Święta, święta i już po

Nie znam domu, w którym po świętach, do których przygotowywano się kulinarnie, nie zostały jakieś resztki. Tylko ci, którzy nic nie szykowali, dzisiaj nie mają nic w lodówkach. Pozostałości z ryby lub mięs z rosołu, a także pieczeni czy nawet szynki, można zużyć w galaretkach. Przedstawiam dwie.

Jedna była zrobiona z resztek pieczonego drobiu na resztkach rosołu i została zestalona żelatyną (według przepisu na opakowaniu). Pamiętajmy, że kupną żelatynę robi się ze składników zwierzęcych. Dodatkiem do tej galarety były jarzyny z rosołu. Do wywaru można użyć różnych przypraw, w tym np. dać przeciśnięty czosnek.

 

Do przygotowania drugiej wykorzystano resztki gotowanej ryby (ale może być i smażona, i pieczona, byle bez sosu). Wywar rybny z kostki (zawsze przywożę takie kostki rybne z podróży, u nas – nie wiadomo dlaczego – się nie pojawiają). Tu został zestalony nie żelatyną, ale agarem, aby galaretkę mogły jeść osoby nie jadające mięsa. Po jego zastosowaniu uzyskuje się galaretkę delikatniejszą, miękką, konieczne jest jej zastudzenie i przechowywanie w lodówce. Dodatkiem do niej były warzywa z puszki: drobny groszek i kukurydza.

 

Galarety można przyrządzić w jednym większym naczyniu lub w miseczkach przeznaczonych na jedną porcję. Podaje się je albo tylko z octem lub cytryną i ewentualnie oliwą, albo z sosami majonezowymi. Majonez (także dyżurne resztki w słoiczku!) można zafarbować przecierem pomidorowym lub ketchupem i wzbogacić smakowo – tylko dla dorosłych i tolerujących alkohol – dodatkiem brandy lub whisky. Także porcyjką posiekanych świeżych ziół.

A może jakaś sałatka do tych galaret? Pewnie zostały także kupione kilka dni temu cytrusy. Oto pomysł na ich wykorzystanie z roku 1902, z warszawskiego pisma „Dobra gospodyni”. Dział kulinarny prowadziła w nim Jadwiga Izdebska, autorka jednej z popularnych wtedy książek kucharskich. Swoją drogą, ile ich było! Wszystkie znakomite. Swoje kulinarne credo – a chyba i wszystkich tych wspaniałych dam, piszących wtedy o kuchni – zawarła ona w przychylnej recenzji książki swojej wszak konkurentki (!); poczytajmy (zachowuję ortografię epoki):

Wszechstronnie wykształcona kobieta powinna posiadać różne wiadomości, a przedewszystkiem zdolność gustownego ubierania się i zdolności kulinarne. Najważniejszą kwestyą hygieny i zdrowia w ogólności jest niezaprzeczenie dobre odżywianie się. W kwestyach kulinarnych potrzebna jest specyalna umiejętność, a zwłaszcza w naszem stuleciu dobry obiad nieraz zapewnia nam szczęście rodzinne i spokojne życie. Panie powinny umieć dysponować smaczne obiady, aby swoich współbiesiadników wprowadzić w dobry humor. Z wykwintną subtelnością smakoszów powinno się zmieniać potrawy, a najzwyczajniejsze jeszcze bardziej powinny być podawane elegancko i smacznie. To też [!] dla młodych mężatek i gospodyń domu w ogóle polecić można praktyczną książką pani Marty Norkowskiej pod tytułem „Najnowsza wytworna i gospodarska kuchnia” ; zawiera ona dużo dobrych wskazówek i opisy smacznych potraw łatwo wykonalnych.

Ale wróćmy do poświątecznego przepisu na witaminową sałatkę.

 

Do takiej sałatki – jak i wyżej opisanych galaretek – możemy podać białe wino z polskiej winnicy. Testowaliśmy je, całkiem niezłe, orzeźwiające, lekkie, no i – oryginalne, bo krajowe. Oczywiście, z winogron. Gdy chcemy podać wino, decydujemy się na majonez lub sos majonezowy. Gdy podajemy wino, do potraw czy sałatek nie dodajmy octu. Wino źle się czuje także w sąsiedztwie cytryn czy grejpfrutów. A pomarańcze? Byle nie były kwaśne. Spróbujmy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s