Ryba po swojemu

dnia

Nie mamy czasu. Gnamy jak małe samochodziki. Nie zważając na Dzień Kobiet, a może z jego okazji, chcemy jednak zjeść coś miłego. Lekkiego. Może podanego przy świecach, z szampanem, winem musującym lub zwykłym wytrawnym „białasem”?

Ale nie mamy czasu na zakupy, głowy do szukania albo wymyślania obiadu czy kolacji, wreszcie – chęci do stania przy tzw. garach. Przednówek objawia się bólem głowy, pleców, kolana (itd., niepotrzebne skreślić). Sięgnijmy do zamrażalnika, wyjmijmy trzymane tam na czarną godzinę (choć za oknami słońce na maksa, ale u nas czarno) mrożone filety. Ja miałam kostki mintaja.

Włóżmy rybę do rondelka, dajmy łyżeczkę masła lub nieco oliwy czy oleju, lekko skropmy wodą lub winem, które podamy do posiłku, obłóżmy kilkoma plasterkami cytryny lub/i pomarańczy, posypmy ciekawymi przyprawami, jeżeli je mamy. Płynu nie może być za dużo, bo z mrożonej ryby i tak wydzieli się woda. I już. Duśmy filety ok. 15 minut.

Z nich i soku z cytrusów powstanie biały sos; tak ścina się białko z ryby. Możemy więc filet podać sam i sos oddzielnie, w sosjerce, albo na talerzu podlany tym esencjonalnym sosem. Kto ma kupione przezornie mleczko kokosowe, może dodać go do rondelka. Uduszona w nim ryba będzie miała smak nieco tajski.

A jakich przypraw użyć? Ponieważ cytrusy są bogate w smak i kwaskowe, użyłam trzech przypraw, które by nieco ten kwasek przytłumiły, a podkreśliły naturalny aromat owoców. Jednocześnie chciałam, aby przyprawy dekorowały to, co na talerzu, czyli dość byle jaki z wyglądu, przyznajmy, filet. Wybrałam: rozmaryn, pieprz czerwony, anyż gwiazdkowy. Ponieważ dodałam 2 plastry cytryny marynowanej w soli (patrz któryś wpis wcześniejszy), ryby już nie soliłam.

Po 15–20 minutach filet jest gotowy, wyjmujemy go i dekorujemy odrobiną świeżego rozmarynu, ziarenkami czerwonego pieprzu i gwiazdką anyżu. Bagietkę lub ciabattę do potrawy warto lekko podgrzać (można po przekrojeniu nasmarować zmiażdżonym czosnkiem i skropić oliwą). Sałata z oliwą i cytryną uzupełni danie o zdrową surowiznę. Odchudzamy się? To świetnie, filet tak podany jest nisko kaloryczny. Możemy go zejść bez pieczywa albo ugotować do niego garsteczkę
ryżu.

Nieco o przyprawach: anyż gwiazdkowy to inaczej badian. Pochodzi z Chin i tam, oraz na Półwyspie Malajskim, jest uprawiany. Ma zastosowanie właśnie w kuchni chińskiej i w innych dalekowschodnich. Potrawy pięknie aromatyzuje ośmioramienny owoc tego niewielkiego, wiecznie zielonego drzewka. Jego zapach przypomina nasz anyżek. Dlatego – jeżeli anyżku gwiazdkowego nie dostaniemy, a mamy ochotę przyrządzić coś z kuchni chińskiej – możemy użyć naszego anyżku, czyli biedrzeńca. Choć właściwie badian jest od anyżku nieco ostrzejszy, nieco pieprzowy, i niektórzy znawcy kuchni bardzo się oburzą na te zamianę. Ale czy musimy ich wtedy zapraszać?

Z kolei pieprz czerwony (czy raczej różowy, nie mylmy go z ostrą przyprawą cayenne) tak naprawdę z pieprzem ma niewiele wspólnego (kształt i nazwę). Są to owocki drzewa pochodzącego z Ameryki Południowej (Schinus molle). Skąd znalazły się w Indiach? Jakiś sekret globalizacji. W smaku są raczej korzenne niż pikantne. Na pewno ogromnie dekoracyjne. Uwaga: można je podawać nawet do deserów (lody, sorbety, sałatki owocowe irp.). Spróbujmy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s