49. wpis

Alina Kwapisz-Kulińska – 26/04/2011 10:41

Po świętach, prawie każdych, pozostają nam jakieś zimne mięsa. Na przykład kawałki pieczeni lub pieczony czy gotowany drób. Co z tym robić? Można zemleć, zagnieść na pulpety z bułką tartą, surowym jajkiem i posiekaną zieleniną. Pulpety ugotować w wodzie. Podać z sosem.

Mnie pozostał schab. Miałam jego kawałek spory, wystarczył na śniadanie na zimno i na obiad na ciepło, i jeszcze został. Schab ugotowałam w bardzo niezwykły sposób, zareklamowany mi przez przyjaciółkę. Oto on: z 2,5 l wody z przyprawami gotuje się wywar i studzi. Te przyprawy to: 2 liście laurowe, 3 ziarna ziela angielskiego, 1 łyżka majeranku, 1/3 szkl. soli, 1 łyżka pieprzu mielonego, 1 łyżka cukru, 4 ząbki czosnku oraz… 2 łyżki majonezu. Ponieważ wszystko robię po swojemu, dałam mniej soli, więcej czosnku i ziela angielskiego. Gdy wywar się zagotuje, trzeba go odstawić i wystudzić. Wieczorem wkłada się do niego kawałek ładnego schabu (w przepisie: 2 kg, mój był mniejszy), zagotowuje i gotuje 5–8 minut. Zostawia się pod przykryciem na noc. Następnego dnia operację gotowania się powtarza. Wystudzony schab zawija się w folię i przechowuje w lodówce. Naprawdę jest świetny! Biały, soczysty, pełen smaku, zarazem delikatny. Daje się cieniutko kroić.

Tak pokrojony, był składnikiem śniadania wielkanocnego, a następnego dnia, z sosem chrzanowym został podany na obiad. Sos chrzanowy można zrobić już po świętach, gdy zostanie mięso, tak jak napisałam na początku. Pulpety lub po prostu pokrajane kawałki czy  plasterków wystarczy włożyć do sosu i podgrzać. Można zapiec lub zagrzać w mikrofalówce.

Sos chrzanowy: zasmaża się masło z mąką na sos (np. łyżkę masła z kawałeczkiem masła wielkości włoskiego orzecha, można podwoić porcję, można dodać nieco masła, gdyby mąka była zbyt sucha). Zasmażka nie powinna być rumiana. Po zasmażeniu (mieszamy), odstawiamy ją z palnika, nieco studzimy. Po chwili rozprowadzamy mlekiem (szklanka-dwie). Musi postać poza źródłem  ciepła, aby z mlekiem nie powstały grudki. Mieszamy sos energicznie, najlepiej trzepaczką rózgową. Przyprawiamy sokiem z cytryny, skórką startą z cytryny (sparzonej!), chrzanem (ilość wedle smaku), cukrem i solą do smaku. Dokładnych proporcji nie podaję, po prostu sos trzeba próbować. Także ilość mleka dopasowujemy do pożądanej gęstości, choć oczywiście gęsty da się rozrzedzić, ale za rzadki słabo się zagęści (jakkolwiek, odstawiony zawsze nieco zgęstnieje). I już. Dobrze robi także dodatek jakiejś zieleniny, np. zwykłej natki. Ostatnio cenię jej smak.

Aha, sos można też rozrzedzać rosołem (bez mleka lub z jego połową). Do chwili dodania chrzanu jest to sos tzw. biały, klasyczny. Łyknie różne dodatki: zioła, szczypiorek, musztardę, koperek, biały pieprz, podduszone pieczarki czy inne grzyby, ketchup i odrobinę alkoholu (whisky lub brandy) itd., itp. Eksperymentujmy. Bez dodatków ten sos to słynny Béchamel sauce, idealny do zapiekanek; z dodatkiem startego żółtego sera nazywa się już Mornay. Ważna zaleta sosu: dzieciaki go uwielbiają. Skoro zajadała go moja ukochana wnusia-niejadek, Agatka, to znaczy, że naprawdę COŚ w nim jest!

Dodaj komentarz