Dorsz z roku 1947

Kolejna staroć: wychodzące od roku 1947 „Życie Częstochowy”. Przeciekawe informacje o życiu budzącym się po wojnie. Dzisiaj jak na dłoni widać to stare, przedwojenne, korzeniami sięgające wstecz i to nowe („to idzie młodość”), sięgające gałązkami do naszych czasów, tworzące specyficzną kulturę PRL-u. Całość mamy my, zakładam optymistycznie. Optymistycznie, bo nie wszystko z PRL-u było szczytem kultury. I nie wszystko sprzed wojny było godne przechowania. Nie sposób nie wspomnieć jeszcze o cezurze okupacyjnej. Ślady rozliczania się z nią tropię właśnie w tuż powojennych gazetach.

W gazecie codziennej znalazło się też miejsce na porady kulinarne. Było to czas, gdy rozpoczęto promowanie jedzenia ryb morskich, przed wojną szerzej w kraju mało znanych. Owszem, przedwojenne książki opisują dania z soli, drogich turbotów czy dorszy lub kablionów, ale nie były one powszechnie spożywane. Ryby morskie były drogie, trudne do przewożenia i przechowywania. Nie cieszyły się ponadto dobrą sławą: niektórzy reagowali wręcz fobią na ich charakterystyczny, jodowy smak. Toteż wiele przepisów rozpoczynało się od zaleceń, co zrobić, aby ryby tego posmaku pozbawić.

Z kolei w powojennej Polsce ryby rozpoczęto propagować z kilku powodów. Choćby, aby zastąpiły mięso (było na kartki, było go za mało, aby wystarczało dla wszystkich), będąc źródłem  pełnowartościowego białka. Ale także ryb było po prostu dużo więcej niż przed wojną, bo Polska zyskała szeroki dostęp do morza, możliwość stworzenia floty rybackiej i korzystania z niewyczerpanych – tak się wtedy wydawało – dóbr morskich.

A społeczeństwu wszystko, co „ nowa władza” proponowała, wydawało się podejrzane. Także symbol nowego: dorsz. Polacy do ryb mieli stosunek niechętny, delikatnie mówiąc, i dorsz pojawiający się w zakładach zbiorowego żywienia (termin z epoki), prowokował i wywoływał niechęć. Hasło Jedzcie dorsze, od razu zakończono dopowiedzeniem znanym wszystkim: …g…. gorsze.

Oczywiście to nieprawda. Dorsz jest wspaniałą rybą, dzisiaj, z powodu wyczerpania łowisk, drogą i elegancką. Jakkolwiek trzeba przyznać, że kultura kulinarna w zakresie jedzenia ryb wciąż stoi u nas na niskim poziomie. (Nowomowa w poprzednim zdaniu celowa, taki był smak epoki, w której za sprawą „Życia Częstochowy” buszuję – czyli w roku 1947).

W wycinku: dwa klasyczne przepisy z dorsza. Można śmiało podać tak rybę i dzisiaj. Może warto?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s