Obiad dla kowbojów

dnia

Planowanie przyjęcia zimą skutkuje tym, co mnie spotkało dzisiaj. A właśnie zimą ustaliłyśmy z moimi przyjaciółkami (ze szkolnych lat) spotkanie z okazji moich urodzin. No cóż. Wtedy nie przewidziałam takiej pogody. Żar bucha zza okna, rolety nie powstrzymują słońca, a ja szykuję jedzenie jak z Bonanzy. Dlaczego?

W tym roku spotykając się urodzinowo, zabawiamy się w odtwarzanie starych seriali. (Kiedyś opisywałam tu moje przyjęcie w kolorze różowym; wtedy obowiązywał klucz barwy). Hasłem zimowego przyjęcia u Bożenki był Nikodem Dyzma (ach, te lata 20. i 30.), Jola zaprosiła nas na „Szpital na peryferiach” (obok doktorów, byli i pacjenci w szlafrokach), a ja stylizuję wszystko – wystrój, strój i menu – na amerykański serial o rodzinie Cartwrightów. Szkoda, że zimą nie przewidziałam takiego upału. Mogłabym wybrać serial o afrykańskim Kunta Kinte.

Jak widać na załączonej ilustracji, menu przygotowałam może nie ze szczętem kowbojskie, ale za to ambitne! Nie ma rady. Trzeba wszystko wykonać. Przy udziale Jimmy’ego Morissona i starych Zeppelinów, praca postępuje z dobrym skutkiem.

Na początek będzie awokado z sosem z lodów, na który przepis, za Alicją B. Toklas, już tu podawałam. Kto więc zapamiętał moją obietnicę sporządzenia takiej przystawki, niech wie, że obietnicę wypełniłam. Sos w postaci lodów mrozi się w zamrażalniku. Czołowym punktem menu będą mięsa. Nie wiem, czy będzie na nie apetyt. Ale może chociaż żeberka będą smakowały do schłodzonego czerwonego wina, które podamy w glinianym dzbanku. I do ostrej sałatki z czerwonej fasoli.

Deser zasługuje na szczególnie dokładne opisanie. Będzie to specjał nazywany Baked Alaska (gdzie Alaska, gdzie kowboje… to element bardzo, bardzo swobodnej stylizacji na szeroko pojętą amerykańskość). Są to lody podane na gorąco, na warstwie biszkoptu. Biszkopt skropię jakimś alkoholem. Na to dam kostkę lodów z pudełka. Pokryję je pianą z białek i szybko zapiekę. Sama jestem ciekawa, jak to wyjdzie. Może podać zapalone?

Na razie obsmażone żeberka, pieką się w niskiej temperaturze. Sos do awokado się mrozi. Sałatka fasolowa już zrobiona. Chłodzi się Ice Tea (mocna herbata, sok z pomarańczy i cytryn, nieco soku porzeczkowego), przed podaniem wrzucę listki świeżej mięty i lód. Upiekłam także coś w rodzaju ciasta. Wyszło bardzo smaczne, podaję więc przepis na:

Chlebek orzechowy



15 dag mąki

2 łyżeczki proszku do pieczenia

szczypta soli

20 dag cukru (wzięłam mniej)

5 dag stopionego masła

6 łyżek soku pomarańczowego

skórka otarta z pomarańczy

1–2 jajka

10 dag utartych orzechów

15 dag żurawin lub borówek

Składniki miesza się, jak przy wyrabianiu muffinów: sypkie z płynnymi. Na końcu dodaje się żurawiny. Piecze się 30–40 minut w 180 st. C.

Ponieważ okazało się, że nie mam żurawin, wrzuciłam w ciasto coś, co się nazywa „suszone pomidory w cukrze”. Nie zepsuło to smaku orzechowego, o który głównie w tym wypieku chodzi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s