Od dawna miałam ochotę je przyrządzić. Ale jakoś się nie składało. Wreszcie czas nastał. Okazało się łatwe i szybkie. A sam efekt niczego sobie. To ośmiornice. Musiałam wziąć mrożone. Wybierałam długo, bo niektóre, z niektórych sklepów, nie wyglądały dobrze, co pewnie było efektem dłuższego przebywania w sklepowej zamrażarce. Nie są ośmiornice towarem często kupowanym i dobrze rotującym. No cóż, rodacy wciąż są nieskłonni polubić owoce morza i włączać je do diety. Nie są przy tym tak tanie, jak w krajach basenu Morza Śródziemnego. Choć, wraz z kierunkami wakacyjnych podróży, po trochu przestają wzbudzać wstręt lub choćby niepomierne zdziwienie.
Jędrzej Kitowicz (1728–1804), znawca obyczajów z czasów panowania króla Augusta III Sasa, dostrzegał u naszych przodków większą ciekawość i tolerancję dla obcych smaków. No cóż, ulegała jej jednak tylko mniejsza – bogatsza i bardziej bywała – warstwa ówczesnego społeczeństwa. Podejrzewam, że chłopi, których była znacząca większość, potraw nowych, tego szczególnego rodzaju, do ust by nie wzięli. I tak raczej w narodzie pozostało. Kitowicz pisał: „Nie ustępując nasi Polacy w niczym Włochom i Francuzom, nawykli powoli, a dalej w najlepsze specjały obrócili owady i obrzezki, którymi się ojcowie ich jak jaką nieczystością brzydzili. Jedli żaby, żółwie, ostrzygi, ślimaki”… Była to wszystko wodna zwierzyna, którą jedzono podczas częstych wówczas postów: obligatoryjnych oraz osobiście wybieranych (niektórzy pościli obok piątku dodatkowo, najczęściej w środy, inni w soboty, a poszczono i incydentalnie, w jakiejś intencji). Jak pisze Kitowicz: „Postne obiady tymże szły porządkiem, co i mięsne; a że wtenczas Polacy ściśle zachowywali posty, nie obaczył u żadnego pana na stole maślanej potrawy, ale wszystkie z oliwą lub olejem, który wybijano z siemienia lnianego, konopnego, z maku i migdałów”. Samo zdrowie. Może te posty i te oleje trzymały tych brzuchatych obżartuchów w kontuszach w dobrej formie.
Ośmiornice nie były rodakom wtedy znane. Dzisiaj szansę poznania ich i sposobów ich przyrządzania mają zwłaszcza ci, którzy na kierunek wakacyjnych wojaży obierają Grecję. Lub choćby mają w pobliżu i lubią jakąś grecką restaurację. W greckiej kuchni są przyrządzane bardzo prosto, zwykle z grilla, podawane z ćwiartkami cytryny. Ja wybrałam przepis włoski. Z wielkiej księgi o kuchni włoskiej wzięłam przepis na
Polpo piccante
Ośmiornice na ostro
1 kg ośmiornic
50 dag dojrzałych pomidorów
1 cebula
1 łodyga selera naciowego
bazylia
szafran
czerwona ostra papryka mielona
oliwa
sól
Ośmiornice świeże oczyścić, obrać, umyć, ew. rozbić je tłuczkiem, aby były miękkie. Zagotować osoloną wodę, zanurzyć ośmiornice na kilka minut. Odcedzić, pokroić w równe kawałki.
W rondelku rozgrzać oliwę, zmiękczyć posiekaną cebulę i selera, dodać pomidory obrane ze skóry, pozbawione pestek i pokrojone. Podduszone pomidory zalać chochlą gorącej wody lub wywaru z warzyw z rozpuszczonym szafranem i papryką. Dołożyć kawałki ośmiornicy, zagotować, ew. rozrzedzając sos ponownie. Przed podaniem posypać porwanymi na kawałki listkami świeżej bazylii. Chwilę odczekać, aby danie nabrało jej smaku, podawać.

Przepis podaję z oryginału, poprawiając jednak język tłumaczenia. Na początek uwaga ogólna: stosowanie formy „oliwa z oliwek”, której tłumacz w książce z upodobaniem używa, a którą redaktor toleruje, to tautologia, niepotrzebne powtórzenie wynikające z błędnego tłumaczenia. W wielu językach oliwa to „olej z oliwek” (jak olej ze słonecznika, rzepaku, pestek dyni, arachidów itd., itp.), a nie żadna oliwa z oliwek. Bo oliwy, znanej z języka polskiego, z niczego innego nie ma. Nie ma oliwy z rzepaku czy soi. Unikajmy więc tej zawiłej formy, nie ma sensu.
Co do przepisu: ośmiornice rozmroziłam i ich już nie obgotowywałam, bo były obgotowane przed zamrożeniem. Gdybym to zrobiła, wody z tego użyłabym do rozrzedzenia sosu. Ponieważ ośmiornice były małe, nie kroiłam ich. Pobiłam je tłuczkiem, choć nie wiem, czy potrzebnie. Pomidory wzięłam z puszki czy raczej kartonika, już pokrojone. Zamiast lub obok papryki mielonej można wziąć świeży strączek peperoncino lub chili. Gdy chcemy mieć potrawę ostrzejszą, wrzucamy do sosu papryczki wraz z pestkami. Podsmażone warzywa (czyli cebule i seler naciowy) warto zalać białym winem, odparować i gotować dalej jak w przepisie. Obok bazylii przybrałam potrawę liśćmi selera naciowego.
Efekt? Nam bardzo odpowiadał. Ośmiornice były jędrne, sos bardzo smaczny. Chleb włoski i schłodzone białe włoskie wino dopełniły obiadu. Do przyrządzania ośmiornic obiecuję wrócić. Są fajne.