Prosto, najprościej, na ciepło

Odbieramy telefon. Przyjaciele, z którymi się nie widzieliśmy kilka lat, bawiąc kilka dni, proponują spotkanie. Nie chce się nam wychodzić „na miasto”. Zapraszamy ich do siebie na małą kolacyjkę. Pogadamy od serca, nie siedząc wśród obcych ludzi. Ale co podać?! Przeszukujemy lodówkę, zamrażalnik i szafki. Z zapasów da się przyrządzić małe danka, które sprawią, że spotkanie będzie jeszcze lepiej zapamiętane. Warto mieć te zapasy!

Wyjmujemy cebulę, słoiczek anchois, oliwki. No i mamy w mądrym zapasie schłodzone ciasto francuskie lub, jeszcze lepiej, drożdżowy spód do pizzy. Potrawa z południa Francji może oczekiwać kilku szklaneczek wina. Okazuje się, że w piwniczce mamy, bardzo miłe, francuskie grenache. Do dzieła! Przygotujemy w kwadrans, no, dobrze, w pół godzinki (bez duszenia cebuli, ale wszak dusi się sama, i bez zapiekania, ale zapieka się „samo”), prowansalską tartę pissaladière. Lubię do niej używać cebuli słodkiej, ale oczywiście nie musimy być aż takimi smakoszami, by wyczuć różnicę z każdą inną. Czerwona też może być.

gotowe ciasto na pizzę lub francuskie
4 duże cebule
2 ząbki czosnku
czarne oliwki bez pestek
fileciki anchois w oliwie
kapary
świeży lub suszony tymianek lub zioła prowansalskie
oliwa
sól, pieprz, ew. szczypta cukru

Cebule obrać ze skóry, pokroić w cienkie półplasterki. Na patelnię wlać 4 łyżki oliwy, dorzucić cebule, posiekany lub roztarty czosnek i ewentualnie szczyptę cukru. Odcedzić anchois, oliwę wlać także na patelnię. Lekko posolić (oliwa z anchois jest słona), popieprzyć. Dusić aż cebula zmięknie i zacznie się rumienić (ma się zazłocić, lecz nie za mocno zbrązowieć). Potrwa to nawet trzy kwadranse; dodać tłuszcz, jeśli będzie go za mało. W tym czasie przygotować ciasto, rozłożyć na blaszce lub w pasującej formie. Pod koniec duszenia dodać kapary. Przestudzoną cebulę rozłożyć na cieście, przybrać oliwkami i filecikami anchois. Zapiekać ok. pół godziny w 180 st. C.

Jeżeli mamy w domu tapenade z oliwek (to pasta: oliwki utarte z oliwą i przyprawami) smarujemy nią wierzch ciasta przed nałożeniem cebuli. A może tapenadę zastąpić włoskim pesto? Następnym razem spróbuję.

Kolejna szybka tarta polega na półprodukcie z zamrażalnika: jest z nim mrożony szpinak, nie w liściach, lecz już zmielony. Ciasto francuskie, także gotowe, jest tylko schłodzone. Poza tym trzeba mieć mozzarellę lub burratę. Te oba sery są włoskie, wytwarzane z mleka krowiego lub bawolego. Mają delikatny śmietanowy smak i są miękkie, zwłaszcza burrata, wypełniona miękką treścią. Tym razem tartę naprawdę wstawimy w kwadrans do piekarnika.

gotowe ciasto francuskie
szpinak mrożony mielony
2–4 ząbki czosnku
burrata
oliwa
sól, pieprz z młynka


Ciasto wyłożyć do formy na tartę razem z papierem do pieczenia (jeśli jego brzegi wystają, obciąć je). Na rozgrzaną na patelni oliwę wrzucić posiekany czosnek, a po chwili mrożony szpinak. Można też wrzucić najpierw szpinak, potem czosnek przeciśnięty przez praskę. Posolić i popieprzyć. Szpinak rozmrozić mieszając. Tartę przez 10–15 minut podpiec w 180 st. C. W tym czasie szpinak wystudzić. Wyłożyć na podpieczony spód, na środku położyć burratę. Piec jeszcze z 20 minut, uważając, by za mocno nie podpiec brzegów.

Jeżeli nie mamy burraty, tylko mozzarellę, pokroić ją w plasterki i rozłożyć na szpinaku. Ja lubię do tej tarty podać schłodzone białe wino, ale jeśli ktoś poważa bardziej czerwone – proszę bardzo.

Trzecia przekąska to już prawdziwa prościzna, nawet dla adeptów poruszania się wokół kuchni. Musimy tylko mieć patelnię grillową. Jeśli mamy grilla ogrodowego lub elektrycznego, stołowego, to jeszcze lepiej.

ser halloumi
przyprawy: papryka sypka, ziarna fenkułu, zatar lub tymianek suszony
oliwa

Ser pokroić w plastry. Natrzeć przyprawami, polać oliwą, odstawić na pół godzinki. W tym czasie rozgrzać patelnię grillową lub ruszt grilla. Opiekać ser z obu stron, aż zbrązowieje, ale się nie spali.

I już, gotowy do jedzenia! Oczywiście zestaw przypraw można zmieniać. Można np. wypróbować wędzoną paprykę, mielony kumin i rozmaryn. Albo to, co mamy i lubimy.

Przed podaniem zapiekanego sera warto posiekać pomidory, ogórki, małą cebulę i dodać oliwki oraz kuleczki sera mozzarella. Sałatkę doprawić najlepszą oliwą.

A deser? Jeśli musi być deser? Ja miałam zamrożone plastry piernika, rozmroziłam je w mikrofalówce. Można wziąć każde ciasto, także podeschnięte. Dobrze mieć ser mascarpone i ew. śmietanę do ubicia…

plastry ciasta
napar kawy
amaretto (lub inny likier)
cukier ciemny
ser mascarpone
śmietana 30 lub 36%
cukier puder do kremu

Zaparzyć kawę, osłodzić do smaku ciemnym cukrem, dodać 2 łyżki amaretto. Plastry ciasta mocno nasączyć kawą. Jeżeli były bardzo suche, po nasączeniu podgrzać je przez kilka sekund w mikrofalówce lub na suchej patelni. Z mascarpone i śmietany z cukrem pudrem ubić krem. Oddzielnie podać ciasto, oddzielnie krem.

Amaretto jest likierem o smaku migdałowym. Nasączone kawą i tym smakiem ciasto zacznie nam przypominać włoskie tiramisu… Można wziąć inny likier: na przykład wiśniowy zmieni nam deser w tort z Czarnego Lasu (Szwarcwaldzki). I tiramisu i tort szwarcwaldzki będą fałszywe, ale za to ręcznie robione, a nawet własnoręcznie!


Na „historyczny przytyk” (jak w piosence Jana K. Kelusa), a raczej wtyk, wybrałam szybki przepis z „Przekroju” z roku 1984. Tak, tak, to już historia, te ziółka z Inter Fragrances (wtedy zezwolono na powstawanie firm tzw. polonijnych, ratowały rynek przed całkowitą nędzą). Gotowego ciasta wtedy w żadnym polskim nie było, zawsze się je wyrabiało samemu. Oczywiście dzisiaj to ciasto domowej roboty dla szybkości zastępujemy kupnym. Poza tym przepis sympatyczny. Z sałatką z pomidorów na końcu.

Deser bardzo prosty dawniejszy – przedwojenny. Podał przepis ilustrowany tygodnik „As” w roku 1935.

Jakieś owoce w domu chyba zawsze mamy? Zestaw można zmieniać, dodając np. brzoskwinie czy sezonowe śliwki. Orzechy włoskie (ja za nimi nie przepadam) natomiast można zastąpić pistacjami lub orzechami nerkowca.

Każdą niespodziewaną wizytę da się przejść obroną ręką. A goście na pewno będą zadowoleni z przyjęcia domowego bardziej niż z wizyty w restauracji.

Dodaj komentarz