Moreli czas nastał…

… prawie takimi słowami zostałam zachęcona do opisania, co też z tych owoców można i warto robić. Na teraz i na zimowe zapasy. Poproszono mnie także o przypomnienie niedawno podawanego przepisu na nalewkę ze słynnych przed wojną moreli zaleszczyckich. A ponieważ bardzo lubię spełniać prośby i być inspirowana, proszę bardzo. Przepis pochodzi z tygodnika „Bluszcz”, którego redaktor naczelną była wtedy, w latach 30. minionego wieku, Stefania Podhorska-Okołów (1884–1962), dziennikarka i pisarka. Pewną ręką prowadziła „babskie” pismo, redagowane z myślą o kobietach wykształconych, średnio zamożnych, pochodzących z kręgów inteligencji, czyli w realiach pierwszej połowy XX wieku na ogół ze zdeklasowanej szlachty. Panie chciały czytać, chodzić do teatru i kina, budować sobie postępowe poglądy, choć nie radykalne. Niektóre siedziały w domach, „przy mężu”, inne, mniej liczne, już pracowały. Pismo miało inteligentnie redagowany dział porad kulinarnych. Prowadziła go opisywana już przez mnie w blogu Elżbieta Kiewnarska (1871–1944), podpisująca się jako Pani Elżbieta.

Oto jej przepis na alkoholowe wykorzystanie moreli. Ponieważ jest bardzo stylowy i historyczny, przytoczę go w całości, jak zwykle, w pisowni oryginału:

 

Nasze, krajowe, morele zaleszczyckie, szczególniej drobniejsze, wcale się nie nadają do jedzenia na świeżo; natomiast można z nich przyrządzać świetne nalewki i likier, które, starannie zrobione, mogą do złudzenia naśladować zagraniczną „abricotinę”.

Pół gąsiora nałożyć dojrzałemi, a nawet przejrzałemi morelami. Morele przed użyciem przesmażyć i wsypać do nich połowę ich wagi cukru. Zalać wódką 45 st. aby było na dłoń wyżej ponad owoce. Szczelnie zakorkować gąsior, wystawić na działanie słońca na miesiąc lub więcej. Często potrząsnąć, aby się cukier rozpuścił. Nalewkę zlać i zbutelkować. Pozostałe w gąsiorze morele zalać gęstym syropem cukrowym, przyrządzonym jak na konfitury. Gąsior szczelnie zakorkować. Po miesiącu można morele w syropie podawać do czarnej kawy jako „pousse-café”.

Nalewkę można zakolorować odrobiną roślinnego karminu, używanego przez cukierników, a będzie wyglądała, jak abricotine’a.

Pani Elżbieta nie pisze nic o usuwaniu pestek z moreli, ale może warto to zrobić, aby nie doświadczyć działania obecnych w nich nitryli, nazywanych potocznie kwasem pruskim (uczenie cyjanowodorowym). Ja tej nalewki nie robiłam, ale wygląda ciekawie. Choć nie mamy moreli z Zaleszczyk, może ją zrobić?

Zaleszczyki opisywano przed wojną jako krainę wina i właśnie moreli. Pod koniec lat 20. bardzo modna i lansowana stawała się zaleszczycka plaża nad Dniestrem. Pismo poznańskie o oryginalnej nazwie „Wielkopolska Jlustracja” w roku 1929 Zaleszczyki nazywało Polską Riwierą i tak ją opisywało, w tekście z podtytułem „Wśród gajów morelowych Zaleszczyk”, piórem H. Świtalskiego:

„Miano ‘Polska Riviera’ przylgnęło do jaru dniestrowego, ciągnącego się od Zaleszczyk do Okopów św. Trójcy. Okolice te mają istotnie wiele cech klimatu południowego, bujną roślinność i stosunkowo niewielką ilość opadów atmosferycznych. Na pierwszy plan z pośród tamtejszych miejscowości wybijają się Zaleszczyki, wykazujące coraz większą frekwencję letników i mające dużo danych, by stać się w niedalekiej przyszłości pierwszorzędną stacją klimatyczną i miejscem uzdrowiskowem. Zaleszczyki leżą w kotlinie nad Dniestrem, który na przestrzeni kilkunastu kilometrów stanowi granice polsko-rumuńską. Ze stoku jaru, wznoszącego się tarasowato ku północy, otwiera się prześliczny widok na cały obszar Zaleszczyk, tworzący półwysep w kształcie podkowy, z trzech stron otoczony rzeką. (…) Samo miasteczko (ok. 6000 mieszkańców), tonące w ogrodach morelowych, przedstawia się z daleka malowniczo dzięki biało tynkowanym budynkom, pokrytym blachą cynkową. (…) Najlepszy w Polsce, lessowaty czarnoziem i prawie południowy klimat stanowią idealne warunki dla hodowli moreli, kawonów, melonów, winnej latorośli, papryki, tytoniów południowych, jarzyn i in. Państwowy Zakład Ogrodniczy w Zaleszczykach spełnia od szeregu lat pionierską pracę w podnoszeniu kultury ogrodniczej w rejonie Zaleszczyk. Produkcja moreli stale wzrasta i wynosi na sezon około 25 wagonów. Rok rocznie powstają w Zaleszczykach nowe plantacje moreli, winnej latorośli oraz tytoniów”.

Przedwojenny przewodnik krajoznawczy wydany w Tarnopolu w roku 1931 (oprac. Józef Schwartz) o morelach tutejszych pisał tak: „Morele hodowano w Zaleszczykach tu i ówdzie już w czasach przedrozbiorowych i nie ulega wątpliwości, że odmiana zaleszczycka pochodzi od odmiany żardel, hodowanej po dzisiejsze czasy w Kamieńcu Podolskim, gdyż Zaleszczyki ciążyły w czasach Rzeczypospolitej do Kamieńca jako siedziby województwa podolskiego. O produkcji na większą skalę jednak nikt nie myślał, albowiem morela uważana była za owoc lichy. Dopiero gdy wskutek ostrych zim na Węgrzech morele tam wymarły, a za owoce płacono w Zaleszczykach pokaźne ceny, wzmogło się zamiłowanie do tej hodowli W roku 1870 założono pierwszy wielki sad morelowy i od tego czasu produkcja stale wzrasta, tak że wywóz obecnie przewyższa 20 wagonów na sezon. Powstające rok rocznie nowe plantacje w Zaleszczykach i okolicy dają gwarancję, że w niedługim czasie pokryte będzie zapotrzebowanie całej Polski”.

To wszystko już jest historią. Jak śpiewał Bułat Okudżawa, „a wsio-taki żal”. Wróćmy do moreli. Kto unika robienia zapasów na zimę, może się skusi choć na zimny napój dla dorosłych – przyrządzony na winie. Przepis pochodzi z działu kulinarnego „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” z roku 1928. Napój jest stylowy i wcale nie archaiczny. Także dzisiaj może być ozdobą letniego wieczoru z przyjaciółmi:

 

Z wina musującego można przygotować wyśmienity napój, biorąc na szklankę wina łyżkę poziomek leśnych, 2 morele, albo jedną brzoskwinię, pokrajaną na ćwiartki. Dosypać łyżeczkę tuczonego cynamonu – dać naciągnąć zapachem przez kilka godzin, przecedzić i podawać z lodem.

Kto woli coś mocniejszego, może się ożywi i schłodzi (?), takim koktajlem z szalonych lat 20. XX wieku (cytuję wiernie):

Doskonałym jest cock tail [!] z pół szklanki wody, pół szklanki wziętych w równych częściach konjaku, araku i kirszu, łyżeczki cukru i łyżeczki wermutu, z trochą cynamonu, wanilji – kilku kropli absyntu i jednego żółtka. To wszystko zmięszać doskonale, dodawszy szklankę potłuczonego lodu.

Hm. Przynajmniej nie da się tej mieszaniny wypić za dużo. To też jakaś wartość. Jest jeszcze coś ciekawego na schłodzenie i bez alkoholu:

Bardzo oszczędnym, a mimo to orzeźwiającym napojem jest odwar z korzenia ślazowego z cytryną; pije się bardzo ochłodzony.

Kto ma w pobliżu łąkę, może poszukać ślazu. Na pewno napój będzie uznany za bardzo oryginalny i, jak to dzisiaj się klepie, ekologiczny.

A kto w ogóle napojów nie potrzebuje robić, może się skusi na moją propozycję uraczenia domowników najprostszym ciastem z owocami. To ciasto kruche. Wystarczy mieć na nie gotowy spód z ciasta kupionego w sklepie lub, ambitniej, zagnieść kruche ciasto samodzielnie. Przepisy są dostępne w Sieci. No i wystarczy mieć owoce. Różne. Ale podstawą mają być morele.

Do wykonania tego ciasta skłonił mnie nie tylko dostatek owoców, ale i bardzo ciekawy Krem chałwowo-daktylowy produkcji izraelskiej, który wypatrzyłam w „Delikatesach” przy Nowym Świecie. Nawiasem, to jeden z nielicznych już sklepów, który był tam „od zawsze”; pamiętam go z dzieciństwa. A krem, choć nie tani, jest fantastyczny!

Letnie ciasto z owocami po mojemu

gotowe ciasto kruche słodkie

morele

wiśnie i truskawki, lub inne owoce drobne

krem daktylowo-chałwowy

cukier puder do posypania gotowego ciasta

ew. bita śmietana

Ciasto rozłożyć na papierze do pieczenia tak, aby miało nieco wyższy brzeg. Nakłuć je widelcem i opiec przez kwadrans, aż przestanie być surowe.

 

Posmarować wierzch kremem, na nim ułożyć owoce przekrojem do spodu. Zapiec przez 10 minut. Zachować temperaturę piekarnika podaną na opakowaniu ciasta. Tuż przed podaniem posypać owoce cukrem pudrem. Na stole obok ciasta postawić miseczkę z ubitą śmietaną.

 

Zamiast kremu można wziąć dżem morelowy lub jakiś gotowy krem z orzechów. Wdzięczność domowników i gości w każdym wariancie zapewniona. A i my możemy poprawić sobie humor konsumując ciasto z podwieczorkową herbatą. Ciepłe jest genialne, ale potem i zimne dojada się bez przykrości; jeśli zostanie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s