Ryb jemy za mało, a warto je jeść choć raz w tygodniu. Szukamy tych ze zrównoważonych połowów. Cieszymy się smakiem dań z nimi i ich lekkością. Dobrze przyswajalną porcją białka, kwasami omega. Dodatkowa wartość: ryby umieszczamy w towarzystwie warzyw. Samo zdrowie!
Dwie propozycje z ryb, po które nieczęsto sięgamy. To makrela i karp. Karpie z jakiegoś powodu jadamy zwykle tylko przy okazji Wigilii. A przecież w kuchni staropolskiej były podstawą kuchni postnej. Cudzoziemcy się nimi zachwycali. Może czas do nich wrócić? Fakt, że są mniej wygodne do przyrządzania niż filety z ryb morskich, ale… raz na jakiś czas… pokuśmy się na pobawienie się i z łuskami, i z ościami. Do jedzenia warto je usunąć. To się da zrobić, choć jest odrobinę żmudne. Ale czego się nie robi dla gości! Bo zakładam, że proponowanego przez mnie dania nie będziemy jeść sami. Nie pochodzi z kuchni polskiej. To węgierska zupa rybacka (taką terminologię proponował Tadeusz Olszański, zmarły trzy lata temu znawca kuchni węgierskiej, autor cudownej książeczki „Nobel dla papryki”). Oprócz ryby składa się oczywiście z papryki. Ma być aksamitna, pikantna, cudownie czerwona.

Halászlé czyli zupa rybacka po mojemu
mały karp lub 2 filety z karpia ze skórą
2 duże cebule
2 czerwone papryki
2 dojrzałe pomidory lub kartonik pomidorów krojonych
2–4 kostki zupy rybnej lub warzywne
sól, papryka sypka łagodna i ostra

Karpia oczyścić z łusek, odciąć płetwy i ogon, rybę sfiletować, filety pokroić na porcje. Cebule i papryki obrać, pokroić. Wodą zalać okrawki z karpia lub okrawki i łeb, jeśli karp był w całości. Pogotować z kwadrans, odcedzić. W wywar włożyć cebule i papryki, zagotować, gotować 15–20 minut.

Dołożyć pokrojone pomidory bez skóry (lub ze skórą, ale potem ją zdjąć). Dodać słodką paprykę, kostki bulionowe i – ostrożnie – sól. Znowu gotować na małym ogniu z kwadrans.

Włożyć sfiletowane porcje ryby. Gotować dobre pół godziny. Wyłowić je łyżką cedzakową, po lekkim przestudzeniu pozbawić ości i pokroić na mniejsze kawałki.

Gdy porcje ryby stygną, zupę zblendować, zmiksować lub przetrzeć.

Do gładkiej zupy włożyć kawałki ryb. Zaostrzyć zupę wedle swego smaku. Podawać gorącą.
Z zupą na stół niech wjedzie pieczywo. Dobrze smakują pszenne lub wielozbożowe bagietki, ale znakomite są grzanki – dla amatorów czosnkowe. Wino może być białe, może być czerwone, co kto lubi i ma. Pierwsze schłodzone, ale i drugie w bardzo ciepły dzień lekko chłodne. Na stole można postawić ostre papryczki, może ktoś z gości wybierze wersję piekielnie ostrą.
Dla porównania bardzo prosta wersja zupę węgierskiej z tygodnika „Bluszcz” w roku 1937. Jak widać, poleca się do niej nie tylko karpia. Można tylko poczytać, ale może ktoś się skusi na przyrządzenie?

A teraz makrela. Zwykle kupujemy tę wędzoną i jemy na kolację, z pieczywem. Redaktor Jan Kalkowski w „Przekroju” w roku 1970 opisał specyfikę tej ryby i podał dwa sposoby na przyrządzenie tej wędzonej i filetów mrożonych. Oba warte powtórzenia w naszej kuchni!

A teraz mój pomysł na wykorzystanie złocistej wędzonej makreli. Weźmiemy do niej gotowe ciasto ze sklepowej półki: kruche lub francuskie. I obok makreli niewiele więcej produktów. W pół godzinki obiad lub kolacja będą gotowe.

Tarta z wędzoną makrelą po mojemu
wędzona makrela
ciasto kruche lub francuskie
szklanka śmietany
2 jajka
sól, pieprz, inne zioła np. tymianek

Z makreli usunąć skórę i ości. Mięso podzielić na kawałeczki. W śmietanie rozkłócić jajka z solą i pieprzem.

Ciasto rozłożyć w okrągłej formie na tartę razem z papierem do pieczenia (końce papieru przyciąć). Na cieście ułożyć cząstki makreli. Zalać śmietaną z jajkami, posypać ziołami.

Zapiekać w piekarniku nagrzanym do 180 st. C przez 30 minut (lub tak, jak napisano na opakowaniu ciasta). Wyjąć spod ciasta papier do pieczenia. Podawać pokrojone na kawałki jak tort.
Do tej niebywale prostej w wykonaniu tarty podałam czysty barszczyk czerwony oraz surówkę z kapusty (lubię ją łączyć ze startą marchewką i doprawiać obok pieprzu łyżką… miodu). Surówka może być każda inna, a zamiast barszczyku może być szklaneczka wina (jak wyżej). Jest to typowy „obiad naprędce”. A bardzo smaczny. A może tartę podać po węgierskiej zupie rybackiej? Nikt nam nie zabroni. Tylko na deser może nam nie wystarczyć miejsca.