Powstanie musiało jeść

1 sierpnia 1944 roku Warszawa przeżywała chwile radości, triumfu i nadziei, ale także bezprzykładnej grozy. W bramach, na balkonach, na rękawach można było powiesić biało-czerwone barwy. Ale przez dni sierpniowe i wrześniowe bramy, balkony, tak ozdobione domy, ulice i ludzie stopniowo ginęli. Ludzi chowano na skwerkach i podwórkach, domy zamieniały się w ruiny.

Między ruinami żyli ludzie. Mieszkali w piwnicach, kopali studnie, gotowali na naprędce kleconych kuchniach. Co jedli? Z rzadka można znaleźć na ten temat informacje. Zachowały się na przykład w powstańczej prasie. Mówią wiele o tym, przez co przechodziła ludność Warszawy. W tych warunkach kuzynka mojej mamy – mieszkała z rodzicami, a był to stryj mojej mamy, przy ul Długiej – urodziła w piwnicy dziecko. Jeden z jej braci zginął. Krewni mojego ojca, mieszkający przy ul. Piwnej, po prostu nigdy się nie odnaleźli, zniknęli z powierzchni ziemi. Trudno to sobie wszystko wyobrazić. Postarajmy się. Będąc w Warszawie, przystańmy o godzinie 17, gdy zaczną wyć syreny. Będąc poza Warszawą, pomyślmy przez chwilę o losie mieszkańców miasta, które 1 sierpnia zaczęło ginąć, zginęło całkowicie, a potem miało się odrodzić, jakże inne od przedwojennego, przedpowstaniowego.

Ślad tego pozostał w gazetkach, nie wszystkie były drukowane, niektóre po prostu wystukiwano na maszynie. „Nowiny Żoliborskie” przekazały nam, jak i czym się żywiono. Notka pochodzi już z 3 września. Tekst tradycyjnie podaję w oryginalnej pisowni i interpunkcji. Czytając go, należy pamiętać, że działała cenzura, nie o wszystkim chciano i można był pisać, aby nie podkopywać morale powstańców i ludności:

– A jak jest w ogóle z żywnością w W-wie?

– Nie najgorzej. Ludzie mają jeszcze sporo własnych zapasów, a komu już brak, temu przychodzi z pomocą dawny delegat aprowizacyjny, który korzysta z magazynów miejskich. Miasto zgromadziło zawczasu dużo żywności i w różnych punktach – dlatego teraz jest z tem łatwiej. Prócz tego istnieje nowa organizacja p.n. „Samopomoc Społeczna”, która uruchomiła własne kuchnie. Dużo też daje wojsko cywilnej ludności ze swoich zapasów. Po chleb trzeba chodzić do piekarń, które są czynne w różnych punktach. Jeśli Niemcy łudzą się, że wezmą St. Miasto głodem, to się grubo mylą.

– Jakże więc żyje W-wa? Jak wygląda wasz dzień?

– Warszawa cała żyje pod ziemią, w piwnicach, zamienionych na domy noclegowe. Na ogół wytrzymują one ataki lotnicze, szrapneli i granatów i nie było wypadku, aby jakaś piwnica zawaliła się – dlatego też ludziska przebywają tam prawie przez całe 24 godziny na dobę. Śpi się na łózkach i otomanach, poznoszonych z mieszkań, albo na ziemi zasłanej materacami. O szóstej rano wyprasza się wszystkich gości do bramy i dyżurni zamiatają piwnicę, wietrzą, czyszczą muszle wodociągowe i i.p. Inni trzepią pościel na podwórku – naturalnie o ile nie przeszkodzą temu bomby, lub inne pociski. Potem, zaczyna się gotowanie na kuchenkach, postawionych wewnątrz piwnic, z których rury przerzucono przez mur, albo na kuchenkach zbudowanych na gruzach, czasami też korzysta się z kuchen parterowych. Gospodarka jest indywidualna, albo wspólna i wówczas po dwie panie kolejno gotują dla wszystkich. Mięso mieliśmy tylko w puszkach konserwowych. Posiłki trzy razy dziennie: rano czarna kawa, na obiad jakieś danie – pamiątka po Hitlerze „ein Topfgericht”, wieczorem znów kawa, lub jakaś kasza.

A oto znamienne rozporządzenia z dni Powstania:

Władze OPL ogłaszają, że psy i koty bezwarunkowo nie mogą być wpuszczane do schronów i piwnic nawet na rękach. Osoby przekraczające to zarządzenie zostaną wydalone ze schronów.

Komunikat Starosty Żoliborskiego. Apeluję do ludności jeszcze raz o jaknajbardziej oszczędne zużywanie wody. Woda tak z wodociągów, jak ze studzien jest obecnie niebezpieczna dla zdrowia. Należy pić tylko po przegotowaniu. Przy czerpaniu wody przestrzegać ściśle porządku zarządzeń OPL. Zdrowie to największy skarb. Zachować jak największą czystość.

I apel:

Pismo „Kobieta na Barykadzie” opisało, czego się oczekuje od kobiet w tekście pt. „Gospody dla żołnierzy muszą działać sprawnie i wyglądać miło”; trochę w poetyce przedwojennych pism dla „pięknych pań”:

Dzielne Peżetki zorganizowały już ponad 10 Gospód Żołnierskich. Gospodom potrzebne są talerze,
kubki, łyżki, łyżeczki itp. Peżetki dbają bardzo o estetyczny wygląd swych Gospód. Przyda im się wszystko, co może uczynić Gospodę miłym miejscem wypoczynkowym strudzonego żołnierza. Poszukajmy w naszych szafach i komodach: znajdziemy niejedną rzecz zbędną dla nas, a mogącą przydać się organizatorkom. Uczmy się ofiarności, idźmy za głosem serca! To głos zawsze nieomylny.

Pomoc Żołnierzom (dziewczyny nazywano Peżetkami) było służbą zorganizowaną już w roku 1942, z myślą głównie o paniach. Miały szyć, gotować, i, jak widzimy, umilać żołnierzom walkę. Przynajmniej w założeniach. Bo w rzeczywistości dziewczyny walczyły, opiekowały się rannymi, były łączniczkami poruszającymi się na linii ognia. Chociaż, oczywiście, także zajmowały się aprowizacją i gotowaniem. A to było tak ważne, jak walka!

Tymczasem w historii zapisała się tylko walka. Żołnierski czyn. Za plecami żołnierzy tętniło dziwne życie. „Kurier Stołeczny” z 6 sierpnia 1944 przynosił taki z kolei apel:

Z tego samego pisma pochodzi zabawny obrazek o tytule: Kartofle

Niedawno „tygrys” miał ochotę na jabłka rosnące przy Kopernika. Teraz ogródki działkowe położone między liniami frontu są przedmiotem pożądliwości Niemców.

W jednym z oddziałów walczących, późną godziną wieczorną rozdzwoniły się telefony. Alarm!!! Niemcy podchodzą. Po chwili strzelanina na całego. W nocy trudno, jest ustalić siłę nieprzyjaciela i kierunek posuwania się, ale mimo to, po kilkunastu minutach ogniowego starcia okazało się, że wygłodniali Niemcy usiłowali przekraść się po – ziemniaki.

Potem były kolejne dni chwały i grozy. Aż do października. 2 października, czyli w dniu kapitulacji Powstania, podano w oficjalnym komunikacie, że przekraczanie frontu [przez ludność cywilną] ma się odbywać przy ostatnich w kierunku zachodnim polskich placówkach na ulicach: Śniadeckich, Piusa, Al. Sikorskiego, Pańskiej i Grzybowskiej. Jak było? Wychodzący mogą ze sobą zabrać rzeczy osobiste i żywność, przyczym [ortografia przedwojenna] muszą się liczyć z trudnościami drogi pieszej. Kto doszedł, tego czekał obóz w Pruszkowie. I jego dzień powszedni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s