Drugi wpis

Alina Kwapisz-Kulińska – 06/01/2011 12:01

W moim „markiecie” przebierałam w stosie owoców. Podeszły do mnie dwie panie z rezerwą patrząc na pomarańczowe kule, im nieznane. Padło nieuchronne pytanie: – Co to jest? Jak smakuje?

W owoce była wetknięta tabliczka z ceną i nic nie mówiącą nazwą: sharon. Jak wyczytałam później, jest to nazwa izraelska. Znałam ten owoc jako persymonę lub kaki. Obecnie sprowadzono jego nieprzebrane ilości. I trzeba się z tego cieszyć! Kupować. Jakkolwiek obie panie zniechęciły się moją rekomendacją smakową: coś w rodzaju słodkiego pomidora. Następnym razem może wymyślę opis bardziej strawny dla rodaków, podejrzliwych dla nietypowych smaków. I powiem: bardzo smaczny, orzeźwiający, może być deserem uzupełniającym zimą witaminy, ale może być i sałatką, i dodatkiem do różnych potraw.

Mimo że dzisiaj za moim oknem blado zaświeciło słońce, daleko nam nawet do Matki Boskiej Gromnicznej, który to dzień w wielu krajach jest uważany za zapowiedź wiosny. Nie ma co kryć, mamy styczeń i dzień Trzech Króli. Świąteczny. A może podkreślić egzotykę zamorskich gości nietypowym smakiem? Pomarańczowy kolor persymony można uważać za zapowiedź mocnego słońca. I symboliczny kolor złota, jednego z „trzechkrólskich” prezentów. Warto było w kaki się zaopatrzyć. Są teraz tanie, można znaleźć sztukę za mniej niż złotówkę.

Sałatka z kaki była prosta i szybka do przyrządzenia. Po prostu pokroiłam umyte owoce (żadnej skórki nie zdejmowałam, jakkolwiek niektórzy to zalecają). Po włożeniu do salaterki pokryłam je skrojonym w kostkę koprem włoskim (natka jest szczególnie dekoracyjna, nie wyrzucajmy jej). Białoseledynowe bulwy kopru można niekiedy dostać, warto na nie polować. (Na marginesie: w cudownej budce pod Halą Mirowską są zawsze). Mają lekko orzechowy a zarazem anyżowy smak i chrupką konsystencję, gdy się je poda na surowo. (Można je podpiekać, grillować, podduszać, ale to inna jazda). Dodałam do nich jedną malutką szalotkę. Wreszcie – soczystą pomarańczę, starannie obkrojoną z białej, gorzkiej skórki, nazywanej albedo.

Wszystko polałam sosem z oliwy (zapas przywieziony latem z Sycylii przetrwa jakiś czas jeszcze) i soku z cytryny. Ocet mógłby być zbyt intensywny, chociaż, kto wie, może malinowy z własnej nastawy by wprowadził ciekawą nutę? Aha, kto nie ma kopru, niech nie rezygnuje z sałatki! Może ją posypać tylko posiekanymi szalotkami czy inną delikatną cebulką. A może przybrać perełkowymi cebulkami ze słoiczka? A może po prostu polać oliwą z cytryną lub lekkim octem i posypać grubo zmielonym, tzw. młotkowanym pieprzem? Parę kuleczek pieprzu czerwonego też sałatce nie zaszkodzi.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s