Po tajsku, no, prawie

Gdy latem miała mnie odwiedzić moja kochana wnuczka, chciałam przygotować obiad szybki (by wystarczyło czasu na shopping, który miałyśmy w planach) i oryginalny. Kuchnie azjatyckie Agata lubi, a w lodówce wypatrzyłam pastę do sporządzenia słynnego tajskiego dania z makaronu – Phad Thai (pisane też Pad Thai). Czemu jej nie użyć? Może to mało ambitne i lepiej by było przyprawy sporządzić własnoręcznie, ale – jako się rzekło – czasu za dużo nie było. Jeszcze jedno: składnikiem tego dania powinny być krewetki. Ale ich nie miałam. Znalazł się natomiast świeży tuńczyk, pokrojony już w kostkę. Tak powstało phad thai nieortodoksyjne, w wersji może takiej bardziej nadwiślańskiej, ale – i to najważniejsze – makaron nam smakował.

O tym daniu krótką informację znalazłam w „Łatwej kuchni tajskiej” napisanej przez Kena Homa ( w tłum. Anny Gren):

Phad Thai to jedna z najpopularniejszych potraw w Tajlandii, podawana zarówno w domach, jak i w niezliczonych stoiskach z jedzeniem na ulicy. Danie łączy w sobie charakterystyczne smaku tajskiej kuchni: słodki, kwaśny i pikantny. Makaron należy przybrać tuż przed podaniem.

Czy moja potrawa zachowała trochę ducha tajskiego? Proszę sprawdzić, bo wprowadziłam kilka swoich trików. Np. wprowadziłam seler naciowy, którego chrupkość i smak uwielbiam. A warzyw nigdy za dużo.

Phad Thai po mojemu

makaron szeroki ryżowy
cebula dymka ze szczypiorem
1–2 gałązki selera naciowego
tofu
świeży tuńczyk pokrojony w kostkę
2 jajka
gotowa pasta do sporządzenia phad thai
olej roślinny
do podania: ćwiartki cytryny

Sporządzić makaron tak jak napisano na opakowaniu (zwykle wystarczy gorącą zalać wodą lub gotować bardzo krótko). Na szerokiej patelni rozgrzać lekko olej, wrzucić cebulkę pokrojoną w kostkę lub półplasterki i podobnie pokrojony seler naciowy. Smażyć mieszając przez 1–2 min. Dorzucić kostki tuńczyka.

Od razu gdy tuńczyk straci surowość (nie powinien się przesmażyć), dołożyć kostki tofu. Smażyć przez kolejną minutę lub dwie. Dołożyć pastę do phad thai w proporcji wskazanej na opakowaniu, rozprowadzić ją na patelni, wbić jajka, wymieszać.

Do zawartości patelni dodać makaron, smażyć jeszcze ze dwie minuty (aż potrawa się zagrzeje). Danie podać na gorąco, posypane świeżo skrojonym szczypiorem z dymki i ćwiartkami cytryny (można je podać oddzielnie, na talerzyku).

I tyle, prawie w kilka minut. Byle mieć wszystkie składniki. Do makaronu można dodać pokrojone chili – przyda mu ostrości i wesołych akcentów kolorystycznych. A kto chce mieć prawdziwiej po tajsku, niech tuńczyka zastąpi krewetkami.

No i co? Pozostaje skonsultować ze znawcami wschodnich kuchni, czy moja wersja jest bardzo nadwiślańska, czy zachowała ducha tajskiego.

W wieku XIX Tajlandię – jako Sjam (Syjam) – poznano nad Wisłą za sprawą wizyty pewnego tajskiego władcy. Relację znalazłam w „Kurierze Warszawskim”. A działo się to w roku 1897. Egzotyczny władca przybył raczej do Rosji niż Polski. Przyjmował go książę Bagaration-Imeretyński, czyli ówczesny namiestnik cara w Warszawie. Niestety, przy udziale licznego grona arystokratów polskich, łaknących carskich zaszczytów. Takiej okazji, jak zobaczenie na własne oczy egzotycznego króla, mało kto był w stanie sobie odpuścić. Gość zamieszkał w Pałacu w Łazienkach i tam był przyjmowany posiłkami, w gazecie szczegółowo opisanymi. Jak widać, w menu silono się na potrawy egzotyczne, bardziej jednak tureckie niż z Dalekiego Wschodu (kajmak z pierwszego menu, a w drugim menu comber barani po turecku). Czy gościowi posiłki smakowały? Nic o tym nie wiadomo.

[…] Król Somdecz-Phra-Paramindr-Maila-Chulalongkorn, mężczyzna 44-letni,średniego wzrostu, dość barczysty, z głową i twarzą typu wybitnie południowo azjatyckiego, o cerze oliwkowej, kruczych kędzierzawych, krótkich włosach, bardzo nikłym czarnym wąsiku, drobnej ręce, wsuniętej w białą rękawiczkę, małej nodze, obutej w lakierowany czarny but i z maleńkiemi ostrogami, nosi mundur wcięty biały z czarnemi aksamitnemi wyłogami u szyi i mankietów, naszytemi bogato złotemi liśćmi i kłosa, zapięty na złote guziki i suto złotemi akselbantami szamerowany; spodnie czarne z szerokim galonem złotym na lampasie, oraz hełm biały, z takimże obfitym pióropuszem formy angielskiej, z dwoma daszkami z przodu i z tyłu, ze złocistym herbem sjamskim na froncie, podbity zieloną materją. Bystre czarne oczy ożywiają twarz Króla, w uśmiechu przyjemną. Pod orderami, zasłaniającemi pierś Króla, widniała szeroka szarfa błękitna. […]

Wysiadłszy w pałacu łazienkowskim przy głównym podjeździe, Król i książęta udali się do swoich apartamentów na pierwszem piętrze, świta zaś cała pozostała na dole, gdzie w sali jadalnej „białej” przygotowano obiad galowy na 44 nakrycia, przyczem krzątało się z górą 40 lokajów dworskich w liberjach zielonych ze złotem, pod komendą pąsowo przybranego furjera.

Apartament Króla Sjamskiego składa się z sypialni, gabinetu, balkonu i dwóch jeszcze innych pokojów, sąsiadujących kurytarzem z 3-ma pokojami zajmowanemi przez Księcia Swastę, i z 2-ma pokojami Księcia Sziry.

O godz. 7-ej m. 50 Król zeszedł na dół pałacu, gdzie wszyscy oczekiwali nań już w wielkim salonie i wnet podano do stołu. Zastawa z porcelany saskiej starej wśród 4-ch olbrzymich palm, 2-ch bukietów i kosza żywych kwiatów przed nakryciem królewskiem, wyglądała okazałe.

Menu zapowiadało:

Diner du 19 Juin
Consommée printanière
Petits patés
Saumon
Sauces: hollandaise et proven
çale.
Filet de boeuf garni
sauce Madere
Dindonneaux, canards
salate romaine
Fond d’artichauts
à 1’italienne
sauce
à la financière
Kaimak.

Król zasiadł pośrodku stołu na wysokim fotelu atarożytnym, mając po prawej stronie J. O. ks. Imeretińskiego (w pełnym uniformie jenerał-adjutanta), a po lewej J. E. ks. Oboleńskiego. […]

Następnego dnia nowa relacja, nowe stroje, nowy posiłek.

[…] Król tym razem był w mundurze całym czarnym, zapiętym na 1 rząd złotych guzików, z wyłogami aksamitnemi u rękawów i kołnierza, z plecionemi epoletami złotemi i takiemiż akselbantami bardzo sutemi na prawem ramieniu. Na piersiach, po lewej stronie, przypięta do munduru gwiazda rosyjska orderu św. Andrzeja. U boku szabla, zawieszona na szerokim pasie złotym z chwastami. Na głowie okrągła czapka pikowa biała, podobna do formy, używanej w marynarce angielskiej, z daszkiem czarnym, obramowanym złotą plecionką i złotym sznurkiem na przedzie; na rękach białe bawełniane rękawiczki. Taki sam mundur mieli na sobie książęta Szira i Swasty, obadwaj ozdobieni gwiazdami orderu éw. Stanisława I-ej klasy. […]

Goście lustrowali wojsko zgromadzone na Polu Mokotowskim, w obecności arystokracji warszawskiej, odbyła się defilada starannie wyliczonych w gazecie oddziałów, co pomijam, ale znawców historii wojskowości może zainteresować (jaki pułki stacjonowały w Warszawie).

[…] Następnie Król sjamski wysiadł przed pięknym i dużym pawilonem, wzniesionym z szarego płótna w ponsowych ramach i suto przybranego flagami rosyjskiemi i sjamskiemi na masztach. Po obitych suknem ponsowem schodach wchodziło się tu na przestronną werendę, na której ustawiono duże złocone fotele, adamaszkiem ponsowym kryte, i takież małe krzesełka na dywanie perskim, a w głębi bufet, obficie zaopatrzony w napoje zimne, cukry i owoce, do których przygotowywania obok pawilonu urządzono specjalny kredens polowy, obsługiwany przez liczną rzeszę służby pałacowej. […]

O godzinie 12, król powrócił z swej wizyty do pałacu łazienkowskiego. W sali jadalnej oczekiwały już na króla osoby, zaproszone na śniadanie, które zastawiono na 53 nakryć w tej samej sali „białej”, w której wczo-raj odbył się obiad galowy.

Menu zapowiadało:

Dejeuner
Bouillon ou Borschock
Selle de mouton
à la Turqoise
Sauce Soubise
Poulardes et gelinottes
Salade et conconbres
Asp
èrges et petits pois
Bombe glacée
à l’imperial.

Przy śniadaniu tem, które przeciągnęło się do godziny 2-ej, pośrodku stołu, ustawionego w podkowę, Król siedział pomiędzy J. O . Ks. Imeretinskim a naczelnikiem sztabu jenerał-lejtnantem Puzyrewskim, mając naprzeciw siebie wiceadmirała Arsenjewa z ks. Swastym po prawej i ks. Szirą po lewej ręce. Obok książąt sjamskich siedzieli jenerałowie Razgildiejew i Krzywobłocki.

Po śniadaniu gość królewski uczuł się tak znużonym paradą dzisiejszą i upałem, że zaniechał projektowanego zwiedzenia uniwersytetu warszawskiego. Co zaś do wizytacji kościoła katedralnego i panoramy „Golgota” – to mistrz ceremonij Choumtin-Smerchai, który o godz. 2 po południu oglądał kościół katedralny i kilka ciekawszych w nim zabytków (jak: monstrancję króla Zygmunta, pomnik dłuta Thorwaldsena i t. p.), oświadczył nam, że decyzję ostateczną co do zwiedzenia katedry Król poweźmie dopiero przed samym już odjazdem. O godz. 5 ej minut 53 pociągiem kolei petersburskiej goście sjamscy udają się do Petersburga.

Można się domyślić, że tajski gość niczego już nie zwiedzał, poprzestał na atrakcjach wojskowo-kulinarnych. Szkoda, że nie przywiózł własnego kucharza i nie poczęstował gości smakiem własnej kuchni. Czy w Warszawie taka egzotyka była znana? Trochę tak, a przynajmniej niektóre jej produkty. Zaświadcza o tym notka, która mówi nie o tym, co jest, tylko czego zabrakło. A zabrakło za sprawą wojny rosyjsko-japońskiej. Może wcześniejsza wizyta króla Syjamu służyła przygotowaniom do niej? Tak czy siak, wojna wybuchła. „Kurier Warszawski” w roku 1904 martwił się niektórymi jej skutkami:

Gdy Rosjanie zaczęli ponosić klęski, wielkiego zmartwienia już nie było. Raczej szczególne odczucie znane jako schadenfreude. Każda klęska zaborcy cieszyła, dawała jakąś nadzieję na niepodległość. Ale to bardziej u działaczy niepodległościowych, niż wśród całego społeczeństwa. W dziesiątkowanych wojskach rosyjskich znajdowało się wielu przymusowych rekrutów Polaków; jak czytam w Wikipedii „do udziału w wojnie zostało powołanych do służby wojskowej przeszło ćwierć miliona Polaków z obszaru zaboru rosyjskiego”. Walczyli za obcą sprawę i w dalekiej Azji ginęli. Wojna osłabiła Rosję, ale Polsce niczego nie przyniosła poza stratami w ludziach i biedą (zamknęły się rynki wschodnie np. dla polskich tekstyliów). Trzeba było czekać na inne wydarzenia. Przyszły za dziesięć lat.

Przez te lata Polacy poznawali daleką Azję z różnych stron: z walk, zesłań, przymusowych osiedleń. Także kulturę i smak tamtych rejonów świata. Opisywali to! Dzisiaj jeździmy tam na wakacje. Jakże inaczej niż nasi przodkowie. Cieszmy się z tego. Oni byli ciekawi świata, mimo tak trudnych okoliczności i warunków w jakich musieli żyć, a my?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s