Kurczak sobotnio-niedzielny. Plus warzywa

Kury lub wiosną i latem młode kurczaki, kiedyś, przed laty, chętnie były podawane podczas obiadów niedzielnych. A więc rodzinnych. W tygodniu, z powodu rozmaitych zajęć, cała rodzina nie zawsze miała okazję się spotkać przy stole. Niedziela była tym dniem, gdy było to możliwe. Czy dzisiaj zachowujemy ten obyczaj?

Obiady niedzielne były siłą rzeczy bardziej odświętne od tych codziennych. Drób znakomicie się nadawał do takiej mini-celebry. Ponadto były czasy, gdy łatwiej było można dostać kurczaka (niestety, w mieście takiego z masowej hodowli…) niż mięso. A taki obiad jednak mięsem u nas stał. Nawet w czasach bezmięsnych, czyli epoce wojny, a potem PRL-u.

Większy kurczak podany na stole obdzieli kilka osób, zwłaszcza ten z nadzieniem. Jest zwykle lubiany (choć znam osoby, które drobiu nie jadają, a inne mięso owszem, ale to wyjątki). Mało tłusty. Uważany za mięso zdrowe, nawet przy kłopotach trawiennych. Najbardziej strawny jest oczywiście gotowany. Ale chyba najbardziej lubianym jest ten upieczony. A jak upiec, by był soczysty i delikatny? Polecam pieczenie w folii. Są specjalne rękawy z folii do pieczenia, ale jest i poczciwa folia aluminiowa, zastępująca dawny pergamin. Taki kurczak nie wyschnie. Zadbajmy też, aby był dobrze przyprawiony. Na przykład ziołami.

Kurczak pieczony w folii po mojemu

kurczak
szałwia świeża
peperoncino lub suszone chili
1/2 cytryny
sól, czarny pieprz
oliwa
ew. świeże masło

Kurczaka obmyć, osuszyć, odciąć cały grzbiet (odłożyć do innej potrawy). Natrzeć pokruszoną papryczką peperoncino lub chili, solą i pieprzem oraz oliwą. Obłożyć gałązkami szałwii. Skropić sokiem z połówki cytryny. Zawinąć w folię razem z cytryną. Piec godzinę w 180 st. C.

Folię odwinąć. Kurczaka obłożyć świeżym masłem. Zawinąć ponownie, dopiec 15–20 minut (zależnie od wagi kurczaka).

Gdy chcemy mieć chrupiącą skórkę, folię otworzyć, kurczaka trzymać pod opiekaczem 5 minut, aż skórka się zarumieni. Podawać po 5–10 minutach.

Podając upieczonego kurczaka zdejmujemy z niego opieczone liście, nakładamy kilka świeżych. Kto skóry nie lubi (kalorie, kalorie!), niech ją usunie, odsłoni się mięso białe i mięciutkie. Ale lepiej zrobić to już przy stole, aby kurczak nie wystygł.

Co podajmy do pieczonego kurczaka? Najbardziej tradycyjnie: ugotowane ziemniaki z koperkiem i sałatę lub mizerię ze śmietaną. Ale może taka tradycja już się nam znudziła? Do mojego kurczaka podałam paprykę i ugotowaną kiszoną kapustę. Zestaw bardziej pod jesień, która krok po kroczku jednak nadchodzi. Paprykę opiekłam i usunęłam z niej skórę. Miąższ pokroiłam w paski, skropiłam oliwą, a część posiekanym czosnkiem (dlatego część, bo nie każdy czosnek lubi). Przyprawiłam czarną solą hawajską i czarnym pieprzem z młynka. Można też dodać świeże zioła.

Kapustę ugotowałam bardziej oryginalnie niż z zwykle. Podlewając winem, dodając oliwki. Nadałam jej stylu śródziemnomorskiego, ale takiego z przymrużeniem oka.

Kapusta kiszona z oliwkami po mojemu

kapusta kiszona
2 liście laurowe
czarny pieprz w ziarnach
białe wino wytrawne
czarne oliwki bez pestek
rozmaryn
tymianek

Kapustę zalać winem, dołożyć liście laurowe, suszony rozmaryn i kilka ziarenek pieprzu. Gotować 20 minut. Dołożyć oliwki i gałązki świeżego tymianku. Po 10 minutach sprawdzić, czy smaki się połączyły. Wyjąc tymianek, posypać świeżym rozmarynem. Podawać na gorąco.

Jak widać, smaku przydały obiadowi zioła: rozmaryn, liście laurowe, tymianek. Ale i zestaw warzywny: papryka, czosnek i oliwki. To trochę smak odchodzących wakacji. Mijającego lata.

A może kurczaka zechcemy upiec nieco inaczej, z farszem? Obdzielimy nim ze dwie osoby więcej. Proszę bardzo, podaję bardzo sympatyczny przepis z tygodnika kobiecego „Bluszcz” z roku 1936. Takiego kurczaka także można zwinąć w folię. Uwaga: przepis zakłada, że mamy malutkie młode kurczęta; takie podawano po jednym na osobę. Raczej ich nie kupimy nigdzie w mieście, nawet na bazarze. Z powodzeniem można je zastąpić jednym kurczakiem, większym.

Ciekawostkowo uzupełnię dzisiejszy wpis wiedzą na temat dwóch składników, użytych przez mnie w podanych przepisach, ale wiedzą z przeszłości dalszej i bliższej. Oto, co o papryce wiedziano w roku 1938, i tu źródłem jest „Bluszcz”.

A ile wiedziano o oliwkach w bliższym nam roku 1969?

Tą porcją wiedzy z czytelnikami podzielił się „Przekrój”. Może trudno w to uwierzyć ludziom młodym, ale – jak przyznaje redaktor pisma – oliwek w naszym kraju raczej nie znano, bo… ich w sklepach nie było. Upaństwowiony handel uznawał je za niepotrzebne Polakom. Znali je tylko szczęśliwcy, którym władza wydała paszport i sprzedała cenne dewizy na wyjazd na Zachód. Oby te czasy arbitralnych decyzji, gdy państwo wie lepiej, nie wróciły. Oby pozostały za nami, a nie były przed nami. Jeszcze to zależy od nas.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s