Więcej warzyw (17). Cukinia i bakłażan

Zróbmy zapiekankę. Można ją przygotować wcześniej, wstawić do piekarnika po przyjściu do domu z pracy, ze spaceru czy weekendowych zakupów. Gdy się rozpakujemy, a potem będziemy się odświeżać przy ewentualnym aperitifie z chłodnego białego lub różowego wina, obiad sam się zapiecze. Taką zapiekankę można także podać gościom. Pogadajmy przy niej o „królach i kapuście”, o planach wakacyjnych, coraz bliższych, tylko, błagam, nie o polityce!

Jakie warzywa dobrać? Kojarzące się z latem. Pełne smaku. Pożywne, a zarazem zdrowe. Kupimy je dzisiaj w każdym warzywniaku. Pomyślmy przy tym, jak mamy dobrze. Pojęcie przednówku jest dla nas puste. Już nie jest to straszny dla gospodyń (i żołądków oraz organizmów) czas, gdy brakowało świeżych warzyw, a te przechowywane przez zimę się kończyły. Nasze babcie musiały się gimnastykować, żeby gotować na sto sposobów starą marchew, odwieczną kapustę, kiełkujące ziemniaki. Korzystajmy z dobrodziejstw tego, że świat stał się taki mały. Dostrzegajmy jego przyjazność i cieszmy się nią. No i – jedzmy warzywa z całego świata. Lub szklarniowe. Na przykład bakłażany i cukinie.

Są to warzywa, które kuchnia polska zna stosunkowo krótko. Bakłażany, czyli oberżyny, wprawdzie były znane już w wieku XIX, podobnie cukinie, czyli kurżety. Ale nie były popularne. Cukinie przedarły się do bardziej powszechnego spożycia w latach 70. XX wieku. Bakłażany dopiero po roku 1989.

Warzywa te w „Leksykonie sztuki kulinarnej” opisał Maciej E. Halbański. Książkę wydało zasłużone dla promowania kulinariów w PRL-u wydawnictwo „Watra” w roku 1983. Autor pewnie ją pisał i złożył do druku pod koniec lat 70. A trudny początek lat 80., zakończony stanem wojennym, wydawaniu takich pozycji nie sprzyjał, choćby ze względu na prozaiczne niedobory papieru w drukarniach. Opis bakłażana już cytowałam, dzisiaj więc – drugie z warzyw.

Cukinia

Odmiana kabaczka, Cucurbita pepo, o owocach zbieranych w fazie zawiązków, gdy komora nasienna nie jest wykształcona, a okwiat trzyma się jeszcze na wierzchołku. Owoce długości 8–20 cm, a grubości 3–5 cm, mają skórkę zieloną, której się nie obiera. Bardzo popularne warzywo we Włoszech (zucchina) i we Francji (courgette), wchodzi dopiero do naszej kuchni. Można c.[uknię] przyrządzać na surowo (mizeria), jak i smażoną , zapiekaną, duszoną.

Zauważmy, że autor pisze o młodej cukinii. Taka jest najlepsza. Można kupować i tę dojrzalszą, trochę większą i grubszą, byle unikać tej całkiem wyrośniętej. Jest niesmaczna, pełna pestek, ze sparciałym środkiem. Ponadto obecnie, obok cukinii zielonej, można znaleźć taką z żółtą skórą. Bardzo dekoracyjnie wyglądają np. szaszłyczki pieczone na grillu złożone z jednej i drugiej. Albo zapiekane, ułożone naprzemiennie w dachówkę. Ja miałam cukinię w jednym kolorze, a zresztą i tak obrałam ją ze skórki. A w zapiekance połączyłam z bakłażanem.

Cukinia zapiekana z bakłażanem po mojemu

bakłażan

2 cukinie

cebula słodka

4 szalotki

2–4 ząbki czosnku

czerwona papryczka chili

świeży rozmaryn

czerwona sól hawajska

czarny pieprz z młynka

oliwa extra vergine

Bakłażana i cukinie obrać ze skóry, pokroić w plasterki. Cebulę i szalotki w krążki. Czosnek drobno posiekać. Naczynie do zapiekania skropić oliwą, układać na niej plasterki bakłażana i cukinii, obficie skrapiając oliwą. Warzywa przekładać cebulą i szalotkami oraz posiekaną papryczką chili. Posypać czosnkiem i listkami rozmarynu, na wierzchu ułożyć kilka całych gałązek tego zioła. Posolić, posypać świeżo mielonym pieprzem. Zapiekać ok. 30 minut w 160 st. C.

Zapiekankę podajemy na gorąco. Proszę spróbować do niej dać schłodzone różowe wino (rosé) z Corbières. Pycha. Smak lata. W sam raz na spokojny wieczór we dwoje lub weekendowy relaks z przyjaciółmi.

Kto chce mocniejszych wrażeń, może warzywa pod koniec posypać startym serem. Twardym włoskim lub szwajcarskim; ale może którymś z serów pleśniowych? Będzie jeszcze pyszniej, choć kaloryczniej. Ale ja wypróbowałam jeszcze inny sposób. Otóż przed wyjęciem zapiekanki z pieca polałam ją gotowym sosem pieczarkowo-truflowym.

Wiem, wiem, to mało ambitnie. Sos powinno się ugotować samodzielnie. Oczywiście, można. Ale gdy czasu brak? Albo nie ma się wprawy w gotowaniu sosów? Albo do jego ugotowania brak składników? Może nie codziennie, ale warto mieć w lodówce torebkę z takim gotowym sosem śmietanowym. Nie jest zły. Nawiasem, takie paczkowane sosy do potraw słonych i słodkich widziałam we Francji. Cieszę się, że pojawiają się i u nas. Francja to kraj sosów. U nas są niedoceniane. A potrafią nudny codzienny obiad zamienić w danie ciekawsze. Choćby te przednówkowe warzywa.

A co o odżywianiu się o tej porze roku sądzono przed wojną, wyczytałam w warszawskiej gazecie „Nowiny Codzienne”, ukazującej się do roku 1934. Potem połączyła się z ONR-owską gazetą „ABC”.

Tekst o tym, jak być na wiosnę pięknym i zdrowym dzięki odpowiedniemu pożywieniu, podpisała pani Mada Walterowa. Znalazłam o niej troszkę informacji. Prowadziła w Warszawie zakład kosmetyczny, którego adres znajdziemy w książce telefonicznej z roku 1938:

 

Stąd pewnie jej zainteresowanie pięknym wyglądem, osiąganym także dzięki pożywieniu. Z wykształcenia była lekarką, ale, ponieważ studia ukończyła zagranicą i dyplomu nie nostryfikowała,  zajęła się dietetyką i kosmetyką. Ponieważ zamieściła tekst w gazecie radykalnych narodowców, wspomnę o jej wojennych losach. Świadczą, jak dalece polskie sprawy nie były (i nie są!) proste. Otóż podczas okupacji pani Walterowa działała w Radzie Pomocy Żydom „Żegota”, organizacji pomagającej ukrywającym się Żydom, finansowanej przez polski rząd z Londynu. Uciekinierów z getta przechowywała w swoim zakładzie kosmetycznym, wtedy przy ul. Marszałkowskiej (po zburzeniu w 1939 tego przy Brackiej). Jej wspomnienia są przechowywane w amerykańskim Muzeum Holocaustu. A piękną kartę o niej i jej mężu, kompozytorze, można wyczytać w tomie „Ten jest z ojczyzny mojej” Władysława Bartoszewskiego i Zofii Lewinówny. Uratowali z getta m. in., jako małego chłopca, sławnego potem pianistę Andrzeja Czajkowskiego. Słynne było ich mieszkanie przy ul. Kaliskiej, nigdy nie zdekonspirowane.

Wróćmy do tekstu o wiosennych kuracjach. Jego autorka posługiwała się wyjątkowo wymyślnym pseudonaukowym językiem. I obecnie także niekiedy znajdziemy go w tekstach o zdrowiu i urodzie, zwłaszcza osiąganych metodami alternatywnymi, jak to się dziś mawia. Pisownię, jak zwykle, przytaczam wiernie.

Badania naukowe problemu „odmładzania” zwróciły się ostatniemi czasy do wzorów natury, a przedewszystkiem do zagadnienia cudu wiosny, otwierającego horyzonty analogicznych możliwości odrodzenia i odmłodzenia organizmu człowieczego, zapomocą systemów przemiany materji.

Podstawy tych teoryj sięgają zamierzchłych opok starożytnej Grecji, gdzie powstał system Rytmiki Odżywiania, oparty na czterech zmianach pór roku.

Odżywianie zastosowywane teraz ściśle do naturalnego rytmu natury, wskazywanego wyraźnie płodami odmiennemu (a tem samem – działającemi odrębnie), w każdej porze roku.

OKRES WIOSNY

Okres wiosny miał zadanie oczyszczenia i odrodzenia organizmu, odnowienie i ożywienie systemu krwionośnego, odmłodzenie i pobudzenie pierwiastków twórczych, drogą, sharmonizowania [!] ogólnego stanu zdrowia, a w szczególności wzmocnienia akcji serca oraz poprawy działalności systemu przemiany materji.

Efekty te uzyskiwano z pomocą:

1) wiosennych soków z drzew, 2) wiosennych roślin. Współcześnie, osiągamy tą metodą znakomite rezultaty, używając jako napoju: 1) świeżego soku brzozowego, 2) świeżych roślin polnych w for jarzyn, sałatek, tartinek, serków ziołowych, lub też soku. Do tych celów nadają się: podbiał, młoda pokrzywa, brotawnik,  krwawnik i t. p.

DRUGI OKRES LATA

Otwierał świetlaną drogę do zenitu twórczości natury, darzącej najobficiej płodami zbóż, jagód i słonecznych (t. j. rosnących ponad ziemią) jarzyn. Przeznaczeniem tego pożywienia było wykształcenie energji potencjalnej, której wyrazem była działalność systemu pokarmowego.

TRZECI OKRES JESIENI

Odpowiadał rytmowi organów gruczołowych, na który działało dodatnio odżywianie owocami, miodem i kłączami roślin.

CZWARTY OKRES ZIMY

Zwany był Rytmem Głowy, a pożywienie zimowe musiało działać budująco na tkankę mózgową oraz ustrój kostny. A więc: produkty śluzowate, kleje, kasze, oraz jarzyny podziemne, czyli nocne, podlegające wpływowi księżyca (bogate w wapno, fosfor, krzemiany.

Symbolika tych 4-ch przejawów rytmu kosmicznego zamykała się w głębokich misteriach starożytnych, a szczątki ich przetrwały do dzisiejszych czasów w postaci niezrozumiałych już dla nas w swej głębokiej treści obrzędów, sobótek, dożynek i wiele innych. Znajomość związku przejawów fizjologicznych, organizmu człowieczego z procesem kosmicznym wszechświata, pozwalała na właściwe sharmonizowanie zdrowia, w takt naturalnego rytmu przyrody.

Pierwszym i podstawowym warunkiem zdrowia było jednak zawsze wiosenne odrodzenie organizmu, a wierne odbicie tych teoryj stanowią współczesne metody wiosennej przemiany materji, zwane popularnie „kuracjami wiosennemi”. W naszym klimacie najkorzystniejszą porą dla kuracji otwierających (wzmacniających, lub odmładzających); stanowi kwiecień i maj. Chwila, obecna zatem jest ściśle aktualna dla odrodzenia naszego organizmu, znękanego wadliwym trybem zimowego życia i odżywiania.

System wiosennej przemiany materji posiada nadto oprócz walorów zdrowotnych, wybitne znaczenie kosmetyczne, albowiem czar młodocianej, świeżej i naturalnie ożywionej cery, nie jest do pomyślenia przy zgaszonym wyrazie, mizernym wyglądzie, lub też ujemnym nastroju, jaki wywołuje nieprawidłowa [przemiana] materji, oraz wadliwa funkcja trawienia i wydzielania.

Trzeci wreszcie i najpopularniejszy atut propagandowy dla wiosennych kuracyj regeneracyjnych, stanowi korzyść finansowa. Albowiem parotygodniowy okres przemiany materji wykazuje obok wybitnej poprawy stanu zdrowia, wydatną, oszczędność .w domowym budżecie. Praktyczne Niemki wprowadziły codzienny zwyczaj osobistego zbioru dzikich roślin jadalnych na łąkach podmiejskich. Przymus ten zapewnia jeszcze korzyść zbawiennego ruchu w czystej atmosferze wiosennego poranka przed rozpoczęciom pracy zawodowej.

Trochę tylko dobrych chęci dla uzyskania indywidualnego uświadomienia: co i kiedy jadać należy? i… „za jedne 50 groszy” dziennie na wyjazd za miasto, zdobędziemy zapas zdrowia, urody, sił i energji na przeciąg długiego roku owocnej pracy.

Bardzo wymyślny tekst, prawda? Ale spod fantazyjnych fraz wyziera szczera racja: wiosną dobrze trochę zmienić sposób jedzenia. Urodę i zdrowie pomoże zachować więcej świeżych ziół, soków z warzyw i owoców oraz w ogóle – więcej warzyw!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s