Dla koneserów i kinomanów

Wreszcie miałam po co iść do kina. Film jaki lubię. Solidne kino. Chociaż z początku mnie odrzuciło nadana mu nazwa gatunkowa: melodramat. Czy nadana słusznie? No, właściwie może… Zresztą, akurat to nieważne. Co ważne. Gra jeden z bardziej cenionych przez mnie aktorów – Geoffrey Rush, jest świetny reżyser – Giuseppe Tornatore (np. „Cinema Paradiso”), są znakomite zdjęcia Fabia Zamariona, budujące klimat filmu – z jednej strony przesłodzony (jednak melodramat!), z drugiej – pełen tajemnicy wręcz sztandarowej. Daje się na niego koncertowo nabrać główny bohater filmu, a czy my się damy nabrać? To chyba tylko od nas zależy.

No i jest temat nie byle jaki: sztuka, jakakolwiek by ona była. Doskonałość malowania – obracamy się wokół obrazów i to tych najcenniejszych, sprzedawanych na aukcjach za miliardy (przyjemnie popatrzyć!) – i fałszowania. Gra w nierzeczywistość, tę tworzoną przez dzieła sztuki oraz przez złudną grę długo tłumionych uczuć i w rzeczywistość – handlu dziełami sztuki, machlojek dokonywanych przez podstawionego przyjaciela (Donald Sutherland, dawno nie widziany, w dobrej formie) oraz sprytnego i cynicznego wykorzystania fobii i snobizmu głównego bohatera. A także jego naiwności w dziedzinie sztuki miłości. Do późnego wieku ograniczał ją do zbieranych przez siebie portretów. Kupowanych nieuczciwie. Czy więc można się dziwić, że i związek z kobietą prawdziwą okaże się fałszerstwem? Więcej nie piszę, bo może ktoś zechce obejrzeć kino znakomicie zbudowane, i mieszczące się w granicach swojego gatunku, i poza nie wykraczające. Zauważą to ci, którzy zechcą. Pozostałych film może rozczarować. Jeżeli grę uczuć uznają za banalną, niech chociaż podziwiają urodę obrazu.

A co z kulinariami? Są! Są! Jak każdy prawdziwy snob, bogaty znawca sztuki, mistrz aukcji odtwarzany przez Geoffreya Rusha, jada w najlepszych restauracjach najlepsze potrawy popijając najlepszymi winami. Warto zwrócić uwagę na biel obrusów, błysk szkła, dostojeństwo kelnerów i potrawy, podane w duchu klasycznej już cuisine nouveau.

 

Te przystawki… piękne małe danka na eleganckiej porcelanie, które się dziobie, a nie pożera jak byle hamburgera. Wysmakowane ciasto z wieku XVII przyniesione bohaterowi przez szefa sali w dniu urodzin. Czy przypadkiem jest, że bohater, już jako człowiek po przejściach, kończy za stolikiem klimatycznej restauracyjki w Pradze czeskiej? (Jeżeli czegoś żałowałam, to że nie wybrano Krakowa lub Torunia…). Nie wiemy, co w niej zamówi do jedzenia. Może knedliki i piwo? Wtedy bym uznała, że wraca do życia, a nauka nie poszła w las. Niestety, film się kończy, zanim kelner nadejdzie po zamówienie.

Nic więc mi nie pozostało, jak skorzystać z inspiracji z tej części filmu, która pokazuje dostatnie i spokojne, by nie rzec nudne życie dystyngowanego i majętnego znawcy sztuki, żyjącego z prowadzenia aukcji dla ludzi tak bogatych, że nawet nie ma co się zastanawiać nad stanem ich kont. Zanurzyłam się, na cześć konesera, w świat eleganckich przystawek. Wybrałam pasującą do sezonu. Jest efektowna i zarazem bardzo prosta do przygotowania.

Jak ją nazwać? W książeczce, z której ją zaczerpnęłam, ma nazwę: Cheescake à la tomate et au chèvre frais. Ja nazwę ją:

 

Pomidor z kozim twarożkiem na ciasteczku
dla 6 osób

opakowanie krakersów

10 dag masła

łyżeczka do kawy papryki sypkiej

3 pomidory

30 dag twarożku koziego (fromage de chèvre frais)

4 gałązki bazylii

łyżeczka do kawy ziół prowansalskich (d’herbes de Provence)

2 łyżki oliwy

sól, pieprz

Krakersy utrzeć z masłem, papryką i ew. solą. Małe foremki wyłożyć folią lub papierem do pieczenia, na spodzie wyłożyć w nich masę z krakersów tak, aby miała lekko podwyższone boki. Schłodzić w lodówce.

Piekarnik rozgrzać do 240 st. C. Na blaszce wyłożonej papierem kuchennym rozłożyć półcentymetrowe plasterki pomidorów. Przyprawić je solą, pieprzem i ziołami prowansalskimi. Piec 10–15 minut. Po wyjęciu je schłodzić i delikatnie obrać ze skórki.

Bazylię posiekać, wymieszać z kozim twarożkiem i oliwą. Na ciasteczku z krakersów ułożyć warstwowo pomidory i twarożek z ziołami. Mają być trzy plasterki pomidora przełożone dwiema warstwami twarożku. Wierzch przystawki przybrać ziołami lub drobną sałatą.

 

Tej sałaty nie umieściłam wśród składników przystawki. To mesclun, mieszanina drobnolistkowych sałat prowansalskich (sałata, cykoria, trybula – klasycznie, dzisiaj także rukola, szpinak, mniszek lekarski, roszponka itd., itp.). Garstką takich listków można przybrać wierzch przystawki. I podać ją obok danka. Ponadto można do ciasteczka pomidorowo-serowego podać czysty sos z czerwonej papryki (coulis). A trunek? Wybrałam eleganckie chablis. Tylko ceremonii w podaniu przystawki było u nas mniej. Nie dziubaliśmy jej widelcem, tylko po prostu zjedliśmy. Smakowała!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s