Odlotowy obiad filmowy po niemiecku

dnia

Dawno już się nie spotykaliśmy w gronie naszej doborowej gromadki, oglądającej filmy ciekawe i zwykle mało znane. Przy tej okazji przygotowuję obiad jakoś tam z oglądanym filmem związany. No i prowadzimy zawsze ciekawe rozmowy o tym i owym. Poznając film, mówimy nie tylko o wrażeniach z jego oglądania, ale i historii jaką opowiada, o jej tle, niekiedy przełożeniu na język filmowy.

A ostatnio o historii, we właściwym znaczniu tego słowa,  nie rozmawiać się nie dało. Na nasz filmowy obiad wybraliśmy austriacko-niemiecki obraz o niezbyt fortunnym według mnie polskim tytule: „Odlotowy sekstet”. Powstał w latach 90. XX wieku i do tego tragicznego wieku ściśle przynależy. Opowiada historię istniejącego w jego pierwszej połowie niemieckiego męskiego zespołu wokalnego o nazwie „Comedian Harmonists”. Taki jest oryginalny tytuł filmu. Śpiewający po niemiecku śpiewacy byli niezwykle popularni i w swoim kraju, i poza jego granicami. Na pomysł utworzenia zespołu rewelersów – w Polsce były też modne różne chórki w rodzaju Chóru Dana czy Chór Czejanda – w Niemczech w roku 1927 wpadł były kantor z synagogi, świetny aranżer i dowcipny wykonawca. Razem z innymi muzykami utworzył męski sekstet, śpiewający po niemiecku. Brzmi to znakomicie, nie wiem dlaczego, ale swingujący niemiecki mnie bardzo pasuje do tych aranżacji różnych piosenek. Szkoda że muzycy nie wykonują w filmie swojego największego przeboju Jerzego Petersburskiego „O donna Clara”, znanego u nas jako „Tango Milonga”. Ale może da się to znaleźć w jakimś youtubie.

Gdy zespół osiąga sukces i powodzenie – po początkowych trudnych chwilach i biedzie z nędzą w wyziębionym Berlinie – nastaje Hitler. Okazuje się, że trzech członków zespołu to Żydzi, a kolejny z nich ma żydowską żonę. Zespół nie ma prawa istnieć. Udaje się im jeszcze wystąpić przed kochającym muzykę, zwłaszcza niemiecką ludową, gauleiterem Juliusem Streicherem, szefem zoologicznie antysemickiego „Stuermera”, nauczycielem z zawodu…. Co ciekawe, filmowy Streicher nakłania ich do zaśpiewania piosenki, którą znamy z innego obrazu traktującego o tych czasach – ze znacznie bardziej znanego „Kabaretu”. Więcej nie piszę, zachęcając do obejrzenia strasznych czasów, nad których sensem warto się zastanawiać i dziś. Oczywiście, film nie jest arcydziełem na miarę „Kabaretu”, ale jest sprawnie nakręcony, z bardzo dobrymi aktorami, stylowo ubranymi, pokazanymi w wiarygodnych wnętrzach z epoki, łącznie z mieszczańskim berlińskim domem, gdzie podawana na obiad jest pieczeń na kwaśno (przetłumaczona na pieczeń w occie). I tak docieramy do jedzenia. Do naszego filmowego obiadu.

Nie, Saurebraten na nasz stół nie trafiła. Słynne mięso marynowane w occie może ugotuję innym razem. Tym razem menu obiadowe nie było ściśle niemieckie, ani tym bardziej berlińskie. Myślałam wprawdzie o wątróbce po berlińsku czy berlińskich pączkach, ale z różnych powodów ich nie przyrządziłam. Na stół trafił zestaw dań solidnych, a takie z kuchnią niemiecką mnie się kojarzą. Były to: kartoflana sałatka, faszerowane jajka na przystawkę, aromatyczna i pożywna zupa z soczewicy oraz bardzo malownicza pieczeń – udziec jagnięcy, podany z kapustą czerwoną. Przystawki pomijam, zaczynam od zupy:

Zupa z soczewicy z nutą orientalną
Linsensuppe mit orientalischem Akzent

50 dag czerwonej soczewicy

2 l rosołu z kury

3 cebule

2–4 goździki

4 ząbki czosnku

puszka lub kartonik krojonych pomidorów

masło lub oliwa

przyprawy rozgrzewające (imbir, kolendra, kardamon, gałka muszkatołowa, ziele angielskie)

Soczewicę umyć, odsączyć. 2 cebule i czosnek posiekać. Do garnka wlać rosół (może być z kostki), dołożyć soczewicę, cebule z czosnkiem, pomidory, wybrany zestaw przypraw (w tym goździki). Gotować do miękkości soczewicy, mieszając, aby nie przywarła do dna. Ostatnią cebulę drobno posiekać, zasmażyć bez rumienienia w maśle lub oliwie. Dodać do zupy. Spróbować, ewentualnie dodać sól, a kto lubi – ostrą paprykę.

 

Zupę można zmiksować i przetrzeć przed dodaniem zasmażonej cebuli, ale ja tego nie robię. Pasuje do niej świeży chleb. W zasadzie wystarcza za cały codzienny posiłek, jest bardzo sycąca. A dzięki dodaniu przypraw korzennych znakomicie rozgrzewa.

Następną potrawę robiliśmy przed laty, dysponując udźcem baranim, a że jego upieczenie zakończyło się sukcesem, metodę przygotowania powtórzyliśmy. Powiem jedno: mięso tak upieczone jest wybitnie delikatne i bardzo smaczne.

Udziec jagnięcy po naszemu
Hammelkeule nach unserer Art

udziec z jagnięcia

włoszczyzna (2 marchewki, pietruszka, kawałek selera)

2 cebule średnie lub 1 duża

2–4 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę

olej lub oliwa

przyprawy korzenne: ziele angielskie, pieprz ziarnisty, liść laurowy, 2 goździki

Włoszczyznę, cebulę zetrzeć na grubszej tarce, zalać olejem lub oliwą, wygnieść dobrze, aby powstała jednolita masa warzywna. W moździerzu lub malakserze utrzeć przyprawy korzenne (liść laurowy drobno pokruszyć). Mięso natrzeć przyprawami, a następnie masą warzywną, mocno ją wcierając. Trzymać w chłodnym miejscu co najmniej dwa dni, obracając i ew. wcierając warzywa.

 

Mięso postawić w temperaturze pokojowej godzinę, co najmniej dwie przed pieczeniem. Nagrzać piekarnik do 200 st. Z udźca usunąć warzywa. Ułożyć na kratce brytfanki do pieczenia lub bezpośrednio na blasze. Jeżeli piecze się na kratce, podlać pod nią tylko tyle wody, by nie dotykała do mięsa. Udziec piec przez 22 minuty, po czym, nie kalecząc mięsa, obrócić go i piec 22 minuty z drugiej strony. Przed podaniem odstawić na 10 minut. Bardzo ostrym nożem kroić na cienkie plastry, najlepiej przy stole.

 

Kapustę przygotowałam korzystając z znakomitej książki Macieja A. Halbańskiego wydanej przez wydawnictwo „Watra” w roku 1977 „Co jedzą nad Dunajem”. Autor był kolejną indywidualnością z czasów PRL-u, po Tadeuszu Żakieju (piszącym pod pseudonimem), świetnie opisującą kulinaria. Podaję jego przepis, z niewielkimi zmianami:

Kapusta czerwona duszona
Gedünstetes Rotkraut

główka czerwonej kapusty

cebula

łyżka mąki

szklanka rosołu

jabłko

kieliszek czerwonego wina

2 łyżki winnego octu z czerwonego wina

2–3 utłuczone goździki

cukier, sól, pieprz

Kapustę oczyścić, obmyć, cienko poszatkować. Z obranego jabłka usunąć gniazdo nasienne, miąższ pokroić. Cebulę obrać, pokroić w kosteczkę. Wszystko to włożyć do garnka, zalać rosołem, posolić, popieprzyć, dusić do miękkości kapusty. Miękką kapustę oprószyć mąką, zalać winem, octem, posłodzić do smaku, zagotować, ewentualnie dosolić.

 

Do tej kapusty dorzuciłam kilka rodzynków. Kto chce, może przed podaniem wymieszać ją z pokrojonym w kostkę ananasem z puszki. Stanie się jarzyną bardzo efektowną (Rotkraut mit Ananas).

PS Był jeszcze deser: wiśniowo-czekoladowy tort z Czarnego Lasu czyli Schwarzwälder Kirschtorte. Ale kupny, nim się więc nie chwalę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s