Jeden z klasyków barmana

Wśród koktajli jest kilka znanych nawet tym, którzy alkoholu nie piją i koktajli w życiu nie mieszali. Na pewno należy do nich gin and tonic. Klasyka barów. Występował w milionach powieści, często kryminalnych, w tysiącach filmów.

Wystarczy mieć gin, tonik i cytrynę, zamrozić wodę na lód.

W mojej biblioteczce kulinarnej mam dwa dzieła wydane w latach 70. XX wieku, traktujące o charakterystyce i podawaniu napojów alkoholowych. Jedno już tu kiedyś wymieniałam, to „Poradnik barmana” Jerzego Barańskiego i Jerzego Snitki. Znajdziemy w nim recepty wielu koktajli. Klasycznych i kompletnie nieznanych, chyba sporządzanych i nazwanych tylko przez autorów. Są podzielone według rodzaju podstawowego w nich alkoholu. Mają niekiedy bardzo fantazyjne nazwy. Na przykład wśród tych z ginu występują takie: Biały Słoń, Dyrektorski Fotel, Dama z Łasiczką, Bałwanek Śniegowy czy poetycka Muszla Perłowa. Ciekawa jestem, czy dzisiaj znalazłby się barman, który by podał koktajl o którejś z wymienionych nazw? Może tak, nie jestem bywalczynią barów.

W przedmowie do poradnika, pisanej charakterystycznym językiem PRL-u (zawsze mnie wzrusza, zwłaszcza jego ślady spotykane współcześnie), spotykamy wyjaśnienie: „Wszystkie przepisy zawarte w Poradniku zostały opracowane przy wykorzystaniu surowców dostępnych aktualnie na rynku krajowym, choć uczyniliśmy pewien wyjątek dla kilkunastu cocktaili o sławie międzynarodowej, wymieniając oryginalne składniki wchodzące w ich skład. Biorąc pod uwagę wzrastające z roku na rok tempo wymiany handlowej z zagranicą sądzimy, że składniki te będą już wkrótce importowane do Polski”. Ponieważ pozycja ta ukazała się w roku 1978, nadzieje autorów okazały się płonne. Dewizy na wymianę handlową już się kończyły. Za dwa, trzy lata na półkach sklepów miało stać coraz mniej, aż się ostał tylko ocet.

Druga pozycja alkoholowa, wydana także w roku 1978, ma tytuł: „Od abboccato do żubrówki”. Jest leksykonem trunków. Autor to mgr inż. Jan Cieślak. Edytor: Wydawnictwa Naukowo-Techniczne, pewnie dlatego ów pozór naukowości w postaci tytułu naukowego autora. Jak on deklaruje: „Cel książki jest znacznie skromniejszy [niż podanie pełne wiedzy] – podanie Czytelnikom podstawowych wiadomości o napojach krajowych i zagranicznych, w szczególności o podstawowych typach wódek gatunkowych, win markowych, miodów pitnych, piwa”.

 Dalej wymienia, co się „ukazuje na półkach sklepowych” i w czym warto się rozeznać; to „coraz więcej francuskich koniaków, radzieckich winiaków (brandy), kubańskich rumów, szkockiej whisky itp. oraz wiele win  stołowych i deserowych, wermutów i win musujących, importowanych z różnych krajów”. A oto passus, jak z któregoś z filmów Barei: „W ostatnich latach na rynku krajowym obserwuje się coraz większą podaż dobrych, importowanych win gronowych oraz coraz większe ich spożycie, co jest wyrazem wzrastającej kultury spożycia naszego społeczeństwa”. Nie mogłam sobie darować, aby tego nie przytoczyć. Dzisiaj jednak tak by już nikt nie napisał! Może kultury w nas jeszcze więcej.

Och, te produkty z importu – ślady uwielbienia dla tych dóbr pozostały do dziś u niektórych Polaków starszego pokolenia. I może dlatego teraz znajdziemy ich na sklepowych półkach więcej niż wyrobów krajowych. Co zresztą w działach alkoholowych mnie nie martwi. Podobnie się cieszę z makaronów, egzotycznych owoców i warzyw, specyficznych serów i wędlin. Ale krajowych słodyczy – gdzie dawny smak czekolady Wedla… – produktów nabiałowych, niektórych wędlin, gatunków owoców trochę szkoda. Wymarły. Tyle że z kolei pod wpływem importu poprawiła się jakość pozostałych, na przykład masła, mleka, innych wędlin.

Ale wróćmy do alkoholu. I do naszego trunku z jałowca. Do goryczy toniku (co daje mu chinina), pasuje jak najbardziej. Jak podać koktajl klasyczny z ginu? Oto co radzi „Poradnik barmana” w tej kwestii:

Gin and Tonic

90 ml Gordons Dry Gin

180 ml Tonic Water

plasterek cytryny

Podawać w wysokiej szklance cocktailowej

Do szklanki wlać gin, włożyć 2–3 kostki lodu i uzupełnić oziębionym tonikiem. Dekorować plasterkiem cytryny.

Wśród gatunków ginu można dziś wybrać ten, który nam zasmakuje. Także toniki są różnych firm, o różnym stopniu goryczki. A cytrynę można zastąpić limonką, jak to my uczyniliśmy.

Dopowiem jeszcze tylko, że gin był podobno ulubionym trunkiem matki miłościwie panującej Elżbiety II, ulubionej przez poddanych Her Majesty Queen Elizabeth The Queen Mother. Jak kiedyś usłyszałam, wypijała codziennie jego szklaneczkę, może właśnie w wersji z tonikiem? A zmarła w roku 2002, w wieku 102 lat. To daje do myślenia.

Dodaj komentarz