Jeszcze jeden sposób na schudnięcie

Już dawno nie opisywałam żadnej diety. A czas sprzyja gubieniu kilogramów. W upały apetyt słabnie. Sięgamy przy tym po warzywa i owoce, dużo pijemy. A gdyby sięgnąć po radykalniejsze metody? Albo chociaż wspomóc nasze letnie lekkie obiady?

Odpowiedź znalazłam w warszawskim dzienniku „ABC”, w numerze ze środka lata roku 1933. „ABC” było kolejnym dziennikiem prawicowym; obok np. „Orędownika Wielkopolskiego” i jego wszystkich mutacji. Ukazywał się od roku 1926. Był opozycyjny w stosunku do marszałka Piłsudskiego i rządów sanacji. Utworzyli go działacze właśnie tworzonego prawicowego Obozu Wielkiej Polski. Chodziło o stworzenie pisma popularnego, dynamicznie redagowanego, mogącego konkurować z dziennikami prorządowymi, a za takie uważano m.in. gazetę o najwyższym nakładzie, czyli „Ilustrowany Kuryer Codzienny”. „ABC” miało skutecznie piąć się w górę na prasowym rynku II RP. Najlepiej opisywał je slogan: „Aktualne, Bezpartyjne, Ciekawe”. Kierowali nim Stanisław Strzetelski i Stanisław Majewski, fachowi dziennikarze i redaktorzy.

Wśród po amerykańsku – jak w IKC-u – redagowanych informacji, wśród wielu sensacji, zamieszczano antyrządowe artykuły i opinie, z których wiele ulegało konfiskacie. Gazetę co jakiś czas rozjaśniały białe plamy po skonfiskowanych tekstach, narażając wydawców na straty, ale, zarazem, zwiększając popularność pisma uważanego za bezkompromisowe. A przy tym gazeta nie ukrywała narodowego tonu, czyli udziału w akcjach tak przeciw Żydom, jak przeciw piłsudczykowskim sanatorom. Obok ideologii należało jednak pozyskiwać czytelników – i czytelniczki! – tekstami popularnymi, ciekawostkami, poradami itp. Co jakiś czas redaktorka podpisująca się Francine pisała więc o modzie, o nowinkach w stylu życia, w tym o odżywianiu się. A szczupła sylwetka wciąż pozostawała na topie. Latem modne panie musiały się mieścić w suknie przylegające do ciała, z lekkich organdyn, dokładnie obrysowujących sylwetkę. Wiele pań wciąż więc marzyło, jak osiągnąć kształty doskonałe, a więc szczupłe. Męczyły się nasze babcie, a i my zabiegamy o to samo. Może skorzystamy więc z porady z czasów, gdy nasze prababcie i babcie były młode?

 

Wszystkie metody na schudnięcie są przykre, każą nam nadmiernie używać ruchu, głodzić się, lub przynajmniej odmawiać sobie wszelkich łakoci; mówią nam, że przy stole kobieta, dbająca o swoją powierzchowność, powinna mieć stale jedną i tę samą odpowiedź: „Dziękuję, mam już dosyć”. To ciągłe „dziękuję”, kiedy nam podają smaczne rzeczy, do których aż oczy się śmieją, czy nie, są to powolne tortury, heroicznie znoszone przez kobiety, zdobywające się jeszcze na uśmiech i to wcale niemęczeński, ale przeciwnie przyjemny i wesoły!

Znosiłyśmy to wszystko, i te które chciały schudnąć i te którym zależało na tem, żeby zachować estetyczną linję i nie pozwolić zaokrąglić się kształtom, ale dziś położony został kres temu dobrowolnemu odmawianiu sobie przyjemności życiowych – dzięki nowej metodzie schudnięcia pozwalającej nam żyć jak sybarytki!

METODA DR. G. LEVEN.

Słyszałyśmy wiele o ćwiczeniach oddechowych, uprawiamy je w czasie gimnastyki, żeby nie męczyć serca, pobudzić cyrkulację krwi, wprowadzić ilość tlenu do płuc, ale nie zwrócono dotąd uwagi na wpływ jaki ma „wydech” na nasz organizm. Zajął się badaniom tego zjawiska dr. G. Leven i osiągnięte rezultaty okazały się zdumiewające: jeden z pacjentów tego lekarza tracił po 2 kilo tygodniowo w ciągu kilku tygodni dzięki ćwiczeniom wydechowym.

ĆWICZENIE ZE ŚWIECĄ

Ćwiczenie oddechowe dr. Leven nazwał „le procédé de la bougie”, gdyż każe wyobrażać sobie, że mamy zapaloną świecę, której płomień chcemy przechylić na przeciwległą stronę przez dmuchanie, a raczej przez powolne i długie wypuszczanie powietrza.

Trzeba zwrócić uwagę na to, że nie chodzi nam o zgaszenie świecy (w tym wypadku dmuchanie byłoby gwałtowne i raczej krótkie) ale, jak powiedziałyśmy o powolne przechylanie płomienia. Różnicę tę trzeba sobie dobrze uzmysłowić, żeby ćwiczenie prawidłowo wykonywać.

Przystępujemy do ćwiczenia w następujący sposób: najpierw wciągamy powietrze przez nos, normalnie, bez wysiłku, potem wypuszczamy powietrze powoli i długo; takich wydechów trzeba wykonać pięć.

Ponieważ ćwiczenie to można uskuteczniać chodząc, siedząc, lub leżąc dostępne jest ono dla wszystkich. Takich seryj oddechowych po pięć trzeba zrobić dwadzieścia. Według obliczeń dr. Leven’a ćwiczenie wypada co pół godziny. Trzeba jednak uważać, żeby dopiero w godzinę po jedzeniu przystępować do wydechów.

UMIARKOWANE ĆWICZENIE

Pamiętać, żeby co pół godziny usilnie wypuszczać powietrze, to może się wydać dosyć trudne, a raczej uciążliwe do wykonania, ale jest to kuracja maksymalna, stosując ją w bardziej umiarkowany sposób będziemy chudnąć wolniej, ale równie pewnie, a co najważniejsze bez żadnych przykrych leczniczych zabiegów i odmawianiu sobie dobrych rzeczy, które jak powiedział Św. Franciszek de Sales, Pan Bóg na to stworzył, żeby ich używać.

A więc, Szanowne Panie nie odmawiajcie sobie darów Bożych, ale pod jednym warunkiem, róbcie: „le procédé de la bougie”!…

Przyznam, że to dmuchanie przyprawiło mnie o napad śmiechu. Ale może warto spróbować? Można dmuchać nie wstając od komputera. Aby godzinę po obiedzie. Co podać na ten obiad? Na pewno osiągniemy lepsze wyniki odchudzania się, gdy dmuchanie wspomożemy lekką sałatką. Proponuję połączenie owoców z rybą. Dedykuję ją panu ze stoiska rybnego w pewnym hipermarkecie. Kupowałam rybę i zastanawiałam się, czy wziąć filet halibuta, który był dość duży. W końcu powiedziałam, że wezmę, a po upieczeniu z pozostałych resztek sporządzę sałatkę. Pan się zainteresował, jaką. Wtedy jeszcze nie wiedziałam. Podałam mu nazwę mojego bloga i obiecałam, że taką przyrządzę i opiszę. Teraz nastał na to czas.

Sałatka z pozostałej ryby z owocami po mojemu

resztki ryby gotowanej, smażonej lub pieczonej

rukola

kilka brzoskwiń

kilka moreli

olej z orzechów lub inny smakowy

ocet jabłkowy

sól, pieprz

Rybę podzielić na mniejsze kawałki. Rukolę umyć, osuszyć, rozłożyć w salaterce. Na niej położyć kawałeczki ryby. Owoce umyć, osuszyć, pokroić. Położyć na rybie. Z oliwy z solą i pieprzem oraz domieszanego octem (klasyczne proporcje: 3 do 1) sporządzić winegret. Polać nim sałatkę tuż przed podaniem, aby sałata nie rozmiękła. Wymieszać już przy stole.

Ryba musi być świeża, tzn. sałatkę przyrządzamy dzień po jej pierwotnej obróbce. Sałatkę bez winegretu można trzymać w lodówce. Można ją przyrządzić z każdej ryby, byle była bez sosu. Oczywiście, można do niej rybę specjalnie ugotować, upiec lub usmażyć, wtedy ją przyprawiamy, jak zwykle. Zestaw owoców można zmieniać. Mogą to być winogrona, wiśnie lub śliwki. Nie powinno ich jednak być za dużo w stosunku tak do ryby, jak i do sałaty. Polecam rukolę z jej wyrazistym smakiem lub gorzkawą sałatę dębową.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s