Gdy mamy ochotę na mięso…

…kupujemy najładniejszy kawałek wołowiny. Będzie miał swoją cenę, ale my będziemy mieć pewność, że nic z niego nie odrzucimy w przygotowaniu, że zjemy bez marnotrawstwa, że będzie wartościowy pokarmowo. Dietetycy przestrzegają przed jedzeniem tzw. czerwonego mięsa, ale raz na jakiś czas można sobie na nie pozwolić. Wołowina jest mięsem chudym, przynajmniej ta, po którą ja często sięgam: polędwica, rostbef, antrykot (ten wprawdzie jest nieco tłustszy, ale i tak mniej kaloryczny niż np. mięso wieprzowe).

A oto jaki przepis na fajne mięsko podawało wielkopolskie pismo skrzętnych pań domu „Dobra Gospodyni” w roku 1902:

 

Ukrajać dość duże plastry z polędwicy lub krzyżówki, uformować nożem, nie rozbijając ich wałkiem, i posoliwszy zaraz kłaść  na rozpalone mocno masło; po chwili odwrócić, zrumienić z drugiej strony i zasunąwszy fajerkę, smażyć wolniej przez trzy minuty. Mieć przygotowaną w glinianej rynce łyżkę młodego masła, które roztopić, postawiwszy w rynce na rondelku z gotującą się wodą, żeby było mocno gorące, lecz nie smażone. W masło to wsypać łyżeczkę  siekanej natki zielonej od pietruszki, żeby się razem z masłem przemacerowała, a gdy befsztyki będą usmażone, położyć je na talerzu rozgrzanym w piecyku, osączywszy z masła, w którem się smażyły, i polać każdą sztukę befsztyku łyżeczką masła z rynki, którego łyżka starczy do trzech, zacisnąć sokiem cytrynowym i wydać zaraz na stół, obłożywszy kartoflami gotowanemi, krajanemi w plasterki i polanemi takiemże masłem topione m z pietruszką i sokiem cytrynowym.

Współczesny befsztyk czy stek jest skromniejszy. Ten mój najpierw zamarynowałam (co najmniej pół godziny przed smażeniem) w pieprzu i oliwie z roztartymi liśćmi laurowymi; przywiozłam taką gotową ich mieszankę z Włoch, ale można utrzeć w moździerzu. Oczywiście, zioła można wziąć, jakie mamy czy lubimy (rozmaryn, szałwia, kumin lub cayenne czy chili, ale może być np. po prostu czosnek). Przyprawy razem z oliwą warto wetrzeć w mięso.

Potem takie steki wrzucamy na bardzo, bardzo mocno rozgrzaną patelnię grillową. Przyznam, że nie umiem podać, ile czasu smażę steki z każdej strony (3-4-5 minut?), to zależy od ich grubości. Nie mogą się na pewno spalić. I już. Oczywiście, kto chce, może położyć na każdym kawałeczek świeżego masła, najlepiej ładnie uformowany krążek masła z cytryną i świeżą zieleniną, uformowany w zgrabny krążek i potrzymany w zamrażalniku. Ale to chyba na obiad bardzo odświętny. Na co dzień, choćby z racji unikania tłuszczu, wystarczy oliwa użyta do marynowania. Obok steków można położyć warzywa lub owoce, np.  paprykę, połówki pomidrów, banany lub ananasa. Ja eksperymentalnie  usmażyłam natarte oliwą cykorie. Smakowały (i wyglądały) bardzo dobrze.

Dodatki? Frytki czy inne ziemniaki albo/i ładnie uformowana kupka ryżu z zielonym groszkiem. Oraz na pewno jakaś surówka. Wino czerwone zaś – dowolnie. Ja do tego mięsnego szaleństwa podałam dwa gotowe sosy: chutney z limonki na słodko oraz klasyczny angielski sos miętowy. Polecam także różne sosy z Indii. Znakomicie grają ze stekami lub befsztykami. Sosy postawiłam na stole w słoiczkach, może to nie szczyt elegancji, ale w codziennym obiedzie nie  przeszkadzało:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s