Kasza a odchudzanie

Jak wiadomo, kasze są wysokokaloryczne. Zimą to bogactwo kaloriiw naszym klimacie się przydaje. Aby się dobrze czuć na mrozie i mieć siły do brnięcia przez śnieg lub błoto pośniegowe, trzeba dostarczyć organizmowi nieco dodatkowego paliwa. Oczywiście, nie oznacza to, że trzeba się objadać nieprzytomnie. Golonka z ziemniakami i kapustą z grochem to nie ta droga. Ale może właśnie kasza? I to w postaci sałatki, a więc zmieszana z warzywami lub owocami, których ilość można regulować? A gdyby ta kaszą był burgul?

Burgul gruby, a więc o dużych ziarnach, ma 479 kcal, dużo. Ale korzystny wskaźnik glikemiczny. Sporo błonnika zawsze dobrze wpływającego na trawienie (przy trzymaniu wagi to bardzo ważne!). Nieco białka. Moja propozycja na obiad dość kaloryczny, ale zarazem lekki, wygląda tak:

Sałatka zielonożółta z burgulem

burgul gruby

pomidory suszone

papryka żółta

papryczka chili zielona

cebula czosnkowa

natka lub świeże zioła (dałam szałwię, może być mięta)

oliwa lub olej spod pomidorów

Burgul ugotować wedle przepisu. Ostudzić mieszając co jakiś czas. Warzywa pokroić w drobną kosteczkę. Pomidory w paski. Zioła porwać na drobne kawałki (można użyć samych listków, ale ja daję i łodygi). Wymieszać warzywa z kaszą, a następnie z oliwą lub olejem.

To wszystko. Gdy kaszę mamy wcześniej ugotowaną (np. z obiadu sprzed dnia, dwóch, oczywiście trzymaną w lodówce), przygotowanie sałatki trwa pięć minut. Nie podaję proporcji, zależą od ilości burgulu oraz od naszych upodobań (czy liczymy węglowodany, czy nie? Patrz niżej). Do sałatki można wkroić świeży ogórek lub/i pomidory, wtedy będzie przypominała sałatkę najczęściej przyrządzaną u nas z drobnego kuskusu: tabuleh.

Gdy chcemy bardziej się nasycić, możemy do niej podać stylowe pieczywo, chlebki pita. Jest ich coraz większy wybór (w niektórych sklepach z pieczywem, ale głównie w hipermarketach), są coraz smaczniejsze.

A na koniec coś dla niestrudzenie się odchudzających. Informacja z roku 1962 z tygodnika „Przekrój”. Jak zwykle, trzymał rękę na pulsie różnych nowinek pojawiających się „na Zachodzie”. Dzięki „P” obywatele PRL-u, żyjąc w zaścianku (jak był ciasny, uzmysłowił rok 1989), czuli się mieszkańcami świata. Także w dziedzinie odchudzania, które monitorował przekrojowy Kamyczek, czyli red. Janina Ipohorska:

 

Od wielu tygodni na liście amerykańskich bestsellerów znajduje się książka dietetyka dr Hermana Tallera „Kalorie się nie liczą”. Podtytuł brzmi: „Niezwykłe lecz prawdziwe – żeby być szczupłym trzeba jeść dużo tłuszczów”. Książka, doskonale napisana i skonstruowana niczym powieść kryminalna, odsłania na końcu sekret diety. Nie różni się ona wiele od klasycznych diet odchudzających – tyle, że Taller kładzie szczególny nacisk na unikanie węglowodanów a pozwala jeść stosunkowo dużo tłuszczów, które przy braku węglowodanów w jadłospisie spalają się w organizmie szybko i nie tuczą.

Co stanowi jednak największą sensację dla Amerykanów, przyzwyczajonych od dawna do precyzyjnego wyliczania wartości kalorycznej każdej potrawy i rachowania, czy mieści się ona w przepisanej na dzień kwocie – to fakt, że dieta Tallera obywa się bez tych rachunków!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s