Nie wstydźmy się resztek

dnia

W dawnych domach oszczędność byłą cnotą, a jednym z jej przejawów było niemarnowanie niczego, w tym jedzenia. Zasadę tę stosowano na co dzień, ale zwłaszcza od święta, a raczej po świętach. Wtedy reszek zostawało najwięcej i nie można było ich przejeść, przy tym pamiętajmy, że nie było wtedy lodówek i zamrażarek. Ale i po codziennych obiadach pozostawały resztki. Pomysłów na ich spożytkowanie w całkiem nowych potrawach było dużo. I było to cnotą, a nie powodem do wstydu.

Dzisiaj do tych nawyków – o ile się je wyniosło z rodzinnego domu – podchodzimy jeszcze inaczej. Zero waste – tę filozofię pochwalałyby nasze prababki. Jak najmniej odpadów – żyjemy zgodnie z ekologią, ale i naszą własną historią. We krwi mamy spożytkowywanie resztek. Uczmy dzieci i wnuki tej zdrowej filozofii. Oczywiście, produkty nie mogą czekać na spożytkowanie tygodniami, nawet w lodówce. Wykorzystujemy je po jednym, a co najwyżej dwóch czy trzech dniach (te najbardziej trwałe).

Proponuję dzisiaj dwie potrawy z resztek. Jedną codzienna, prostą, by nie rzec prostacką. Druga będzie bardziej wymyślna, nawet wręcz do pewnego stopnia odświętna. Tą pierwszą są zapiekane z kapustą łazanki. Gotuję je zawsze wtedy, gdy na prośbę pewnego smakosza kupuję główkę kapusty, aby z niej przyrządzić gołąbki. Gołąbki zawijam z tych większych liści, te najmniejsze pozostają. Trzeba je posiekać i zapiec z łazankami. Takie łazanki moja Mama zagniatała sama, z domowego ciasta, wysuszonego i pokrojonego w zgrabne kwadraciki. Ja kupuję łazanki w sklepie, gotowe. No, chyba że po wyrabianiu pierogów pozostanie kawałek ciasta. Rozwałkowany cieniutko, obsuszony, też kroję i po całkowitym wysuszeniu trzymam w zakręconym słoju. Ciasta pozostałego po pierogach nigdy nie wyrzucam!

Aha, a łazanki z kapustą są potrawą tanią. Składa się na nią niewiele niewymyślnych składników. W dodatku ugotuje ją nawet antytalent kulinarny.

Łazanki z kapustą po mojemu

kawałek główki kapusty
cebula
łazanki
smalec gęsi, masło lub olej
sól, czarny pieprz


Kapustę pokroić w wąskie paski. Obgotować je we wrzącej wodzie przez 5–10 minut, odcedzić.

Na patelni rozpuścić tłuszcz, zeszklić z nim pokrojoną drobno cebulę, dołożyć kapustę, wymieszać, doprawić solą i pieprzem, dusić pod przykryciem aż zmięknie (20–30 min.). Dolewać wody, gdyby kapusta była zbyt sucha. Dodać też łyżkę tłuszczu, nie może go być za mało.

W tym czasie ugotować w osolonej wodzie łazanki, w czasie podanym na opakowaniu. Odcedzić. Wrzucić je do żaroodpornego naczynia wysmarowanego tłuszczem. Gotową, a więc miękką kapustę dodać do łazanek, dokładnie wymieszać. Na wierzchu rozłożyć kilka kawałków masła, posypać pieprzem. Zapiekać pod przykryciem w 160 st. C przez 20–30 minut.

Kto lubi, może kapustę poddusić z pokrojonym w kostkę boczkiem. Niektórzy do zapiekania dodają nawet podsmażone plasterki kiełbasy. Ale i bez niej jest to smaczna, solidna potrawa na domowy zimowy obiad.

Bardzo podobnie radził przyrządzić łazanki czytelnik rubryki „Jedno danie” w „Przekroju” w smutnym roku 1980.

Także bez wędlin, ale wtedy głównie dlatego, że tak trudno było je kupić. Dzisiaj ograniczamy ich jedzenie z powodów zdrowotnych lub ideologicznych.

Wymyślniejszy pomysł na spożytkowanie resztek, tym razem ciasta, zapowiadałam wyżej. Jako danko oryginalne, można je podać nawet gościom jako ciepły wstęp do kolacyjki. Takie zeschnięte ciasto niekiedy zalega nam po świętach czy weekendzie. Co z niego zrobić? Do jedzenia za suche!

Grzanki z suchego ciasta drożdżowego po mojemu

zeschnięte ciasto drożdżowe
mleko, ew. z jajkiem
olej do smażenia
ser pleśniowy
kremowy ocet balsamiczny (owocowy)

Ciasto pokroić w kromki. Zamoczyć je w mleku (można w nim roztrzepać jajko). Na patelni mocno rozgrzać olej. Smażyć w nim grzanki z obu stron. Powinny się zrumienić, ale nie spalić.

Po przewróceniu na drugą stronę na każdej grzance ułożyć kawałek sera.

Patelnię na chwilę przykryć, aby ser się lekko roztopił. Podawać od razu, na talerzu na każdą grzankę wycisnąć kleks balsamico.

Grzanki podajmy od razu, powinny być gorące.

To drobne danko jest wariantem zapiekanek przyrządzanych przez nasze prababcie po świętach, zwłaszcza wielkanocnych, gdy pozostawały całe góry bab czy placków drożdżowych. Podawano je wówczas na podawane po obiedzie solidne desery, a właściwie całe na ogół słodkie dania, nazywane leguminami. Przepis na jedną z nich zmieścił tygodnik „As” w roku 1936.

LEGOMINA Z CZERSTWEJ STRUCLI.

Resztki stru­cli pokrajać w cienkie plastry (…) i ułożyć na wysmarowanej masłem głębszej patelni. 2–3 jaja rozkłócić w szklance mleka i płynem tym zalać struclę. Po godzinie, kiedy już mleko wsiąknie w ciasto, rozpuścić 5 dkg masła, polać niem legominę i wstawić do gorącego pieca na pół go­dziny. Od czasu do czasu należy ciasto łopateczką rozrywać i odwracać.  Wreszcie posypuje się legominę garstką rodzynków i cukrem z cynamonem, skrapia winem lub rumem i wstawia jeszcze na 10 minut do pieca. Legominę podaje się gorącą na sucho lub z szodonem [rodzaj słodkiego sosu].

Piękny to pomysł, jak z ciasta zeschniętego przyrządzić drugie, świeże. Nie wstyd go podać nawet gościom, prawda?

W dawnej prasie po świętach pojawiały się całe rubryki porad, co zrobić z tym całym dobrem, które pozostało niezjedzone. Widać, że we krwi mamy to świąteczne kupowanie i przyrządzanie jedzenia w nadmiarze. Dobrze więc, że były pomysły, jak niczego nie wyrzucić, nie zmarnować, jak wszystko podać jeszcze raz. Smacznie i zdrowo.

Garść takich porad podał na przykład lwowski „Świat Kobiecy” w roku 1929. Przytaczam te dotyczące ciast.

ZUŻYTKOWANIE RESZTEK PO ŚWIĘTACH.

Jakkolwiek nie sprawia się już tak sutych świąt jak przed wojną [pierwszą!], zawsze pozostają resztki. Czerstwe ciasta różnego rodzaju, byle bez konfitur i mas maślanych, suszy się w rurze [czyli w piekarniku]. Utłuczone w moździerzu albo utarte na maszynce przydają się znakomicie do legumin, do podsypania pod owoce na plackach owocowych, do tortów zamiast mąki i t. p. Taką mączkę należy przechowywać w suchem miejscu, najlepiej w słojach. Mączkę z tłustych ciast trzeba prędzej użyć, jak z suchych, gdyż zczasem [!] nabiera gorzkiego smaku.

A ten sam „Przekrój” z nieszczęsnego (kto przeżył, wie, o czy mówię!) roku 1980 potraktował temat szerzej. Podał potrawy z suchego pieczywa, nie tylko ze słodkiego ciasta, ale także z chleba. Pożyteczne i dzisiaj!

Nie wstydźmy się podawania resztek. Przeciwnie – chwalmy się tym. Uczmy dzieci nie tylko tego, aby niczego nie zostawiały na talerzach – argumenty ekologiczne trafiają nawet do tych najmłodszych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s