Letni obiad z kurczakiem

dnia

Młody drób o tej porze roku powinien być najlepszy. Oczywiście, pod warunkiem, że nie pochodzi z fermy przemysłowej. Mamy tradycje! Polska kuchnia słynęła ze smacznych pieczonych kurcząt. Były zwykle nadziewane bułką tartą ze świeżym masłem i koperkiem. Często do tego nadzienia trafiała i wątróbka. Pieczone kurczęta obtaczano w tartej bułce lub oblewano śmietaną. Podane z mizerią z ogórków lub sałatą po polsku, a więc też ze śmietaną, latem były ulubionym daniem obiadowym.

Śmieszny wierszyk z takim kurczakiem w tle znalazłam w jednej z najstarszych warszawskich gazet. To „Kurier Warszawski”, mający tradycje osiemnastowieczne. Jeden z jego wakacyjnych numerów z roku 1899 zamieścił żartobliwy wierszyk o wakacyjnych marzeniach i bardzo smutnym z nich przebudzeniu. Nie bez przyczyny te wakacyjne marzenia zawierały właśnie pieczonego kurczaka. To był wręcz symbol polskiego lata i wakacji. Wierszyk pochodzi z satyrycznej rubryki, którą obsługiwał w tych czasach Kazimierz Laskowski (1860–1913), dziennikarz, pisarz i średniej klasy poeta, w swoim czasie znany. Wierszyki i felietony podpisywał  inicjałami EL.

Ten utworek świetnie opowiada nam o tym, jak wyglądały ówczesne realia letnich wyjazdów. Poczytajmy, jak to było, gdy wakacje spędzano na zwykle podwarszawskich letniskach.

 

Miała wyjechać na letnie mieszkanie,
W tem właśnie miejscu zaczyna się dramat
W przeddzień zrobiła jeneralne pranie,
By czysto z miejskich wyruszyć kazamat
Powlokła pościel, wymyła aniołki
I pożegnała wszystkie przyjaciółki.
Wieczorem, w lekki przyodziana zefir,
Wyszła drobiazgów zakupić potroszku…
Nabyła wachlarz, zamówiła kefir,
Syfon z sodową, funt perskiego proszku,
Dwie parasolki, pasterkę z kokardy.
Wróciła późno i zasnęła twardo.
Zasnęła twardo, marząc jak w hamaku,
Dokoła gaje szumiały żywiczne.
Słowiki w bzowym pieśń nuciły krzaku,
Wzdychały kwieciem błonia okoliczne;
Błękit się nieba w rój gwiazdek ozdabiał,
Na stole przed nią kurczęta i nabiał.
Kurczęta! Senną przytuliła głowę,
Aby widzenie nie prysło przedwcześnie..,
Kurczęta… świeżo masełko majowe…
Sałatka… kompot… w kompocie czereśnie;
Raki… śmietana… leśnych jagód dzbanek…
Nad głową księżyc… przy boku kochanek.
Wtem… nagle! Słowik przerwał czuło pieśnią
I księżycowe światło nagle zbladło!
Rozwarła oczy… krzyknęła boleśnie…
W pokoju biało krążyło widziadło…
Tu dramatyczną czas odsłonić bliznę.
Z pokoju złodziej wynosił… bieliznę
!

Na letnisko nie wyjeżdżamy, przynajmniej na razie. Bielizny dzisiaj już nikt nie kradnie. Ale dobre kurczęta możemy sobie przyrządzić. Nawet w pogodę upalną powinny smakować. Nawet niejadkom.

Obok wspominanych polskich sławne były kurczęta po wiedeńsku. Smażone po upanierowaniu. Dokładnie tak, jak słynny sznycel wiedeński. Znalazłam przepis nieco inny, choć też nazywany wiedeńskim. Pochodzi także z wieku XIX, choć od wierszyka jest nieco wcześniejszy, bo z roku 1870. Zamieścił go „Tygodnik Mód i Powieści”, mający także dział porad gospodarskich. Dziewiętnastowieczne kurczęta są oryginalne. Jest z nimi trochę zabawy. Gdy weźmiemy do niego kurczę zagrodowe (lepiej szukać jak najmniejszego), smak wynagrodzi nam mozół smażenia. Proszę zwrócić uwagę na oryginalną pisownię począwszy od tytułu. Przepis podała czytelniczka pisma Anna H.

 

Kurczęta czy też gołąbki czysto oprawione po odjęciu szyi z łebkiem, pokrajać na cztery części , włożyć do rondla z łyżką masła, zalać odrobiną wody i dodać natki z pietruszki.

 

Gdy się dobrze podduszą, wyjąć na półmisek żeby ostygły i zrobić ciasto następujące: jaj cztery, mąki dwie garście, mleka lub wina białego łyżek dwie ubić na massę, w tym ciaście [!] maczać kurczęta i smażyć na klarowanem maśle, zmięszanem w polowie ze smalcem.

 

Na wydaniu smarzy [!!!] się pietruszka zielona i obsypuje kurczęta.

Kurczaka poddusiłam z listkami laurowymi i winem. Do ciasta dokładnie takiego, jak opisane, przyrządzonego też na winie, dodałam posiekany koperek i trochę soli. Posypałam nim także kawałki kurczęcia tuż przed podaniem. Co do nich podać? Jak wspomniałam, mizerię lub sałatę. U nas były młode ziemniaczki gotowane na parze, podane z koperkiem, oraz cukinia i bakłażan podduszone z cebulą i czosnkiem. No i schłodzone białe wino, to samo, które trafiło do ciasta. Zgodnie z jedną z zasad gotowania z winem: dodajemy to, które pijemy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s