Na 26 maja – słodkości

dnia

Dla Mamy mojej i wszystkich innych Mam świata dzisiaj deser bardzo prosty, co nie znaczy, że mało smaczny. Nie wiem, kto pamięta, że takimi deserami słodziło się mało słodkie czasy tzw. niedoborów kartkowych w PRL, a potem czas stanu wojennego i całe smętne lata 80.

Deserek jest prosty. Kto chce swoją Matkę uhonorować szczególnie, może przyrządzić go w foremce w kształcie serca. Takiej nie mam, wybrałam więc większe babeczki. Możemy deser podać do popołudniowej kawy lub herbaty, może stanowić zakończenie obiadu. Przyrządzi go nawet małe dziecko. Ale, uwaga! Indeks glikemiczny ma wyjątkowo wysoki. Na taki smakołyk można sobie pozwolić raz na… może rok? W taki wyjątkowy dzień. Jest lekki, ale słodki.

Galaretka twarożkowa

opakowanie galaretki wiśniowej

opakowanie miękkiego twarożku (20–25 dag)

owoce i listki melisy do przybrania

Galaretkę rozpuścić w połowie porcji zalecanej gorącej wody. Wystudzić, mieszać co jakiś czas, aby nie zastygła. Chłodny płyn wymieszać z twarożkiem. Trzymać w lodówce aż deser stężeje. Podać w salaterce lub wyjąć na talerzyk (zanurzając foremkę na chwilę w gorącej wodzie).

To wszystko. Jak widać, filozofia żadna. Koszt niewielki. A wygląda nie najgorzej. Zrobiłam jeden błąd: wzięłam twarożek waniliowy. Deser był nadmiernie słodki. Lepiej zastosować twarożek niesłodzony. Rzecz jasna, można wziąć galaretkę o innym smaku i do niej dobrać odpowiednie owoce, także surowe.

Bardzo podobny deser podaje książeczka kupiona przez mnie w roku 1987 (to wydanie I) Jadwigi Kłosowskiej pt. „Kolacje u Kowalskich”. Przytaczam wiernie jako signum temporis. Pisanie książek kulinarnych było wtedy sztuką. Trzeba było wiedzieć, które produkty są tak niedostępne, że zamieszczanie przepisów z nimi byłoby bezczelnością. Ale, z drugiej strony, działały różne nieoficjalne kanały rynkowe (tzw. baba z cielęciną, bazary czy pielęgnowane znajomości w sklepach), tak więc nie trzeba się było ograniczać wyłącznie do zawartości sklepowych półek.

Przy okazji deserów warto wspomnieć, że w przepisach ograniczano (jak zdrowo!) ilość cukru. Od roku 1976 był on racjonowany. Był pierwszym produktem sprzedawanym na kartki już za tzw. czasów Gierka, które – jak słyszę – wspomina się teraz niekiedy jako czasy szczególnego dobrobytu. Dobrobyt ten miał swoją cenę. I kosztował coraz więcej. A jak się zakończył, można popatrzeć na starych kronikach filmowych lub stronach starych gazet.

Krem twarożkowy z owocami

1 opakowanie (25 g) chudego twarożku homogenizowanego

2 jajka

1 cukier wanilinowy

10 dag cukru (drobnego kryształu)

1 łyżeczka żelatyny

4 połówki ugotowanych w kompocie jabłek, gruszek lub brzoskwiń (te ostatnie mogą być surowe)

Żelatynę zalać 2–3 łyżkami zimnej wody, a gdy napęcznieje, rozpuścić ją w jak najmniejszej ilości wrzątku. Ubić sztywną pianę z białek, dodać pod koniec żółtka utarte z cukrem i cukier waniliowy [tak w oryginale!]. W misce rozetrzeć energicznie twarożek, dodając pianę z żółtkami i żelatynę, lekko wymieszać. Owoce ułożyć w szklanych czarkach na wierzchu ubrać je twarożkową pianą (najładniej wygląda, gdy wycisnąć ją ze szprycy do dekorowania tortów) i posypać odrobiną czekolady.

Dopowiem, że dodatek czekolady był propozycją śmiałą. W tym czasie, o ile pamiętam, czekolada nie była już na kartki, ale w stałej sprzedaży pozostawała rzadkością (chyba że w sklepach Peweksu za dewizy lub tzw. bony dolarowe, namiastki środka płatniczego sprzedawane przez państwo po dziwacznym kursie, ale najbardziej dostępne u tzw. koników, w sprzedaży pokątnej). Czekolada prawdziwa była rzadkością. Tej o wysokiej zawartości kakao nie było w ogóle. Częściej rzucano do sklepów wyroby czekoladopodobne, takie erzace. Z kolei brzoskwinie świeże były dostępne tylko w sezonie (import z Bułgarii), po wystaniu w długiej kolejce. Tych w puszkach w ogóle nie było (chyba że w Peweksie). Sery i twarożki najczęściej bywały chude, z kupowaniem tych o większej zawartości tłuszczu – dla dzieci – był kłopot.

Tyle uwag o PRL-u. Na zakończenie, aby ubarwić temat deserów, jako ciekawostki do konwersacji przy stole Mamy, podrzucę dwa tematy sprzed wojny. Oba słodkie, choć na zupełnie inne sposoby.

Jeden to orzeł z czekolady. Przedwojenny, a więc taki, który powinien zostać pozytywnie zweryfikowany przez wszystkich, którzy lustrowali niedawno – i od czci odsądzali – czekoladowego orła, z okazji święta 3 Maja, wystawionego przed Pałacem Prezydenckim przy Krakowskim Przedmieściu. Nie spotkałam opisów, aby ktoś z powodu przedwojennego orła miał „kłopoty gastryczne” lub prowadził krucjatę przeciw szarganiu świętości. W notce z „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” z lutego 1939 zjadania (łapczywego pożerania) słodkiego orła nie porównuje się barwnie do rozbiorów Polski. Co, zamieszczając zdjęcie przedwojennego orła czekoladowego, poddaję pod rozwagę:

 

Druga notka dotyczy też słodkości, ale w wymiarze praktycznym. Pochodzi z tej samej gazety i z tego samego czasu; cytuję, jak zwykle, wiernie:

 

(z) Z osobliwym wynalazkiem wstąpił cukiernik nowojorski Mazzetti.Oto wykonał on na próbę naczynie ze specjalnej kolorowej masy cukrowej, która nie rozpuszcza się w zetknięciu z gorącemi potrawami. Wynalazek cukiernika amerykańskiego zaoszczędzić ma paniom domu i pomocnicom domowym trudu mycia naczynia, albowiem po skończonym obiedzie czy kolacji, każdy z jedzących może łamać po kawałku to cukrowe naczynie i zjadać je jak cukierki. Zastąpić więc ono może łatwo wszelki „deser”. Cukiernik Mazzetti sfabrykował już z kolorowej masy cukrowej filiżanki, spodki i talerzyki. Rzecz prosta, że nie chce zdradzić, z jakich poszczególnych ingredjencyj składa się ta jego masa, przeznaczona na fabrykację naczynia i trzyma ją w ścisłej tajemnicy. Autor wynalazku projektuje masową fabrykację tego osobliwego naczynia, przez co będzie ono mogło kalkulować się bardzo łanio. Mazzetti prowadzi obecnie pertraktacje z kilkoma przemysłowcami amerykańskimi, aby móc jak najszybciej eksploatować na wielką skalę swój wynalazek, po którym spodziewa się dużego sukcesu.

Sukcesu swoimi naczyniami z cukru Mazzetti chyba nie odniósł. Ale amerykański sen wolno śnić każdemu. Jak i polski sen o orle: tym z przestworzy, z ZOO, tym z czekolady i tym z godła kraju.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s