25. wpis

Alina Kwapisz-Kulińska – 02/03/2011 4:53

Iwaszkiewicz wraca. Dzisiaj mija 31 lat od dnia jego śmierci. Zaznał przywileju czy przekleństwa długowieczności: pożegnał wielu ukochanych, bliskich, znajomych, pożegnał epokę. Odchodził w czasie, którego raczej już nie rozumiał. Był rok 1980. Za progiem czaił się Sierpień, przedtem lipcowe strajki. Marzec w 80-tym roku był zimny, zagrypiony, ponury i gorzki.
W czasie pisania tomu „Krągły rok” (rok 1967) przeszło siedemdziesięcioletni poeta – miał przed sobą jeszcze kilkanaście lat życia – spoglądał na swój ogród i widział Marzec tak:

dużo śniegu w ogrodzie
ptaki nie wiedzą gdzie siadać
jagody
i ręce
toną w puchu

śnieg nie powinien tajać
nigdy

pod śniegiem są pochowane
szkielety podkowy rdza
pod śniegiem
jest moje słowo

zagrzebane niedobre gorzkie
jak marcowy chleb

Te „jagody”, które jak i ręce toną w puchu, to raczej nie owoce, ale policzki. Jakie śliczne przykłady na to zapomniane znaczenie podaje Linde: „Krople łez sierotek z jagodeczek ich pochop wzięły aż do nieba”. (Dominika Birkowskiego Kazania niedzielne). Albo – na odmianę wesoło – „Jagódki twe okrąglutkie, I usteczka rumieniuchne”. (Grochowskiego Stanisława wiersze). Czy z zadumą: „Gdzież ów alabastr czoła? gdzie jagód róże?” (Z „Monitora Warszawskiego”).

Tak więc policzki. Ale jagody na śniegu, w obecności ptaków, też mają sens. Mnie się kojarzą z czerwonymi jagodami jarzębiny, którą mam przed oknem. Gdy zaczęła się zimna i spadł śnieg, pięknie się od niego odcinały żywym kolorem, aż któregoś dnia nadleciało stadko sikorek-czubatek (sfotografowałam je) i wszystkie owocki wyjadły. Teraz, w marcu, na drzewie śladu po nich nie ma… Są wspomnieniem.

Jak i te inne, te wszystkie schowane metaforycznie pod śniegiem. Te dawne sprawy, osoby w pełnym ich kształcie, emocje. Już tylko jako „szkielety”. Śnieg je przykrywa warstwą, która tajać nie powinna, według nas, ale oczywiście wiemy, że się rozpuści i wyparuje. To, co spod niego się ukaże, będzie już tylko „rdzą”.

Tu kolejne wspomnienie z mojego podwórza, w okolicach warszawskiej Starówki: kilka lat temu przy okazji remontu z ziemi wychynęły zardzewiałe metalowe przedmioty: podkowa właśnie, jakiś rygiel, ogniwa łańcucha. Podobne wykopaliska pamiętam z dzieciństwa, z Powiśla, z okolic Bednarskiej, tam, obok podkowy czy jakiś elementów uprzęży, w wykopie znajdowaliśmy końskie kości i zęby. Historia pod ziemią, pod śniegiem. Nie zawsze dobrze rozumiana. Zawsze będąca cieniem życia.

Na końcu poeta pod śniegiem widzi swoje słowo. Swoją poezję. Nie pasującą do czasów. Niedobrą. Słowo „gorzkie jak marcowy chleb”. Co to ten chleb marcowy?  Dlaczego gorzki?

Chleb marcowy – z łacińskiego martius panis – do niego pochodzi podobno marcepan (marcypan). Wcale nie gorzki. Znajomy starożytnik nie wie, czym mógł być ów martius panis. Mówi, że raczej pochodzi ze średniowiecza niż ze starożytności. Może to przednówkowy chleb ze zleżałej mąki i dlatego jest „gorzki”?

Jeszcze jeden trop: „gorzki chleb wygnania”. Taki związek frazeologiczny podaje słownik St. Skorupki. Iwaszkiewicz pisał swój wiersz co najmniej rok, a raczej dwa lata przed tym, co w historii jest zapisane jako Marzec 1968. Ale w Polsce poeta tradycyjnie bywa wieszczem. Antycypował?

Powróćmy jednak do tropu: przednówek. Sięgnijmy po czarny chleb z żytniej mąki razowej. Jest mocno wytrawny w smaku, zwłaszcza, gdy pieczony w liściu chrzanu. Chrzan to roślina, kojarzona przez Żydów z goryczą tułaczki i niewoli, tradycyjnie stawiana – jako „gorzkie zioła” – na paschalnym stole, aby trudny czas przypominała. Tułaczka to całe życie, tak mógł myśleć przeszło siedemdziesięcioletni poeta. Marcowy chleb jest szczególnie gorzki, gdy wiosna nie nadchodzi. I gdy wszystko przemija, jak „niegdysiejsze śniegi”.

Dodaj komentarz