Z łososiem: lunch elegancki i prosty lub kolacja

Brak czasu to choroba naszego wieku. Nie ma na co dzień godzin na przygotowywanie posiłków wymagających długiego siekania, obsmażania, duszenia, podlewania, smakowania. A nieraz po prostu nie mamy ochoty stać przy garach. No to nie stójmy! Podajmy coś na zimno. Z lampką schłodzonego białego wina (Chenin Blanc? Pinot Grigio?) uzyskamy efekt, który może teściowej czy cioci o tradycyjnym smaku nie zadowoli, ale Ukochaną Osobę lub naszych dobrych przyjaciół – na pewno.

Wędzony łosoś był kiedyś crème de la crème, samą wykwintnością podawaną przy wielkich przyjęciach. W sklepach rybnych go nie było, najwyżej na warszawskim słynnym bazarze z delikatesami, przy ul. Polnej. Nawiasem, pracowałam w pobliżu i nieraz tam chodziłam po jednego pomidora, no i popatrzenie za darmo. Zarobki nie pozwalały na szaleństwa!

Ale dziś łososie są w różnej, każdej właściwie, postaci. Także wędzone. Słyszałam od kogoś, że najlepsze są te szkockie. Trochę droższe, ale może smak wynagradza cenę? Prawdę mówiąc, nie wiem. Wykazując się ignorancją kupuję takie, które mi się podobają z wyglądu. Lubię przy tym nie te krojone w papierki cieniutkie jak papier – choć mają swoje zalety – ale te w kawałku, które można kroić samemu. Lubię je podawać bez zadęcia, na desce, z ostrym nożem. Obok daję cytrynę lub limonkę i młynek z pieprzem lub z chili.

Zwykle stawiam obok chleb: ciemny i jasny, najlepiej jednak świeży. Ale tym razem może zaszaleć? Kupując łososia, rozejrzyjmy się za francuskim ciastem. Ono także było nieosiągalnym marzeniem w tych wyżej wspomnianych czasach PRL-u. A teraz tych ciast są różne rodzaje, od różnych wytwórców. Warto wypróbować i dobrać ulubione. W każdej chwili można je wyjąć i rozmrozić lub nie, bo są także takie ciasta tylko schłodzone, i je upiec, krojąc w dowolne kształty. Ciasto posypujemy ziołami lub przyprawami korzennymi. Kto chce, posypie także grubą solą (a na słodko – cukrem). Do łososia mnie pasowały: czarnuszka, kminek i… anyż. Jakoś taki skandynawski w stylu.

Ciasto dowolnie uformowane  smarujemy rozkłóconym jajkiem, wodą lub mlekiem (tak zrobiłam), posypujemy wybranymi przyprawami i pieczemy tak, jak podano na opakowaniu. Zawsze piekę na papierze do pieczenia. Zwykle krótko, w wysokiej temperaturze. Gdyby się ciasto od spodu przypiekało, a w środku wyglądało na niedopieczone, obróćmy je. Po upieczeniu mamy niebanalne pieczywo. Oczywiście, co zostanie, podjemy przy herbacie.

 Do takiego łososia podajmy sałatkę. Wystarczy sama sałata, przyprawiona dowolnie. Ale ja miałam ugotowane wcześniej ziarna fasoli, a raczej bobu (po prostu: resztki; znakomicie spożytkowuje się je w sałatkach). Musiałam je wyłuskać, co zabrało najwięcej czasu. Potem było szybko. Wymieszałam z porwanymi liśćmi zwykłej sałaty masłowej, pomidorkami koktajlowymi, krążkami cebulki dymki i natką pietruszki.

Tę sałatę przyprawiłam olejem z pestek dyni – ma ciemny kolor i znakomity smak. Warto się w niego zaopatrzyć. Najnudniejszą sałatę zamieni w coś intrygującego. Kto chce, doda kilka kropli winnego octu, o zdecydowanym smaku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s