Intensywnie pracujecie, wracacie do domu późno i bardzo zmęczeni? Coś trzeba zjeść. Proponuję zrelaksować się kuchni przyrządzając posiłek niezwykle prosty. Nie ma potrzeby zamawiania pizzy do domu, czy kupowania po drodze chińszczyzny (jakkolwiek to lubimy i czasem warto z tych opcji korzystać!). Zapobiegliwie kupmy wcześniej ciasto na włoską foccacię i trzymajmy w lodówce. A gdy dodatkowo wyciągniemy z lodówki sałatę, posiłek zdrowo dopełnimy.
Zrobiłam tak: poprosiłam domowego sommeliera o nalanie mi lampki sherry, czyli hiszpańskiego wina jerez (a nie „cherry” czyli wiśniówki, jak niektórym się myli). Wyjęłam z piekarnika blaszkę, wyłożyłam ją papierem do pieczenia. Ciasto na focaccię odpakowałam, ułożyłam na blaszce. Wypiłam kolejny łyk sherry. Ciasto posmarowałam oliwą, nałożyłam na nie czarne oliwki pokrojone w krążki – można takie kupić gotowe, są nawet tańsze od całych. Całość posypałam grubą solą morską oraz suszonymi ziołami. Było to oregano, ale może być rozmaryn lub inne zioła; może być ostra papryka. To wszystko. Piekłam zgodnie z przepisem na opakowaniu.
Wypijając kolejny łyk sherry, przyrządziłam sałatę. Była to roszponka, czyli po francusku mâche. Ma drobne zaokrąglone listki, a smak bardzo przyjemny. Jest jak aksamit. Bajkę o roszponce znamy z kart baśni braci Grimm. W moim blogu jest już dokładniej opisana, można odnaleźć. Umytą i dokładnie wysuszoną roszponkę skropiłam oliwą i kilkoma kropelkami balsamico z Modeny. Pieprz, odrobina soli w ostatniej chwili przed podaniem, bo ta sałata jest bardzo delikatna i od octu oraz soli szybko więdnie.
Ostatni łyk sherry. Focaccia upieczona. Sałata na stole.
A może podać do tego piwo? Oczywiście schłodzone, broń Boże ciepłe. O piwie pomyślałam wtedy, gdy w „Przekroju” wypatrzyłam legendarną jego reklamę, zdaje się że wymyślił ją „przekrojowy” Jan Kamyczek, specjalista od savoir vivre’u, czyli Janina Ipohorska, niezwykle zdolna i inteligentna graficzka i redaktorka. Reklama dyskretnie podkreśli nam porę roku. Za pasem marzec, podobno koty zaczynają harcować. A gdy to sobie uświadomimy, pomyślimy, że zima się kończy. Zmęczenie po ciężkim dniu zniknie, mimo zabawy w kucharzenie, a może dzięki niej. Ręczę za to. Przygotowanie tego obiadu trwa dziesięć minut, placek pieczemy minut dwadzieścia. Jeżeli chcemy, możemy jego wierzch przybrać inaczej, np. wzbogacić pożywność, posypując startym serem.