99. wpis

Alina Kwapisz-Kulińska – 13/08/2011 12:49

Wypatrzyłam film sprzed lat, który lubię. Otóż kanał Kultura TVP przypomni w poniedziałek, w porze obiadowej, bardzo sympatyczny obraz z roku 1964  – „Parasolki z Cherbourga”. To rola Catherine Denevue, która była początkiem wielkiej kariery. To film niezwykle oryginalny, muzyczny tak dalece, że wszystkie kwestie są śpiewane, jak w operze. Tak więc już z tego widać, że nie jest to film dla każdego. Nie oszukujmy się: jest dla znawców gatunku. Więc szczególnych. I jeszcze jedno ograniczenie – dla znawców, pod warunkiem że są dziewczynkami. Chłopaki powiedzą, że to kit, nudziarstwo, strata czasu. (A i niektóre dziewczynki podzielą tę opinię). No cóż…

Może znajdziemy przyjaciółkę, która dzieli z nami gust i bardzo lubi estetykę lat 60. Wtedy możemy się umówić z  nią za jakiś czas także na „Panienki z Rochefort”, jako dopełnienie. Jacques Demy nakręcił je po trzech latach, także z Catherine D. i jej tragicznie zmarłą siostrą (wypadek samochodowy) Francoise Dorleac. To też film muzyczny.

Moja przyjaciółka po obejrzeniu „Parasolek…” znalazła w nich coś świeżego i niepowtarzalnego. Bardzo się ucieszyłam, bo samo szaleństwo kolorów niektórych odstręcza. Ale dla mnie jest niepowtarzalnym zjawiskiem. Oprócz znakomitej muzyki Michela Legranda (motyw muzyczny z filmu zna chyba każdy, nawet gdy nie wie, skąd!) – cały cukierkowy styl słodkich lat 60., tych sprzed ery mini, hippie, ostrego rocka. Także w modzie; warto zwrócić uwagę na fryzury, sukienki, wnętrza i styl życia niebogatej francuskiej prowincji z tamtych lat.

Nie będę oczywiście streszczała opowiedzianej śpiewem historii pewnej smutnej miłości. Czy taka smutna? Czy, jak życie, po prostu wzbogacająca nas dzięki nieoczekiwanym rozstrzygnięciom losu. To już każda dziewczynka sama musi sobie dopowiedzieć. I przymierzyć obraz do ścieżki swojego życia.

A gdybyśmy chciały ugościć przyjaciółkę francuskim obiadem, może zaproponujemy jej mule? O ile w ogóle jada owoce morza. Załóżmy, że tak. Najprościej będzie kupić mule zamrożone (choć oczywiście świeże, w muszlach, będą znacznie lepsze!). Podsmażmy w maśle (lub oliwie) szalotkę, wrzućmy mule, podlejmy białym winem, i – zaraz będą gotowe. Przyprawiamy je do smaku, czym chcemy. Można do szalotki dać czosnek lub wrzucić jakieś zioła. Pieprz każdego koloru, najlepiej świeżo zmielony. Szczypta soli morskiej – proszę bardzo. Ostra chili – jeśli lubimy… Do tego ja podałam szpinak w liściach szybko podsmażony na patelni. Ale może być sałata, świeże ogórki, pomidory. I bagietka z dobrej piekarni. Kto ma taką w pobliżu domu, ten wygrany.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s