Błyskawicznie po włosku

dnia

Nie udawajmy, że zawsze gotujemy wszystko sami, że codziennie jemy trzydaniowe obiady  całkowicie przez nas przygotowane, że nie kupujemy żadnych gotowych dań czy choćby półproduktów. Są przecież całe dania do dogrzewania. Mrożone lub chłodzone. Można zamawiać obiady do domu. Albo kupować gotowe, tylko do odgrzewania, dania tzw. garmażeryjne (należy do nich pieczony kurczak, ale i różne kotlety, bigosy, kluski z dodatkami), polskie pierogi (amatorzy na pewno mają swoją ulubioną markę), surówki i sałatki. Są i szybkie do przygotowania makarony z różnymi sosami. Ostatnio jest nawet pasta fresca, czyli makaron świeży, a nie suszony. Ten świeży jest ponadto zwykle jajeczny. Dobrze mieć takich „pomocników kucharza” i zaplanować ich wykorzystanie na ten dzień tygodnia, który mamy najbardziej wypełniony obowiązkami. Warunek: przechowywanie tych półproduktów zgodnie z zasadami opisanymi na opakowaniu i dotrzymywanie terminu przydatności do spożycia.

Wyznam, że kocham właśnie włoskie makarony. W tym – małe pierożki. Te suszone, i te z ciasta świeżego. Mają najrozmaitsze kształty. Są malutkie kwadraciki ravioli, nadziewane często ricottą ze szpinakiem albo grzybami. Są tortellini, np. z mięsem lub szynką, w kształcie naszych uszek; frywolni Włosi twierdzą, że inspiracją do nich był pępek Wenus lub żony szefa kucharza, który je wymyślił. Te pierożki są także oferowane jako pasta secca. Są jeszcze mniejsze i większe kapelusiki capeletti, istnieją panzarotti z okolic Piacenzy, orecchiette alla pugliese (kapelusiki), agnolotti z Piemontu i wiele, wiele innych. Podobno samych rodzajów tortellini jest ze sto. Ich odmianą są większe tortelloni – także w różnych kolorach. Wszystkie bowiem makarony można barwić. Szpinakiem na zielono, koncentratem pomidorowym, chili, a nawet burakami na czerwono i wywarem z sepii na czarno, a z szafranu – na żółto.

Kupiłam świeże tortelloni. Są większe od tortellini, choć wciąż mniejsze od naszych pierogów. Jedne były ze szpinakiem i ricottą, drugie – z suszonymi pomidorami i mozzarellą. Oba bardzo smaczne. Takie pierożki można podawać z włoskim sosem pesto (jest obecnie wiele ich rodzajów, od różnych wytwórców, warto sobie upatrzyć ulubiony). Albo którymś z sosów pomidorowych. Oczywiście, najlepiej sos zrobić samodzielnie. Ale, nie czarujmy, nie zawsze na to jest czas i ochota. A może jeszcze prościej, bez sosu?

Tortelloni z ricottą i szpinakiem doprawiłam intensywnym w smaku brązowo-zielonym olejem z pestek dyni. Wymieszałam z liśćmi szałwii. Posypałam papryką chili z młynka. Tortelloni z mozzarellą i pomidorami suszonymi doprawiłam łagodnym olejem z prażonych orzechów włoskich. Dodałam do niego tylko małe pomidorki, przekrojone na pół, oraz liście bazylii. Na oba rodzaje pierożków poszedł starty ser włoski; był to grana padano, ale może być i inny. To wszystko. Przygotowanie tego obiadu trwa z siedem minut, no, dziesięć, ze starciem sera, obmyciem i osuszeniem ziół, przygotowaniem talerzy itd. Domowy sommelier ma czas, aby dobrać wino, otworzyć je i postawić na stole kieliszki. Na przykład Nero d’Avola. Albo jakieś inne. Najlepiej także z Italii.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s