Zupa na przyjście lata

Wczoraj podawałam przepis na przedwojenny chłodnik, ale sama ugotowałam botwinkę. W sklepie nie mogłam się oprzeć i kupiłam pęk tych liści, wyrastających z małych buraczków.

W starych książkach kucharskich jest sporo przepisów na różnego rodzaju barszcze: ukraińskie, małorosyjskie, wołyńskie. Wszystkie (o ile nie są postne) zakładają ugotowanie zupy na solidnym rosole, zwykle z wołowiny. Darujmy sobie oczywiście ten rosół. Nasz lekki barszcz z botwinki pozwala kierować się własnym smakiem, fantazją i – oczywiście – zawartością lodówki.

Najpierw nastawiłam cienko pokrajaną włoszczyznę (marchew, pietruszka, kawałek pora i selera) z oczyszczonymi buraczkami z botwinki, także pokrojonymi. Gdy wywar się gotował na małym ogniu, pokroiłam umyte i suszone liście botwinki, razem z łodyżkami, i poddusiłam je na maśle. Dorzuciłam do zupy. Zakwasiłam ją sokiem z cytryny, aby barszcz miał ładny różowy kolor (jak go straci, nie martwmy się, radę na to podam na końcu).

Wreszcie – dlaczego nie ułatwiać sobie życia – otworzyłam dwie puszki, a ich zawartość dodałam, gdy włoszczyzna już miękła. W puszkach były: ugotowana biała fasolka oraz cienka fasolka szparagowa w dwóch kolorach. Zupę posoliłam, dodałam do niej posiekanego koperku. Na końcu sporo gęstej śmietany (dla młodych kucharzy podam, że śmietanę łączymy z po trochu dodawaną do niej gorącą zupą; podobno osolenie zapobiega zwarzeniu się jej, ale najbardziej zapobiega temu cierpliwe dodawanie zupy po łyżce i staranne mieszanie). Kto lubi zupę zawiesistą, może dać do niej także łyżkę mąki, rozprowadzonej wodą (w taki sposób, jak śmietanę). Mąkę z zupą trzeba zagotować, ale ze śmietaną już nie wolno.

Wariantów tego barszczu z botwinki jest wiele. Można do niego dodać koncentrat pomidorowy, a jeszcze lepiej ze dwa pomidory podduszone w maśle i ewentualnie zmiksowane. Można razem z warzywami gotować kawałek główki kapusty: młodej lub starej albo włoskiej. Można dodać kilka ziemniaków pokrojonych w kostkę. Albo grzybków, np. pieczarek. I także różne świeże zioła albo przyprawy – polecam zielony lubczyk.

Aby uzyskać głęboki kolor, dodałam do mojego barszczu nieco koncentratu z buraków. Można także zostawić ze dwa małe buraczki i pokrojone dodać dla koloru już po zakwaszeniu zupy, na samym końcu. Niektórzy dodają do niej ocet, ale, moim zdaniem, nawet ten dobry winny lub owocowy, ma zbyt ostry smak. Kto lubi barszcz słodkawy, niech poprawi jego smak łyżeczką cukru.

Taka zupa może stanowić jedno danie, zwłaszcza gdy podamy do niej jakieś podgrzane paszteciki lub jaja gotowane na twardo, pokrojone w ćwiartki. Zamiast pasztecików może być po prostu razowy chleb. Aha, a w taki upalny dzień jak dzisiejszy, zupę podajemy ledwie ciepłą, nie wrzącą. Na stole warto postawić dzbanuszek ze śmietaną i miseczkę ze świeżym koperkiem.

A na deser lody.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s