Nie masz czasu na przygotowanie obiadu? Upiecz rybę. Niech to będzie dorsz, taki kupiony w filetach, już bez skóry. Gdy wykroisz chwilę na wyjęcie ości – będzie go przyjemniej i bezpieczniej jeść. A przyrządza się naprawdę prosto, po prostu – sam się piecze.
Układamy filety w wysmarowanym oliwą naczyniu żaroodpornym. Solimy. Nacieramy jakąś przyprawą, ja wybrałam wędzoną paprykę. Gorąco polecam ten oddech Meksyku (puszeczkę z nią widać na zdjęciu), ma intrygujący posmak dymu, jest pikantna w sam raz, podkreśla naturalny smak mięsa czy ryby. Przyprawionego tak dorsza skrapiamy sokiem z cytryny lub limonki i obkładamy pokrojoną cebulą. Miałam czerwoną, ale i zwykłą, białą. Na końcu dałam liście świeżej kolendry. I – w chwili natchnienia – migdały, w dodatku niewyłuskane, po prostu w ich brązowych skórkach. Dorsza, skropionego oliwą z wierzchu, wstawiłam do piekarnika. Piekł się tak z 20 minut w temperaturze 180 st. Potem włączyłam na 5 minut górny opiekacz i ryba opiekała się 5 minut.

W tym czasie można: obrać i wstawić ziemniaki lub ugotować ryż i przygotować sałatę. Albo pokroić chleb i otworzyć butelkę schłodzonego wina. Albo nakryć do stołu i przygotować deser: na przykład obrać i pokroić owoce na sałatkę.
Czas, zaoszczędzony na szykowaniu obiadu, poświęcamy na myślenie o świątecznych mazurkach. Zdążymy jeszcze ususzyć chleb, który jest intrygującym jednym ze składników. Może na naszej liście zakupów znajdą się dalsze produkty na poniżej wklejone dwie propozycje z „Przekroju”? Pochodzą roku 1971:
