Na najgorętszy dzień w roku

Zapowiadają w Warszawie 36 st. C. Noc była upalna, a ranek nie przyniósł żadnego przewiewu. Kto ma klimatyzację, ten może wygrany, choć przebywanie w sztucznym chłodzie i wychodzenie na rozgrzane powietrze może się skończyć letnią anginą, najgorszą z możliwych. Kto może, szuka pobliskiego akwenu. Pozostali siedzą w domach, chłodzą się wiatraczkami (my!) i… piją sporo wody. Oraz innych napojów. Tym, którym woda się znudziła, a napoje ze sklepu uważają za zbyt słodkie, proponuję domowy napój z mięty. Taką ice-tea miętową:

Dzbanek z miętą

zaparzony napar z mięty

zimna woda gazowana

kilka plasterków cytryny

pęczek świeżej mięty

cukier

lód

Zaparzoną herbatkę miętową schłodzić. Wlać do dzbanka, zalać wodą gazowaną. Listki mięty utrzeć w moździerzu lub malakserze z cukrem. Pozostawić kilka listków w całości.

 

W masie miętowej zanurzyć brzegi szklaneczek, w których podamy napój, potem zanurzyć je w cukrze. To, co pozostało z miętowego przecieru, rozmieszać z zawartością dzbanka; można potem przecedzić przez sitko. Dodać do dzbanka plasterki cytryny i kostki lodu oraz pozostawione listki mięty.

Gdy napój zrobimy wcześniej, trzymamy go w lodówce i dodajemy wodę gazowaną oraz lód bezpośrednio przed podaniem. Miętową ice-tea zamiast cukrem można dosłodzić (umiarkowanie!) miodem lub syropem, np. klonowym lub z agawy. Oprócz cytryny można wrzucić plasterki limonki, pomarańczy lub innego cytrusa. Do mięty można dodać listki melisy; mają miły cytrynowy posmaczek.

A co zrobić, jeżeli obchodzimy właśnie teraz jakieś urodziny, imieniny lub świętujemy inne okazje? Musimy przyjąć gości zaproszonych już dawno. I coś im podać. Proponuję zaczerpnąć z wzorów przedwojennych. Takie przyjęcie opisał ilustrowany tygodnik „Światowid” z lata roku 1938. Podpisał go autor o inicjale Zet. Wtedy też panowały upały. Tekst, jak zwykle, w ortografii oryginału:

 

Gardenparty są w modzie, jak w modzie jest brydż lub cocktail-party zimą. W gruncie rzeczy nie jest to nic nowego, bo zabawy pod gołem niebem, zwłaszcza w wieczornej porze, choćby do księżyca, stare są jak świat, ale moda przyszła z Anglji wraz z dobrze brzmiącą nazwą, więc wolimy używać jej właśnie, niżeli oklepanego określenia, „podwieczorek w ogrodzie lub w altanie”.

Piękne panie, mające wystąpić w charakterze gości garden-party, na długo przedtem omawiają swe stroje, bo to i okazja do pokazania się i do zawarcia nowych znajomości. Inaczej jest z gospodynią, która takie przyjęcie urządza. Łamie sobie wówczas główkę pani domu, aby gościom, zebranym w ogrodzie, rozsypanym po jego zakątkach, przygotować jak najwięcej przyjemności kulinarnych. Myśli jej krążą przedewszystkiem wokół napojów, poszukiwanych przez męską część towarzystwa, jakoteż i tych lżejszego kalibru, bez których nie obejdzie się upojny wieczór letni.

Będą więc i cocktaile dla znawców tych cudzoziemskich mieszanin smaków alkoholowych, będą wina wyborne oraz bowle i kruszony dla młodzieży. Obok nich poszukują goście ochłody w lodach i bombach, misternie mrożonych z owocami. Amatorzy bardziej realnych wartości odżywczych poszukają za zimnemi przekąskami z mięs i jarzyn, smakowicie a pikantnie przyprawionemi, od których wzrasta apetyt i pragnienie.



Gdy w domu jest większa ilość służby, snują się ich cienie pomiędzy gośćmi, uważając, by nikomu
nie zabrakło żądanych przysmaków. Ale bywają swobodniejsze przyjęcia, gdzie dowcipnie zastawione stoliki barowe i kosze pozwolą uczestnikom korzystać samodzielnie ze wszystkiego. Zastaw tego rodzaju jest obecnie bardzo dużo w handlu zagranicznym, który wysila się w kierunku urozmaicenia tych stolików barowych do ogrodowego użytku. Każdy z tych przedmiotów jest ściśle przystosowany do swych celów.
Sezon garden-party w pełni. Korzystajmy z niego jak najwięcej!

Niech korzysta, kto może. W takie upały w ciągu dnia alkoholu nie pijemy. Chyba że lampkę schłodzonego wina do obiadu, jeżeli w ogóle możemy jeść! Ale wieczorem, po zachodzie słońca i podczas przyjęcia, procenty można podać. Może jednak jakieś bardziej oryginalne? Skorzystać można z letniej propozycji z „Bluszczu”, także z lat 30. minionego wieku. Dzisiaj podobnym napojem łączącym wino z owocami jest hiszpańska sangria. Przed wojną, podejrzewam, czerpano z wzorów jeszcze sprzed pierwszej wojny światowej. Napój ma nazwę rosyjską (choć obecnie Krym to Ukraina!) i widocznie rosyjskie korzenie. Obok wina jest w nim alkohol mocniejszy. Ale go nie za dużo. To ciekawa propozycja także na nam współczesne na party ogrodowe i domowe:

Oczywiście, likiery możemy dodać inne. A jeżeli pozostaniemy tylko przy winie z owocami, „Krymska Czara” na pewno nie będzie smakowała gorzej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s