Jeszcze jedno danie z kurkumą

Tym razem korzonkami świeżej kurkumy potraktowałam poczciwego dorsza atlantyckiego. Smakował! Do wykonania tej potrawy zainspirował mnie francuski przepis z któregoś z czasopism kupionych na wakacjach przed laty. Opisywał rybę, a konkretnie miętusa w szafranie. Skoro szafran, to czemu nie świeża kurkuma? No i dorsza w miejsce miętusa, który zresztą też należy do dorszowatych. Tak wiele zmieniłam, także w doborze składników, że nie ma sensu przedstawianie oryginału. Dla uczciwości zaznaczam więc inspirację, ale podaję już przepis własny.

Zacznę jednak od przedstawienia opisu kurkumy w „Leksykonie kulinarnym” Macieja E. Halbańskiego. Także on – jak i ja do niedawna – znał tylko wysuszoną i sypką jej postać. Kto by przypuszczał w roku 1983, z którego pochodzi pierwsze wydanie książki, że podobne do imbiru korzonki będzie można kupić w warzywniaku.

Kurkuma
Curcuma

Podzwrotnikowa roślina z rodziny imbirowatych, pochodząca z Azji, uprawiana głównie w Indiach, Indonezji, płd. Chinach. Suszone i sproszkowane kłącza tej rośliny są głównym składnikiem przyprawy curry, nadając jej żółtą barwę.

Tyle teorii, teraz praktyka.

 

Dorsz atlantycki w kurkumie po mojemu

filety dorsza

świeża kurkuma

2 mandarynki

2 ząbki czosnku

mała cebulka

czarny sezam

czarna sól hawajska

olej sojowy

świeża kolendra

 

Kurkumę, czosnek i cebulkę obrać, drobno przesiekać. Dorsza oczyścić z ości, ułożyć w naczyniu wysmarowanym olejem, na filetach rozłożyć przesiekane warzywa.

 

Jedną mandarynkę przekroić na pół, wyciśniętym z połówki sokiem skropić filety. Drugą mandarynkę także przekroić na pół, trzy połówki ułożyć obok ryby. Filety i mandarynkę przyprawić olejem, czarną solą i sezamem. Zapiekać 30 minut w 180 st. C. Podawać po posypaniu przesiekaną grubo kolendrą.

Danie tyle proste, ile bardzo efektownie się przedstawiające. Koloru na stole nigdy dość! Do pomarańczowo-złotego dorsza dołóżmy więc kolorową sałatkę także z cytrusowym składnikiem.

Sałata rzymska z grejpfrutem po mojemu

sałata rzymska baby

grejpfrut czerwony

cebulka dymka

świeży ogórek

olej słonecznikowy

sól perska

ostry pieprz lumpung

 

Sałatę pokroić w paski, ogórek w plasterki, cebulkę w krążki. Grejpfruta obrać, ostrym nożem skroić w cienkie plasterki. W salaterce ułożyć połowę sałaty, na niej położyć plasterki grejpfruta, ogórka, posolić, popieprzyć, skropić olejem. Na tym rozłożyć drugą połowę pasków sałaty, przybrać krążkami cebuli, ponownie przyprawić. Sałatę wymieszać już przy stole.

Oczywiście sałatę przygotujemy, gdy ryba będzie się piekła. Tak, aby podać ją tuż po przyrządzeniu. Do dania pasuje po prostu pieczywo – może grzanki czosnkowe? Ale kto koniecznie chce, może ugotować ziemniaki. I podać je z oliwą lub ze świeżym masłem i natką.

Przygotowanie takiego obiadu nie potrwa dłużej niż pół godziny, no, czterdzieści minut, ale już z zapiekaniem filetów. A jak wygląda i smakuje! Zwłaszcza gdy do ryby podamy dobrze schłodzone białe wino. Ostatnio zakochaliśmy się w portugalskich.

Ciekawostka ze starej gazety dzisiaj będzie bardzo… odlotowa. Gdy nadamy jej modne miano postprawdy, spokojnie da się ją umieścić tam, gdzie już stoi cały ciąg postaci i haseł bez ceregieli podawanych nam do wierzenia. Skoro mamy im i w nie wierzyć, dlaczego nie promować nauki o pożywieniu Marsjan i Jowiszan? Notkę zamieścił „Tygodnik Mód i Powieści” w roku 1890.

 

O roślinności na planetach poczyniła jakoby ważne odkrycia niejaka panna Cotton i podaje o niej szczegóły zdumionemu światu w książce traktującej o chiromancyi. Według autorki mieszkańcy Marsa, co do pożywienia zadawalniać się muszą pieprzem, imbirem i żółtemi korzeniami, jako perfum zaś używają aloesu, innych odpowiednich roślin nie posiadając.

Lepiej dzieje się mieszkańcom księżyca, gdzie rosną obficie tytuń, herbata, melony i ogórki. Dla amatorów połowu ważną jest wiadomość panny Cotton oznajmiająca, iż Jowisz opływa w wielkie bogactwo ryb.

Podobno panna Cotton zajęta jest obecnie pisaniem idealno-teoretycznych książek kucharskich dla pojedyńczych planet.

Moja dzisiejsza propozycja kulinarna – ryba z żółtymi korzonkami – jest więc kompilacją pożywienia z Marsa i Jowisza. Co by na nią powiedziała miss Cotton?

Ale poważniej: brednia jest ponadczasowa. Dobrze, gdy można się z niej pośmiać. Gorzej, gdy się jej naucza i podaje do wierzenia ciemnemu ludowi. Pół biedy, jeżeli dotyczy tylko kulinariów planetarnych. Bardzo źle, jeżeli ma objaśniać historię, prawa społeczne, moralność, a nawet wyznaczać kierunki dla ekonomii czy medycyny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s