Resztki na stoły!

dnia

Potrawy z kuchni stołówkowej lub restauracyjnej, w których spożytkowywano kilka ostatnich obiadów czy kolacji, nazywano kiedyś przeglądem tygodnia. Brzmi to dość pogardliwie, ale ja wyłapuję z tym nutę cieplejszą. W dodatku takie postępowanie jest zgodne z najnowszym trendem polegającym na niemarnowaniu resztek jedzenia. Przetwarzając je – zmniejszamy góry śmieci, kupujemy mniej, a więc i mniej wydajemy na codzienne posiłki, oszczędzamy czas przeznaczony na zakupy i, jak zobaczymy, gotowanie. Resztki są już częściowo przetworzone, przygotowanie z nich smacznego dnia idzie więc naprawdę szybko. A w ogóle: dania z resztek są bardzo smaczne. Pod warunkiem oczywiście, że nie są robione ze składników nieświeżych. Trzymamy je zawsze w lodówce, nie za długo. Na dłuższe przechowanie większość resztek daje się zamrozić – korzystajmy z zamrażalników, bardzo ułatwiają życie. Resztki zawinięte w folię lub włożone do specjalnych pudełek (można wykorzystać te po lodach) pomogą nam bardzo w okresie intensywnej pracy, egzaminów, chorób w domu itp. kataklizmów, z okresowym brakiem gotówki na zakupy włącznie. Trzeba tylko opisać, np. foliopisem lub na karteczce, co i kiedy mrozimy.

Dodatkiem do resztek jest jakiś podkład, który pomoże je ciekawie podać. Bo znakomitą formą przyrządzania takich potraw są zapiekanki. Resztki mięsa czy warzyw – a o tych dzisiaj piszę – można połączyć ziemniakami, ryżem, makaronem lub innym ciastem. Na przykład francuskim lub naleśnikowym.

Zapiekanka na cieście francuskim po mojemu

ciasto francuskie (mrożone lub z chłodni)

resztki pieczeni

cebula

ew. 2-4 ząbki czosnek

oliwki

oregano lub rozmaryn

oliwa

ew. sól, pieprz

Ciasto rozmrażamy, układamy na papierze do pieczenia rozłożonym na blaszce. Cebulę cienko kroimy, dusimy na oliwie pilnując, aby się nie zarumieniła. Przyprawiamy lekko solą, pieprzymy. Pieczeń cienko kroimy. Duszoną cebulę rozkładamy na cieście (można je posmarować oliwą). Dokładamy oliwki, posypujemy przyprawami i pieprzem. Zapiekamy ok. 20 minut (czas jest zwykle podany  na opakowaniu ciasta).

 

Na drugą zapiekankę wykorzystujemy naleśniki. Można je usmażyć samemu, ale można i kupić gotowe (mogą to być meksykańskie tortille). Naleśniki są surowcem bardzo wdzięcznym: można je nadziewać i składać na różne sposoby. Jeden z nich znalazłam w „Przekroju” z roku 1959. Nieprzypadkowo w winiecie do tekściku o nich znalazł się „poniedziałek”. Resztki często zostają po posiłkach świątecznych lub sobotnio-niedzielnych, gdy zapraszamy gości i jedzenia przygotowujemy więcej. Pod ślicznym wytworem przekrojowego grafika, ciekawy przepis, który cytuję w całości, z moimi uwagami w nawiasach kwadratowych.

 

Naleśniki z mięsem

(przepis podał nam szef kuchni „Ermitażu” p. Palmowski)

Proporcja na 5 osób

Ciasto:

25 dkg [taki był wtedy skrót] mąki 50-procentowej

1/4 l mleka

1 jajko

1 dkg słoniny do smarowania patelni

soli do smaku

Nadzienie:

1/4 kg gotowanej [lub pieczonej] wołowiny

10 dkg mąki pszennej

2 dkg tłuszczu

2 dkg cebuli

soli i pieprzu do smaku

Do panierowania:

1 jajko

7 dkg bułki tartej

tłuszcz do smażenia

Sposób przyrządzenia: mąkę do naleśników przesiać przez sito. Włożyć do garnka mąkę, dodać mleko, sól, jajko – wszystko rozbić mątewką na jednolitą masę. Rozgrzać patelnie (naleśniki najlepiej smażyć na dwóch lub paru patelniach), nadziać słoninę na widelec, posmarować [rozgrzaną] patelnię i nalać cienką warstwę ciasta rozprowadzając równomiernie łyżką. Uwaga: naleśniki smaży się nie na wolnym ogniu, ale na płycie. Po usmażeniu naleśników (z jednej tylko strony) wykładać je na stolnicę.

Bułkę rozmoczyć w wodzie, odcisnąć ją, cebulę przysmażyć na tłuszczu i wraz z mięsem zemleć w maszynce. Do masy dodać soli i pieprzu do smaku, jeżeli za gęsta – rozpuścić trochę rosołem. Tą masą nadziewać naleśniki, zwijając je w ruloniki lub na płasko składając, jak chusteczkę. Panierować w jajku i bułce tartej, smażyć z obydwu stron.

Do naleśników można podawać surówki, ćwikłę lub sałatę.

 

Mój sposób jest prostszy. Naleśniki układam w stos, smarując każdy farszem. Wypełniam nimi okrągłe naczynie żaroodporne wysmarowane tłuszczem (olej, oliwa, masło), ostatni posypuję startym serem, posypuję ziołami (np. oregano), na wierzchu skrapiam znowu tłuszczem i zapiekam (20–30 minut w średnio nagrzanym piekarniku). Do farszu zawsze lubię dodać pomidory (przecier lub krojone). Mięsa nie ma potrzeby mleć, wystarczy je posiekać. Chodzi o to, aby naprawdę oszczędzić czas i wysilić się jak najmniej.

 

Do zapiekanek proponuję podać właśnie sałatę. Oczywiście, także z resztek. Np. taką: z kilku listków którejś z sałat, cząstek pomarańczy lub mandarynki, grubego szczypioru. Z oliwą, gęstym sosem balsamicznym, solą i pieprzem. Składniki zależą od zawartości chłodziarki. Zamiast owoców mogą być pomidory lub papryka słodka. Zamiast szczypioru inna zielenina lub cebulka. Dodatkowo: papryczka chili, pestki dyni, orzechy, migdały, rodzynki, suszona żurawina.

A na deser podaję coś bardzo smacznego, choć tylko do poczytania. Wśród odpowiedzi czytelnikom „P” z roku 1946 znalazła się taka:

 

Ale śmiała aluzja. Musiała wielu czytających szczerze rozbawić. A może i niektórych przestraszyć?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s