Pierwszy wpis archiwalny

Alina Kwapisz-Kulińska – 04/01/2011 12:47

W miesięczniku „emFemme”, którego wydawanie na papierze zawiesiliśmy, a który kontynuujemy w Sieci, publikowałam cykl opowieści zatytułowany „Czytaj i smakuj”. Opowiadałam o moim specyficznym aspekcie kontaktu z książkami. Otóż lubię w nich znajdować elementy kulturowe, związane z obyczajem. Szukam tropów nawiązujących do opisywanego przez autorów czasu. Tych związanych z szeroko pojętą modą, z konwenansem, czyli z tym, co się nazywa sztuką życia. Nie ma cieszenia się życiem bez kuchni. Że przywołam najsłynniejszego ze smakoszy Anthelme’a Brillat-Savarina. Jest patronem wielu rubryk kulinarnych i blogów. Nic dziwnego, skoro wypowiedział np. taką myśl: „Rozkosze stołu są przywilejem każdego wieku, każdej kondycji, każdego kraju, każdego dnia: mogą być w zgodzie z wszelką przyjemnością i one na ostatek są nam pociechą po utracie innych”. Albo tę (niejadki, nie czytać!): „Zwierzęta się wypasają; człowiek je; ale umie jeść tylko człowiek inteligentny”.

Zamierzam swoje upodobania zderzyć ze specyfiką bloga. Może spotkam dzięki niemu takich jak ja maniaków zainteresowanych nie tylko gotowaniem, ale także wiedzą o czymś więcej niż sposób na bigos czy sałatkę caprese.

Jak wyobrażam sobie mój blog? Najlepiej zobrazuje to przykład: czytam najnowszy kryminał Donny Leon o weneckim komisarzu Brunettim, ten zajada się sałatą o nieznanej u nas nazwie. Co to za sałata? Czy można ją dostać i w Polsce? Jaki ma smak? Jak ją przyprawić? Chcę to opisać, przyrządzić i zjeść. Na dowód może zamieścić zdjęcie.

Czy tylko czytam kryminały? Nie tylko. Sięgam z upodobaniem do klasyki (kto pamięta Dickensa, kto zwrócił uwagę – poza mną – co podawała „mała Dorrit”). Tropię też klimaty kulinarne w pozycjach współczesnych autorów. A czy poeci pisują o potrawach? Którzy? O jakich? A reporterzy? Co wyszukali dla nas w kuchniach dalekich krajów? Czy egzotykę można przenieść na nasze kuchenki?

Jeżeli ktoś będzie chciał pogotować ze mną, będę szczęśliwa. Podobnie będę cieszyć się każdym towarzyszem moich lektur.

Na koniec deklaracja co do metody: będzie nią improwizacja, by nie rzec brak ładu (czyli bałagan). Tak w doborze lektur, jak w metodach gotowania. Lubię jazdę bez trzymanki. Bez dokładnej receptury, bez ortodoksji, za to z wyobraźnią i dostosowaniem się do możliwości spiżarni, do okazji, do apetytu domowników i moich gości. Głównie tego na życie. Stąd tytuł bloga. Zapraszam do mojej biblioteki, kuchni i jadalni. Możemy też razem robić zakupy mniej banalne. Może i podróżować?

Tyle deklaracje, codzienność na pewno je zweryfikuje. Sama jestem ciekawa: w którą stronę.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s