółmi. Moim bardzo smakowała!

Teraz danie nieco dłużej się gotujące. Choć do przygotowania wcale nie trudne. Ja wzięłam do niego chude mięso wołowe (tzw. ligawę), ale może być każde inne, nie tylko wołowe, wtedy nawet będzie się krócej dusiło.

Ryż z mięsem i warzywami po mojemu

mięso wołowe pokrojone w cienkie paski
duża cebula
duża papryka świeża
2 pomidory
tymianek suszony
papryka sypka słodka
1/2 l bulionu warzywnego lub z wołowiny
pasta paprykowa słodka lub ostra
szklanka ryżu
olej

Cebulę pokroić w półplasterki, oczyszczoną paprykę w paski, pomidory na kawałki. Na patelni rozgrzać olej, na mocno rozgrzanym obsmażyć paski mięsa, aby się zrumieniły. Mocno obsmażone mięso wyjąć, dolać łyżkę oleju, wrzucić cebulę.

Gdy cebula się zeszkli i zmięknie dołożyć paski papryki, smażyć przez kilka minut aż zmięknie, na końcu zasmażyć dodając pomidory. Przyprawić papryką sypką.

Zalać bulionem. Dodać dobrą łyżkę pasty paprykowej. Dusić aż mięso zmięknie, w razie potrzeby dolewać wody. Gdy mięso zacznie mięknąć, wyspać ryż.

Dusić jeszcze 15–20 minut, aż ryż zmięknie.

To mięso dusi się dłużej, ale wstępnie przygotowuje wcale nie dużo dłużej niż poprzednie potrawy. Jeżeli zamiast bulionu zalejemy mięso z warzywami samą wodą a nie bulionem, wtedy potrawę trzeba posolić. Do tak duszonego ryżu z mięsem i warzywami podajmy porcję warzyw świeżych. To mogą być: sałata z winegretem, mizeria z ogórków (warto spróbować zamiast śmietany użyć jogurtu) lub jakaś kombinacji tych warzyw z pomidorami. Co mamy pod ręką. A może ogórki małosolne? Zaczyna się na nie sezon. Warto o tym sobie przypomnieć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s